W środę 11 lutego odbyła się konferencja prasowa z udziałem Łukasza Piszczka, trenera piłkarzy GKS-u Tychy i Marcina Listkowskiego, napastnika pozyskanego w zimowym okienku transferowym. Spotkanie z dziennikarzami odbyło się pięć dni przed pierwszym domowym meczem rundy wiosennej I ligi, który GKS rozegra z Odrą Opole.
Odpowiadając na pytania dziennikarzy, trener Piszczek zapewnił, iż choć miał tylko miesiąc na zbudowanie zespołu, który powalczy o utrzymanie się w pierwszej lidze, to czas ten został wykorzystany optymalnie. Pomimo wielu zmian kadrowych (dziewięciu nowych zawodników), drużyna jest już w dużej mierze zgrana. Piłkarze intensywnie przepracowali okres przygotowawczy. Na obozie w Turcji mieli dobre warunki do treningu i wymagających sparingpartnerów.
– Zawodnicy dostają konkretne zadania, które mają wykonywać na boisku. W inauguracyjnym meczu rundy wiosennej w Krakowie, z Wisłą (przegranym 1:3), sporymi momentami wyglądało to całkiem nieźle – mówił Łukasz Piszczek. – Dobrze oceniam wysoki pressing w naszym wykonaniu. Dzięki niemu strzeliliśmy bramkę. Wiedzieliśmy, iż Wisła chce grać przez środek boiska, więc w tym kierunku skracaliśmy pole gry. Nie wyszła nam jednak faza przejściowa, czyli m.in. momenty przejścia z ataku do obrony. Szwankowała też gra z piłką.
Z Wisłą Kraków, liderem tabeli, GKS zagrał momentami ryzykownie w obronie – jeden na jeden albo Krakowianie pod bramką Tyszan mieli przewagę czterech na trzech. Trener Piszczek oświadczył, iż takie sytuacje będą się zdarzać, bo chce, aby drużyna tak właśnie grała.
Dziennikarze pytali, czy drużyna nie odczuwa presji, bo margines błędów (porażek) coraz bardziej się zawęża. W realnym zasięgu GKS-u pozostaje w zasadzie 15 miejsce – ostatnie gwarantujące utrzymanie się.
– To oczywiste, iż musimy zacząć wygrywać, ale grając w założony przeze mnie sposób. Zawodnicy muszą skoncentrować się na tym, co każdy z nich ma do wykonania na boisku. Mamy jeszcze do rozegrania 14 kolejek. Zakładamy, iż musimy zdobyć 24 punkty, co pozwoli nam utrzymać się w lidze – mówił Łukasz Piszczek.
Napastnik Marcin Listkowski, który do Tychów przeszedł z Jagiellonii Białystok, nie ukrywał, iż znajdował się ostatnio w trudnym momencie swojej kariery. – Jestem w Tychach, bo uwierzyłem w ten projekt. Na pewno duży wpływ na to miał trener, jego nazwisko i wspaniała kariera zawodnicza. Po rozmowach z nim myślę, iż w GKS-ie mogę zostać obdarowany zaufaniem, którego ostatnio mi brakowało. Mam ochotę do gry na dobrym poziomie i nią chcę się odwdzięczyć – mówił Listkowski.
Nowego napastnika Trójkolorowych w dotychczasowej pracy z trenerem Piszczkiem zaskoczyła intensywność treningu, pomysł na grę i wysoka etyka współpracy z zawodnikami.
Łukasz Piszczek mówił, iż nie zastanawia się na tym, co mówią ludzie („czy Piszczkowi, wyjdzie, czy nie wyjdzie”). – Nie mam na to wpływu. Nie czuję presji. Z piłką jestem od dziecka. Jako zawodnik, a teraz trener. Chciałem prowadzić drużynę z profesjonalnej ligi i na tym się koncentruję.
Kiedy padło pytanie do Łukasza Piszczka o porównanie organizacji rozgrywek ligowych w Niemczech i w Polsce, zapadła długa cisza, a potem trener powiedział tylko: – Na pewno można by u nas niektóre rzeczy poprawić…
Na zakończenie trener GKS-u Tychy mówił, iż klub nie planuje raczej kolejnych transferów w najbliższym czasie.
Mecz GKS-u z Odrą Opole odbędzie się w poniedziałek 16 lutego o godz. 19.00 na Stadionie Miejskim w Tychach (ul. Edukacji 7).

2 godzin temu














