Kazimierz Prus i Szkoła Podstawowa nr 3- nierozerwalny związek

wschodni24.pl 1 godzina temu

3 września 2026 roku w Szkole Podstawowej nr 3 w Chełmie wydarzy się coś szczególnego. Zostanie oficjalnie otwarta nowa hala sportowa. Nie będzie to jednak tylko kolejny szkolny obiekt. Hala otrzyma imię Kazimierza Prusa, nauczyciela, trenera i wychowawcy, który przez dziesięciolecia tworzył sportową historię chełmskiej „Trójki”. Człowieka, dla którego, jak wspominają ludzie pamiętający tamte czasy, nie było rzeczy niemożliwych.

Kazimierz Prus tej chwili nie doczekał.

Zmarł 21 września 2011 roku.

Piętnaście lat później spełni się jednak jedno z jego wielkich marzeń. Przy szkole, z którą związał ogromną część swojej działalności, stanie prawdziwa hala sportowa.

I będzie nosiła jego imię.

Żeby zrozumieć, dlaczego właśnie Kazimierz Prus został jej patronem, trzeba cofnąć się o ponad pół wieku.

Bo historia ta zaczęła się dużo wcześniej niż największe sukcesy siatkarzy SP 3.

Zanim przyszły medale

Kazimierz Prus należał do pokolenia nauczycieli, dla których sport szkolny nie kończył się wraz z ostatnim dzwonkiem.

Już od połowy lat 70. organizował obozy kondycyjne w Zębie koło Zakopanego.

Dla młodych ludzi z Chełma był to trening, ale również coś znacznie większego. Wyjazd z domu, góry, wspólne życie przez kilka czy kilkanaście dni, nauka samodzielności, odpowiedzialności i funkcjonowania w grupie.

Sport był narzędziem wychowania.

Prus miał przy tym niezwykłą zdolność nawiązywania kontaktów.

Jego znajomości nie kończyły się na Chełmie czy Lubelszczyźnie. Miał kontakty w Polsce i poza jej granicami, adekwatnie w różnych częściach świata.

A trzeba pamiętać, w jakich czasach to robił.

Nie było internetu.

Nie było telefonów komórkowych.

Nie można było wysłać wiadomości przez komunikator i po kilku minutach otrzymać odpowiedzi z drugiego końca Europy.

Były listy, telefony stacjonarne i przede wszystkim bezpośrednie relacje między ludźmi.

OnOk potrafił te relacje budować.

Żółtym Autosanem do Jugosławii

Jednym z najlepszych przykładów jego możliwości organizacyjnych była wymiana sportowa z ówczesną Jugosławią.

Kazimierz Prus nawiązał współpracę ze środowiskiem sportowym z Titov Veles, dzisiejszego Veles w Macedonii Północnej.

Młodzi chełmianie pojechali tam…

żółtym Autosanem.

Ten obraz adekwatnie mógłby otwierać film o tamtych czasach.

Chełm. Grupa młodych sportowców. Trener. Bagaże. I żółty Autosan ruszający w wielką podróż do Jugosławii.

Dzisiaj taki wyjazd przygotowuje się przy pomocy internetu, map, nawigacji i telefonów. Wtedy za wszystkim stały miesiące kontaktów, korespondencji, uzgodnień i organizacji.

On potrafił doprowadzić przedsięwzięcie do końca.

Dla jego podopiecznych była to wyprawa życia.

Nie chodziło przecież wyłącznie o siatkówkę i wyniki spotkań.

Młodzi chłopcy z Chełma mogli zobaczyć inny kraj, poznać jego mieszkańców, kulturę, sposób życia. Dla wielu była to prawdopodobnie pierwsza tak daleka zagraniczna podróż.

Tak Kazimierz Prus rozumiał sport.

Miał rozwijać nie tylko ciało.

Miał otwierać świat.

Dla niego nie było rzeczy niemożliwych

To zdanie pojawia się adekwatnie za każdym razem, kiedy zaczyna się rozmawiać o Kazimierzu Prusie:

dla niego nie było rzeczy niemożliwych.

Trzeba było zorganizować obóz w Zębie?

Organizował.

Trzeba było znaleźć przeciwnika?

Znajdował.

Nawiązać zagraniczne kontakty?

Nawiązywał.

Pojechać z młodzieżą do Jugosławii?

Jechali.

