Katastrofa po gnieźnieńsku. Czas na rewolucję!

1 tydzień temu

Zmienił się prezes, ale sportowo nie zmieniło się nic. A może choćby zmieniło. pozostało bardziej memicznie niż było. Kibice Startu Gniezno mają prawo czuć rozczarowanie, smutek i zmęczenie całą tą farsą.

Start Gniezno urządził się w Krajowej Lidze Żużlowej i nie ma żadnego sposobu na to, by się z niej wydostać. Awans w tym sezonie byłby cudem. Chyba już nikt nie wierzy, iż ta drużyna zdoła uzyskać promocję do Metalkas 2. Ekstraligi. Prawdą jest, iż przed startem sezonu nikt tego jakoś mocno nie obiecywał, choć zawodnicy swoje ambicje mieli. Ale co z tego, jak znów wygląda to słabo.

Nie ma co ukrywać, iż Start stał się trochę memicznym klubem. A to z różnych przyczyn. Nagłe zmiany trenerów, ruchy kadrowe, które niekiedy kilka wnoszą, a do tego notoryczne doniesienia o problemach natury finansowej. Choćby w tym sezonie przedstawiciele klubu otwarcie potwierdzali, iż płynność nie jest zachowana.

Mija kolejny rok, który nie przyniósł tego, czego kibice oczekują. W samym zarządzaniu klubem – przynajmniej z z mojej perspektywy – za wiele się nie zmieniło. Zasadniczo działaczom należą się słowa wdzięczności za to, iż ciągną ten projekt i próbują. Z drugiej strony jednak trzeba ich zapytać, dokąd ten okręt zmierza. I jaki mają plan, by w końcu było normalnie i by w końcu w Gnieźnie żużel zaczął funkcjonować na solidnym poziomie. A żeby tak się stało, potrzebna jest solidna rewolucja.

Nie wiem, czy możliwa jest rewolucja w obecnym składzie osobowym. Myślę, iż potrzeba kogoś nowego, kto tchnie nowego ducha w gnieźnieński żużel. Kto przyjdzie do klubu z konkretną wizją i będzie ją realizować, a nie tylko pokusi się o rzucanie słów na wiatr. To musi w końcu ruszyć z kopyta do przodu. Na razie mijają lata, a lepiej nie jest. Co najwyżej gorzej, bo sportowo zespół nie potrafi choćby wjechać do finału KLŻ. A to już kompromitujące.

Może czas zrobić jeszcze większy krok w tył. Zrezygnować z gwiazd, zrezygnować z nazwisk i sklecić tani skład stworzony z zawodników, którzy chcą się pokazać. W międzyczasie przez kilka miesięcy popracować nad fundamentami i solidnym zapleczem, by w końcu w następnym sezonie już z impetem zaatakować wyższą klasę rozgrywkową. Bo ileż można tkwić na tych peryferiach speedwaya?

PS. Panie Mikołajczak, już chyba czas wracać.

Ostatnia aktualizacja artykułu: 20 sierpnia 2026 o godz. 12:59:47

Idź do oryginalnego materiału