Jan Miszczak: Dehumanizacja motoryzacji

21 godzin temu
Jan Miszczak (Fot. Archiwum)

W styczniu dokonuje się wielu różnych podsumowań wydarzeń minionego roku. Akurat mam przed sobą dane Biura Ruchu Drogowego KGP i tu muszę podać kilka liczb, zanim przejdę do sedna. Otóż w 2025 r. doszło do 21 519 wypadków drogowych, w których zginęło aż 1896 osób, a 24 782 osoby zostały ranne, z czego 7796 ciężko.

W informacji o tych tragediach przebija jakby nuta pewnego zadowolenia, iż w sumie odnotowano i tak o 519 mniej wypadków, niż w 1924 r., było też mniej ofiar śmiertelnych (o 245) oraz rannych (o 67). I bardzo dobrze, ale nie jest to jeszcze powód do satysfakcji, bo liczby wciąż są porażające, a ilość dramatów na naszych drogach, tylko trochę pomniejszona, przez cały czas musi budzić przerażenie. Tym bardziej, iż w minionym roku wykryto aż 95 262 nietrzeźwych kierowców, tj. o 2938 więcej niż w 2024 r.

Czy oznacza to, iż więcej pijemy? Niekoniecznie, bo powyższe dane z pewnością są też wynikiem tego, iż ub. roku przeprowadzono blisko 2 tys. więcej badań kierowców na zawartość alkoholu. Można zatem przyjąć, iż gdyby takich badań trzeźwości wykonano jeszcze więcej, to zwiększyłaby się też ilość pijanych za kółkiem, których sprawdzono i zatrzymano.

Ogólnie sytuacja na drogach nie napawa więc optymizmem, ale są wręcz nadzwyczajne zwiastuny radykalnej zmiany na lepsze, zresztą nie tylko w Polsce, ale na całym cywilizowanym świecie. Oto spece od motoryzacji znów zapowiadają, iż ani się oglądniemy, gdy po naszych drogach zaczną jeździć inteligentne auta bez kierowców.

Taki autonomiczny samochód-samobieg prawdopodobnie sam zawiezie ci dziecko do szkoły, sam wróci po ciebie, bo będzie całkowicie samodzielny, w dodatku nowocześnie napędzany czymś nie do końca jeszcze sprecyzowanym. Wypadki i stłuczki przejdą do lamusa, a zatem w ogóle nie będzie ofiar, gdyż auta staną się całkowicie bezkolizyjne, samoczynnie wykonujące wszelkie zalecenia wynikające ze znaków drogowych i sygnalizacji świetlnej, o ile takowe w ogóle będą potrzebne. Zniknie również policja drogowa, bo nie będzie już miała kogo łapać, ani karać mandatami.

Zaoszczędzimy także na firmach ubezpieczeniowych, które też przestaną istnieć, nie mając racji bytu. Swą działalność zakończą również Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego oraz inne szkoły jazdy, bo nikomu nie będzie przecież potrzebna umiejętność kierowania pojazdem, a tym samym konieczność posiadania prawa jazdy. Może w szczątkowej formie ostaną się jedynie wydziały komunikacji, o ile pozostaną jeszcze w użyciu dowody rejestracyjne.

Mogło by się zatem wydawać, iż taka motoryzacyjna rewolucja jest wręcz wymarzona. Chcąc to sprawdzić przeprowadziliśmy minisondę, pytając stojącego w korku, wybranego na chybił trafił kierowcę, co sądzi o autach-samobiegach i jego odpowiedź dość mocno nas zaskoczyła.

– To jest wizja przerażająca, której urzeczywistnienie pozbawi nas euforii z prowadzenia samochodu – orzekł wyraźnie zaskoczony. – Nie usłyszymy już koncertu klaksonów w wykonaniu wściekłych na siebie kierowców. Nikt nikomu nie pokaże środkowego palca i nie ryknie „jak jedziesz, baranie!”. Krótko mówiąc, byłoby to zwykłe odczłowieczenie motoryzacji. Jedyna zaleta jest tylko taka, iż wreszcie wsiadając do samochodu można by się bezkarnie napić.

Ankietowany kierowca, ewidentnie podenerwowany, siarczyście zaklął, wrzucił jedynkę, dodał gazu i czerwony ze złości odjechał na czerwonym świetle.

Idź do oryginalnego materiału