Nie było transportu na zawody?

I tutaj pojawia się jedna z tych historii, których nie znajdziemy w oficjalnych tabelach i sportowych kronikach.

Do Wartburga zmieściło się 12 chłopaków z piątej klasy.

Dwunastu.

Dzisiaj coś podobnego byłoby oczywiście niewyobrażalne. Ale ta anegdota znakomicie oddaje zarówno realia tamtych czasów, jak i charakter samego Kazika, jak nazywali Go podopieczni i znajomi .

Jeżeli uważał, iż coś trzeba zrobić, najpierw szukał sposobu, jak to zrobić, a nie powodów, dla których się nie uda.

Trzeba było jechać?

To jechali.

Nie tylko siatkówka

Sportowa historia Kazimierza Prusa nie zaczyna się wyłącznie od piłki siatkowej.

Był związany także z chełmskimi zapasami. Jego nazwisko pojawia się w historii ZKS Cement Chełm wśród instruktorów zajmujących się szkoleniem młodzieży.

W tamtych latach sport szkolny i klubowy bardzo mocno się przenikały. Szkoły były naturalnym miejscem poszukiwania talentów, a nauczyciele wychowania fizycznego często stawali się pierwszymi prawdziwymi trenerami przyszłych zawodników.

W 1978 roku Kazimierz Prus uzyskał uprawnienia instruktora piłki siatkowej.

Z czasem właśnie siatkówka miała stać się dyscypliną najmocniej związaną z jego nazwiskiem.

A centrum tej historii została Szkoła Podstawowa nr 3 w Chełmie.

Sala, piłka, siatka i trener

Dzisiaj młodzieżowe szkolenie sportowe wygląda zupełnie inaczej.

Akademie, trenerzy przygotowania motorycznego, fizjoterapeuci, statystycy, analizy wideo, specjalistyczne programy treningowe.

Wtedy podstawą wszystkiego był człowiek.

Trener.

Sala.

Piłki.

Siatka.

I grupa dzieciaków, których trzeba było przekonać, żeby po lekcjach zostały na treningu.

Kazimierz Prus potrafił nie tylko nauczyć ich odbicia piłki.

Potrafił sprawić, iż chcieli wrócić następnego dnia.

Zaczął budować kolejne roczniki zawodników.

I właśnie wtedy chełmska „Trójka” zaczęła wyrastać na bardzo mocny ośrodek młodzieżowej siatkówki.

1986. Chełm jedzie na mistrzostwa Polski

Jednym z pierwszych wielkich momentów był 1986 rok.

Drużyna SP 3 wygrała turniej makroregionalny i uzyskała awans do finałów mistrzostw Polski w Częstochowie.

Już sam awans był wielkim wydarzeniem.

Ale Prus dysponował naprawdę niezwykłym materiałem.

W zespole znajdowało się dwóch chłopców mierzących prawie dwa metry, a kilku kolejnych miało około 180 centymetrów wzrostu.

Mówimy przy tym o uczniach szkoły podstawowej.

Chełmianie zakończyli rywalizację na 7. miejscu w Polsce.

Był niedosyt, bo możliwości tej drużyny pozwalały myśleć choćby o czymś więcej.

Jednocześnie wydarzyło się coś bardzo ważnego.

Chełm pojawił się na mapie młodzieżowej siatkówki w Polsce.

Kto zgasił światło?

Z drogą do tamtych finałów związana jest jedna z najbardziej niezwykłych historii chełmskiej siatkówki.

Podczas turnieju makroregionalnego SP 3 mierzyła się z zespołem z Łukowa.

W drużynie przeciwników występował młody Cezary Kucharski, który wiele lat później został reprezentantem Polski w piłce nożnej i uczestnikiem mistrzostw świata.

Łuków wygrał pierwszego seta.

W drugim prowadził już 12:4.

Wtedy set rozgrywano do 15 punktów.

Sytuacja wydawała się adekwatnie beznadziejna.

I wtedy…

zgasło światło.

Przerwa trwała około pół godziny.

Kiedy oświetlenie ponownie zaczęło działać, na parkiet wróciła jakby inna drużyna z Chełma.

Podopieczni ,,Kazika” zaczęli odrabiać straty.

Punkt po punkcie.

Wygrali seta 15:12, a następnie zwyciężyli również w decydującej partii.

