Jan Miszczak (Fot. Archiwum)Jeśli ten felieton ukazuje się w Wielkanoc, to powinien być pogodny i choćby wesoły. Każdy przyzna, iż w naszej coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości nie jest to proste zadanie, ale coś mi podpowiedziało, iż może to być np. felieton częściowo sportowy, czemu sprzyjały mecze naszej reprezentacji w piłce nożnej.
Zacznijmy zatem od spotkania Polski z Albanią. Polacy zagrali ambitnie i skutecznie, ale zaraz ktoś powie, iż przecież i tak nie zakwalifikowali się do mistrzostw świata, bo już w kilka dni potem przegrali decydujący o awansie mecz ze Szwecją. Tylko po co to przypominać i psuć sobie nastrój? Przecież tym razem nasi zagrali najlepsze spotkanie od wielu lat, mieli przewagę nad rywalem, błyszczeli na murawie, a w rzutach rożnych wynik był 9:2 na naszą korzyść. Tyle tylko, iż Szwedzi strzelili tę jedną bramkę więcej.
I tu przypomina się dialog ze świetnego kabaretu Tey, który brzmiał mniej więcej tak: „Panie majster, traktor się zepsuł!”, „Jak to? Cały się zepsuł?”, „No nie, jedno koło się zepsuło”, „A ile traktor ma kół?”, „Cztery”, „No to mówcie, iż traktor ma trzy koła sprawne”, „Przecież to jest to samo…”, „No tak, ale znacznie lepiej brzmi”. Więc po co wspominać przegraną ze Szwecją, skoro można eksponować zwycięstwo z Albanią, co też znacznie lepiej brzmi. Tym bardziej, iż na tym spotkaniu działo się wiele i to nie tylko na boisku. Na meczu był m. in. Zbigniew Boniek, który dowiedziawszy się, iż obok niego ma usiąść Przemysław Czarnek, w mig opublikował w mediach społecznościowych krótką notkę: „No proszę”. Dodał do niej kciuk w górę i uśmiechniętą buźkę z wysuniętym językiem.
Warto dodać, iż panowie od dawna za sobą nie przepadają. Gdy Czarnek był jeszcze ministrem edukacji, to Boniek widząc w TVP Info Bronisława Wildsteina rozmawiającego z prezeską TK Julią Przyłębską, zapytał: „Kto to jest ten gość?” Czarnek zarzucił mu wtedy brak wiedzy o najnowszej historii i zaproponował wątpliwy podręcznik pt. „Historia i Teraźniejszość”. Boniek odpisał cytatem z wiersza Tuwima: „Próżnoś się repliki spodziewał. Nie dam ci prztyczka ani klapsa. Nie powiem choćby pies cię j…ł, bo to mezalians byłby dla psa”.
Na szczęście okazało się, iż Czarnek na mecz nie dotarł, bo przemawiał wtedy w Sejmie. Tym sposobem kibice oraz Boniek mieli lepiej niż posłowie. Był za to prezydent Karol Nawrocki, który wykazał się dużą odwagą, gdyż ostatnio kibice, czyli jego dawni kumple, wnosili na mecze napisy o treści mocno uderzającej w głowę państwa, głównie za jej weta. Mimo to po meczu Nawrocki wparował do szatni naszych piłkarzy i – o rany! – zaintonował znaną przyśpiewkę kibiców: „Kto wygrał mecz”, zaś piłkarze grzecznie odpowiedzieli: „Polska!”.
Zachowanie prezydenta wywołało liczne komentarze, m. in. Marka Migalskiego. „Prezydent drący się w piłkarskiej szatni upokarza mnie(…) Takie kibicowskie krzyki nie licują ze stanowiskiem „pierwszego Polaka” – napisał znany politolog i nie był w tym odosobniony. Ale w sumie i tak podczas meczu było więcej tego typu wątków komediowych, niż dramatycznych. Może z wyjątkiem złego nagłośnienia, które zakłóciło odsłuchanie hymnów obu narodów, ale to już była wina rządu, jak butnie ogłosił Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta. Ale winny był też selekcjoner, który powinien postawić w bramce Karola Nawrockiego, co proponował wspomniany profesor Migalski. Prezydent z pewnością „wypiąstkowałby” trzy gole i wtedy spokojnie wygralibyśmy 0:2.
Spokojnych Świąt!

1 dzień temu
















