Tylko niepoprawni optymiści mogli zakładać, iż Polska jest coś w stanie ugrać na Mistrzostwach Europy w 2026 roku. Poprzednie Mistrzostwa Świata skończyliśmy w kiepskim stylu, wygraniu tzw. Pucharu Prezydenta. Przy okazji pisania tego tekstu przypomniał mi się mecz ze Stanami Zjednoczonymi i... boli. Pojawiły się zmiany, nowe otwarcie selekcjonera Joty Gonzaleza, do kadry wrócił Tomasz Gębala. I co? I nic.
W czwartek w Warszawie ma się odbyć konferencja, na której na pytania odpowiedzą prezes Sławomir Szmal i selekcjoner Jota Gonzalez. I ja się tak zastanawiam: po co my pojechaliśmy na te mistrzostwa? W stawce są 24 zespoł europejskie, czyli praktycznie cała światowa czołówka, a do tego Kopciuszki. A my, Polacy, kim jesteśmy?
Bo jeżeli pojechaliśmy po wynik, to jest on katastrofalny. Polacy zagrali źle, mam wrażenie, iż choćby nie na miarę swojego potencjału, który i tak jest nieduży. Trzy mecze, trzy porażki - te z Węgrami i Islandią racjonaliści mieli wkalkulowane w koszty. Zawsze pozostaje pytanie o styl, a ja mam wrażenie, iż Węgrzy nie zawojują tych mistrzostw. W meczu z Polakami grali co najwyżej średnio, zaś Islandia nas brutalnie zweryfikowała. A Włosi... cóż. Przed meczem zaryzykowałem stwierdzenie, iż pewnie wolelibyśmy grać z Italią w piłkę nożną, a nie ręczną, i się nie pomyliłem. Sportowo wypadło katastofalnie, co gorsza spadamy o szczebel niżej - kolejny cykl eliminacji zaczniemy nie w kwalifikacjach, a prekwalifikacjach. W tym miejscu kilka lat temu spotkaliśmy Portugalczyków. Oni dziś walą Danię, my już jesteśmy w domu.
Jak mantrę powtarzam, iż tacy goście jak Michał Daszek są coraz starsi i kwestią czasu pozostaje zakończenie reprezentacyjnej przygody. Bardzo dobrze, iż do kadry wrócił Tomasz Gębala - w moim odczuciu chyba jedyny, który nie zawiódł. Trzeba sobie jasno powiedzieć i zakomunikować kibicom, środowisku: w najbliższych latach nie gramy o wynik. Nie ma na to potenjału, nie ma do tego ludzi. Przypomnijmy, iż na zeszłorocznych Mistrzostwach Świata juniorów młodzi Polacy wygrali tylko z Urugwajem, ale już w starciach ze Słowenią (21:31) i Norwegią (22:35) argumentów nie było. I nie mam do tych młodych mężczyzn pretensji, bo to przecież nie jest tak, iż oni nie chcieliby grać lepiej, zarabiać kasę w czołowych klubach. Gdzieś jednak zostały popełnione błędy.
Skoro już ustaliliśmy, iż nie pojechaliśmy po wynik, to po co? Może po naukę? Są przecież reprezentacje, które rosną, na kolejnych turniejach zyskują doświadczenie, dojdzie 1-2 zawodników i gra będzie jeszcze lepsza. Spójrzmy na Portugalię, która we wtorek sensacyjnie pokonała faworyta całego turnieju, Danię. Ten niewielki kraj od wielu lat stawia na szkolenie, liga portugalska poszła do góry, pojawiły się talenty i suckesy. Teraz zbierają tego owoce i kto wie, czy nie powalczą o medal już teraz. Takich przykładów jest więcej, rosną praktycznie wszycy w Europie. Wystarczy spojrzeć na Austrię, Wyspy Owcze, choćby Gruzini postawili się Chorwatom. Statystycznie jesteśmy najgorszą drużyną w stawce. Oto dowód:
Tylko jeżeli my pojechaliśmy po naukę, to kto się uczy? Na pewno trener Jota Gonazlez, którego mina w meczu z Islandią zdradzała wiele. Hiszpan musiał mieć świadomość, iż podejmuje się trudnego zadania, ale chyba nie liczył na taką skalę wyzwania. Poza tym kto się uczył? Mikołaj Czapliński (25), Piotr Jędraszczyk (24), Michał Olejniczak (24), Paweł Paterek (25), Piotr Jarosiewicz (27)? Dla nich to już kolejny turniej, choć niestety, wielu z tych zawodników albo nie ma na co dzień styczności z międzynarodowym graniem albo gra mało. W Hiszpanii wchodzi 18-letni Marcos Fis i zupełnie bez kompleksów rzuca bramki, w 3 meczach uzbierał ich 8. Jota Gonzalez na turniej nie zabrał żadnego zawodnika poniżej 20 lat. My do Skandynawii wysłaliśmy skład, który ma osiągnąć coś tu i teraz, a tego nie ma.
W Związku się główkują, jakieś działania są podejmowane - wygaszane są m.in. Szkoły Mistrzostwa Sportowego, które nie spełniły swojej roli. W marcu 2025 związek zaproponował reformę i dziś jest zdecydowanie zbyt wcześnie by stwierdzić, iż cokolwiek idzie w jakimkolwiek kierunku. Ja mam tylko do prezesa Sławomira Szmala prośbę: prezesie, dla dobra polskiej piłki manualnej, nie bój się podejmować trudnych decyzji, choćby jeżeli to oznaczałoby konflikt z kolegami z kadry. Każda reforma oznacza, iż ktoś zyska, a ktoś straci, ale ci, którzy tracą, nie mogą być kotwicą u nogi.
Nie wiem ile pewności ma w sobie Sławomir Szmal, ale droga wydaje się jedna: trzeba postawić na rozwiązania, zainwestować w odpowiednich ludzi i efektów oczekiwać od nich za 8-10 lat. Tak to się robi na świecie i w tym przypadku trzeba popatrzeć na tych, którzy robią to lepiej.
Michał Wiśniewski
redaktor naczelny Portalu Płock.



![KSSPR szykuje się na wiosnę. Celem gra w Turnieju Mistrzów [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2026/01/KSSPR-treningi.png)