Po kilkudziesięciu latach pozostaje jedno pytanie:

kto zgasił światło?

Może jednak nie warto tego ustalać.

Każdy sport potrzebuje swoich legend.

Jeden rocznik? Nie. Powstawał system

Gdyby sukces osiągnęła jedna wyjątkowo utalentowana grupa chłopców, można byłoby powiedzieć, iż trener miał szczęście.

Ale przychodziły kolejne roczniki.

I pojawiały się kolejne wyniki.

W 1987 roku SP 3 ponownie znalazła się w krajowym finale Ogólnopolskich Igrzysk Młodzieży Szkolnej.

To już zaczynało być czymś więcej niż jednorazowym sukcesem.

Chełmska szkoła regularnie rywalizowała na poziomie wojewódzkim, makroregionalnym i ogólnopolskim.

Powstawał system szkolenia.

1989. Znowu wśród najlepszych w kraju

W 1989 roku SP 3 najpierw zdobyła mistrzostwo województwa, następnie wygrała turniej makroregionalny w Białej Podlaskiej i awansowała do XIV Ogólnopolskich Igrzysk Młodzieży Szkolnej.

Finały odbyły się w Łęczycy.

Losowanie nie było dla chełmian łaskawe.

SP 3 znalazła się w grupie z:

SP 21 Tychy, SP 2 Łęczyca i SP 17 Gorzów.

Dopiero końcowe wyniki pokazały, z kim przyszło rywalizować chłopcom z Chełma.

SP 21 Tychy została mistrzem Polski.

SP 2 Łęczyca została wicemistrzem Polski.

Chełmianie mieli więc w swojej grupie późniejszych zdobywców złotego i srebrnego medalu.

Z gospodarzami z Łęczycy SP 3 stoczyła niezwykle wyrównany mecz, przegrywając 1:2.

Ostatecznie chełmska „Trójka” zakończyła mistrzostwa na 6. miejscu w Polsce.

I warto tutaj przypomnieć jedną rzecz.

To nie była reprezentacja miasta złożona z zawodników wybranych z wielu szkół.

To byli uczniowie jednej szkoły.

SP 3 w Chełmie.

1990. Wicemistrzowie Polski

Rok później przyszedł największy z dotychczasowych sukcesów.

W 1990 roku SP 3 Chełm zajęła drugie miejsce w Ogólnopolskich Igrzyskach Młodzieży Szkolnej.

Chełm miał wicemistrzów Polski.

Kiedy spojrzymy na kilka kolejnych sezonów, skala pracy wykonanej przez Kazimierza Prusa staje się jeszcze bardziej widoczna:

1986 – 7. miejsce w Polsce

1987 – kolejny finał krajowy

1989 – 6. miejsce w Polsce

1990 – wicemistrzostwo Polski

Później w turniejach juniorskich awanse do finałów.

Takich rezultatów nie osiąga się przypadkiem.

Nie był to jeden wybitny rocznik.

Była to szkoła siatkówki.

1993. Kazimierz Prus Trenerem Roku

Praca wykonywana w „Trójce” została zauważona również przez mieszkańców Chełma.

W 1993 roku Kazimierz Prus zdobył tytuł Trenera Roku w plebiscycie ówczesnego „Tygodnika Chełmskiego”.

W tym samym plebiscycie bardzo wysoko znalazł się jeden z jego siatkarzy.

Adam Tywoniuk zajął trzecie miejsce wśród sportowców, plasując się tuż za reprezentującymi niezwykle silne chełmskie zapasy braćmi Głąb.

To był znamienny moment.

Chełm od lat kojarzył się z bardzo mocnymi zapasami. Tymczasem zawodnik szkolnej siatkówki znalazł się wśród najlepszych sportowców miasta, a jego trener został Trenerem Roku.

To, co działo się w sali SP 3, zdecydowanie przestało być wyłącznie szkolnym sportem.

Nie działał w próżni

Pisząc historię Kazimierza Prusa, nie można jednak stworzyć wrażenia, iż chełmski sport tamtej epoki budował jeden człowiek.

Prus należał do niezwykłego pokolenia nauczycieli, trenerów i działaczy.

Obok niego trzeba przypomnieć takie nazwiska jak Antoni Skubiszewski, Mieczysław Szymajda, Tomasz Augustyniak, Marek Sikora , Leopold Matysek i wielu innych oraz działacze jak Stefan Machowicz, Marek Tomaszczuk, czy Marian Sikorski , który w sporcie szkolnym działa do dzisiaj.

