Liwka zmarła w szpitalu. Miała cztery miesiące

6 godzin temu

– Liwicia robiła się coraz słabsza. Wzięłam ją na ręce i wezwałam po pomoc. Po chwili córka przestała oddychać. Zabrali ją do innej sali, a ja czekałam na korytarzu i odchodziłam od zmysłów. Kiedy pani doktor wyszła i powiedziała, iż Liwki nie udało się uratować, mój świat się zawalił – Katarzyna Musielewska opisuje dramat, jaki przeżyła we wrzesińskim szpitalu.

Liwka urodziła się 8 marca br. – Ciąża i poród przebiegły bez żadnych komplikacji. Dostała 10 punktów w skali Apgar. Później przeszła patronaż, szczepienia. Nie było nic niepokojącego. Była naprawdę zdrowym dzieckiem – opisuje Katarzyna Musielewska z Folwarku w gminie Witkowo, mama dziewczynki. Na początku lipca zauważyła, iż Liwka jest osłabiona. – Pod koniec czerwca starsza córka miała jelitówkę. Po kilku dniach Liwkę też coś dopadło. Była osłabiona, miała rozwolnienie, ciężko oddychała – wspomina pani Katarzyna. 8 lipca wybrała się z córką do pediatry w Gnieźnie. – Pani doktor zbadała Liwcię. Stwierdziła, iż osłuchowo wszystko jest dobrze, iż nie ma czym się martwić. Przepisała probiotyk na brzuszek i inhalacje. Poleciła, żeby – dopóki córka słabo będzie się czuła – nie podawać witaminy D3. Dała skierowanie do szpitala, gdyby się okazało, iż stan córki się nie poprawi – opisuje mama dziewczynki.

Pani Katarzyna z Liwką wróciły do domu. – Liwcia przez cały czas była osłabiona, nie chciała jeść. Karmiłam ją tylko piersią, nie piła nic z butelki. Martwiłam się, żeby się nie odwodniła – mówi mama dziewczynki. 9 lipca w godzinach popołudniowych zdecydowała się jechać do szpitala. Wybrała Wrześnię. – Pojechaliśmy na izbę przyjęć, tam opisałam, co dolega córce. Zostaliśmy przyjęcie na oddział dziecięcy. Liwcia cały czas była osłabiona, przy pielęgniarce zaczęła wymiotować. Pani doktor zbadała córkę. Stwierdziła, iż osłuchowo jest dobrze. Pobrali krew i kał do badania, założyli wenflon i położyli nas na salę – opisuje pani Katarzyna. Wtedy choćby przez myśl jej nie przeszło, iż za kilka godzin dojdzie do tragedii. – Wyniki badań nie wskazywały na nic niepokojącego, była tylko lekko zaniżona hemoglobina, ale stan Liwki się nie poprawiał. Pielęgniarki zastanawiały się, dlaczego jest taka blada. Niepokoiło ich też to, iż nie reagowała na bodźce. Kiedy szczypały ją w piętki, nie płakała. Córka dostała dożylnie paracetamol i wzmacniającą kroplówkę z glukozą, miała tez inhalacje z soli fizjologicznej. Kiedy leciała druga kroplówka przyszła pielęgniarka i stwierdziła, iż córka musi mieć podane sterydy. Nie poinformowano mnie jednak, dlaczego te sterydy były konieczne. To było około godz. 21.00 – opisuje pani Katarzyna, która wtedy zaczęła już mocno martwić się o córkę, która robiła się coraz słabsza. – Około północy znowu wezwałam pomoc. Kiedy pani doktor przyszła do pokoju, trzymałam Liwkę na rękach. Była bardzo słaba. Liwcia przestała oddychać. Pani doktor wzięła ją ode mnie, kilka razy nadusiła klatkę piersiową, po czym wyszła z córką do innej sali. Dzwonili po anestezjologa, ale nie mogli się dodzwonić. Przyszedł dopiero po kilku minutach. Niespecjalnie się śpieszył. Ja czekałam na korytarzu. Zdążyłam zadzwonić po mamę, narzeczonego, siostry. Czekałam na jakieś informacje od lekarzy i odchodziłam od zmysłów. Każda minuta trwała wieczność. Krótko przed godz. 1 w nocy wyszła pani doktor i powiedziała, iż Liwki nie udało się uratować, iż jej serduszko się zatrzymało. Byłam w szoku, nie pamiętam, co działo się dalej – opisuje pani Katarzyna, która przez cały czas nie może pogodzić się z tym, co wydarzyło się w szpitalu. – Pojechałam tam po pomoc, a nie po to, żeby pożegnać córkę – nie kryje pretensji do szpitala. – Liwcia była odwodniona i ciężko oddychała, a mimo to nie dostała tlenu. Gdyby została odpowiednio nawodniona i dostała tlen, na pewno byłoby inaczej. Dziś córeczka byłaby za mną, a nie na cmentarzu – rozpacza mama dziewczynki. Po pogrzebie wybrała się do adwokata, by zajął się wyjaśnieniem okoliczności tragedii. – W zeszłym tygodniu mecenas w naszym imieniu złożył zawiadomienie do prokuratury. Wiem, iż życia córki już to nie wróci, ale musimy wyjaśnić tę sprawę. Chcemy zwykłej ludzkiej sprawiedliwości, żeby osoby, które zawiniły, poniosły konsekwencje, żeby podobne błędy się nie zdarzały – mówi Katarzyna Musielewska.

Wrzesiński szpital wydał oświadczenie.

– W związku z pojawiającymi się w przestrzeni publicznej – w tym w mediach społecznościowych – nieprawdziwymi i niezweryfikowanymi informacjami dotyczącymi okoliczności śmierci Pacjentki, do której doszło 10 lipca 2025 roku w Oddziale Pediatrycznym Szpitala, zwracam uwagę, iż w Szpitalu wdrożone zostały wszelkie wymagane prawem procedury mające na celu zagwarantowanie aby świadczenia opieki zdrowotnej udzielane były zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i najwyższymi standardami opieki,

Z przykrością odnotowuję, iż rozpowszechnianie takich informacji nie tylko wprowadza opinię publiczną w błąd, ale również godzi w dobre imię Szpitala oraz jego pracowników medycznych, którzy codziennie z pełnym zaangażowaniem dbają o zdrowie i życie pacjentów. Pragnę zatem zaapelować o powściągliwość w formułowaniu sądów przed zakończeniem wszelkich postępowań wyjaśniających.

Jednocześnie informuję, iż Zarząd Szpitala podejmuje wszelkie możliwe działania mające na celu dokładne wyjaśnienie okoliczności tego tragicznego zdarzenia. Dlatego do momentu poznania ich pełnych wyników, jak i ze względu na konieczność zachowania tajemnicy lekarskiej, Zarząd Szpitala nie będzie komentował szczegółów leczenia Pacjentki – prosimy o uszanowanie tego stanowiska.

Śmierć Pacjentki jest dla nas wszystkich sytuacją niezwykle trudną i poruszającą.

W tym niewyobrażalnie trudnym momencie Rodzinie i Bliskim Zmarłej składam szczere kondolencje i wyrazy współczucia – napisał Paweł Błasiak, Prezes Zarządu „Szpitala Powiatowego we Wrześni” Sp. z o.o. w restrukturyzacji.

Idź do oryginalnego materiału