Każdy zapisał własną kartę w historii chełmskiego sportu.

Łączyła ich epoka, w której trener bardzo często był jednocześnie nauczycielem, wychowawcą, organizatorem, opiekunem, a czasami choćby kierowcą.

Nie mieli dzisiejszych możliwości.

Mieli za to pasję, kontakty, pomysły i przekonanie, iż młodzieży trzeba stworzyć możliwość uprawiania sportu.

Kazimierz Prus był jednym z najbardziej charakterystycznych przedstawicieli tego pokolenia.

Wychowankowie? Można wymieniać cały dzień

Kiedy dochodzimy do wychowanków Kazimierza Prusa, pojawia się zupełnie inny problem.

Jak ich wszystkich wymienić?

W praktyce jest to niemożliwe.

Przez wszystkie lata jego działalności przez treningi, lekcje, drużyny, obozy i sportowe wyjazdy przewijały się całe pokolenia młodych ludzi.

Można zacząć:

Adam Tywoniuk, bracia Stopa, Gałan, bracia Rojewscy, Tomasz Józefacki, Ernest Bejda, Zbyszek Krzywicki, Dariusz Iwasiuk , Mariusz Mazurek, Tomasz Zembrzycki , Adam Tarkowski – kardiochirurg…..

I postawić wielokropek.

Nie dlatego, iż zabrakło nazwisk.

Wręcz przeciwnie.

Jest ich tak dużo, iż można byłoby wymieniać przez cały dzień, a i tak następnego dnia ktoś słusznie zapytałby:

„A dlaczego nie napisaliście o nim?”

Dlatego nie próbujemy tworzyć kompletnej listy.

Każdy z tych chłopaków później poszedł własną drogą.

Jedni pozostali przy sporcie.

Inni zostali nauczycielami, przedsiębiorcami, urzędnikami czy funkcjonariuszami państwa.

Niektórzy zrobili kariery znane później w całym kraju.

Tomasz Józefacki doszedł do zawodowej siatkówki.

Ernest Bejda wybrał zupełnie inną drogę zawodową i po latach został szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Adam Tywoniuk już w 1993 roku znalazł się w ścisłej czołówce sportowców Chełma.

Ale przecież nie każdy wychowanek musiał zostać znanym sportowcem czy osobą publiczną.

I prawdopodobnie nigdy nie o to Kazimierzowi Prusowi chodziło.

Nie ilu zawodników. Ilu ludzi

To może być najważniejszy element jego historii.

Kazimierz Prus był trenerem.

Ale określenie go tylko tym słowem byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Był przede wszystkim nauczycielem i wychowawcą.

Sport miał nauczyć systematyczności.

Odpowiedzialności.

Współpracy.

Radzenia sobie z porażką.

Walki do końca.

Miał też pokazać dzieciakom, iż świat nie kończy się za granicami Chełma.

Dlatego jechali do Zębu.

Dlatego przemierzali Polskę, jadąc na kolejne turnieje.

Dlatego wsiedli do żółtego Autosana i ruszyli do Jugosławii.

Dlatego czasami 12 piątoklasistów potrafiło zmieścić się do Wartburga.

Dzisiaj wspominamy te historie z uśmiechem.

Dla tamtych dzieciaków były częścią dorastania.

I być może właśnie dlatego prawdziwego dorobku Kazimierza Prusa nie powinno się mierzyć liczbą zawodników, którzy później zrobili sportowe kariery.

Lepiej zadać inne pytanie:

ilu ludzi wychował?

Na to pytanie prawdopodobnie nikt nie potrafi odpowiedzieć.

Marzył o prawdziwej hali

Przy wszystkich sukcesach „Trójki” przez lata pozostawał jednak jeden problem.

Warunki.

Szkoła miała wyniki.

Miała tradycję.

Miała zawodników potrafiących rywalizować z najlepszymi w Polsce.

Miała ludzi oddanych sportowi.

Nie miała jednak hali odpowiadającej tym ambicjom.

Budowa prawdziwej hali sportowej przy SP 3 była jednym z wielkich marzeń Kazimierza Prusa.

Chciał miejsca, w którym kolejne pokolenia dzieci będą mogły trenować w warunkach lepszych niż te, które mieli jego zawodnicy.

Czekał.

Marzył.

Ale nie doczekał.

21 września 2011 roku

Kazimierz Prus zmarł 21 września 2011 roku.

Zakończyło się życie człowieka, ale nie zakończyła się historia tego, co stworzył.

Pozostali wychowankowie.

Pozostały wyniki.

Pozostały fotografie.

Dyplomy.

Wycinki z gazet.

Pozostały wspomnienia z obozów w Zębie.

Historie z mistrzostw Polski.

Opowieści o Jugosławii.

O żółtym Autosanem przemierzającym Europę.

O Wartburgu pełnym piątoklasistów.

I o trenerze, który zawsze próbował znaleźć rozwiązanie.

Pozostało również niespełnione marzenie o hali.

Na jego realizację trzeba było czekać kolejnych piętnaście lat.

3 września 2026. Historia zatoczy koło

3 września 2026 roku zostanie oficjalnie otwarta nowa hala sportowa przy Szkole Podstawowej nr 3 w Chełmie.

Będzie nosiła imię:

Kazimierza Prusa.

Człowieka, który dziesiątki lat wcześniej marzył, żeby przy jego szkole powstało właśnie takie miejsce.

Trudno o bardziej symboliczne zakończenie tej historii.

Dzisiaj łatwo byłoby rozpocząć opowieść o chełmskiej siatkówce od zawodowych rozgrywek, pełnych trybun, sponsorów, transferów i wielkich nazwisk.

Ale byłaby to historia niepełna.

Bo zanim pojawili się zawodowcy, byli uczniowie.

Zanim pojawiły się profesjonalne sztaby szkoleniowe, był nauczyciel z piłką pod pachą.

Zanim były wielkie hale, była niewielka szkolna sala.

Zanim były klubowe autokary, był Wartburg.

A kiedy trzeba było pojechać trochę dalej, był żółty Autosan.

Najważniejszy medal

Kazimierz Prus zdobywał ze swoimi zawodnikami miejsca w ścisłej krajowej czołówce.

Był trenerem wicemistrzów Polski.

Został Trenerem Roku.

Ale być może najważniejsze wyróżnienie otrzyma dopiero piętnaście lat po swojej śmierci.

Nie będzie medalem.

Nie będzie pucharem.

Będzie miejscem.

Halą Sportową im. Kazimierza Prusa.

Miejscem, w którym każdego dnia będzie słychać piłkę odbijającą się od parkietu.

Gwizdek nauczyciela.

Krzyk po zdobytym punkcie.

Radość po pierwszym zwycięstwie.

Czasami łzy po pierwszej porażce.

I głosy kolejnych dzieci rozpoczynających swoją przygodę ze sportem.

Kazimierza Prusa 3 września nie będzie wśród zaproszonych gości.

Nie zobaczy przecięcia wstęgi.

Nie wejdzie na nowy parkiet, o którym przez lata marzył.

Ale w pewnym sensie będzie tego dnia najważniejszą osobą w całej hali.

Bo jego świadectwo działalności na poziomie szkolnym nie poszło w zapomnienie.

Pozostało w ludziach.

Pozostało w historii chełmskiego sportu.

A teraz pozostanie również w nazwie miejsca, w którym będą wychowywały się następne pokolenia.

3 września 2026 roku jedno z wielkich marzeń Kazimierza Prusa wreszcie się spełni.

Szkoda, iż piętnaście lat po jego śmierci.

Ale chyba trudno wyobrazić sobie piękniejszy pomnik dla nauczyciela sportu niż pełna dzieci hala nosząca jego imię.

Na uroczystości pojawią się Jego synowie z rodzinami.

Czy poszli Jego drogą ? Adam został urzędnikiem ,ale miłość do siatkówki ma we krwi, jest na każdym meczu , kibicuje , przeżywa…Piotr próbował swych sił jako sędzia. Wnuk Michał do tej pory gra amatorsko.

A Marcin? Cóż…..On od najmłodszych lat prawie mieszkał na sali, pod okiem ojca trenował zdobywał medal mistrzostw Polski, razem jeździł z nim na wszystkie turnieje więc oczywiste, iż jest trenerem siatkówki i też przekazuje tą pasje do sportu, a w szczególności do siatkówki młodym ludziom.

Kazimierz Prus w swoim naturalnym środowisku
Idź do oryginalnego materiału