Kolejny zakład przetwórczy w Kolumbii Brytyjskiej staje. Domtar ogłosił niedawno nieokreślone wstrzymanie działalności papierni Howe Sound w Port Mellon na Sunshine Coast oraz przyległej instalacji Bayview Fibre. Zniknie około 400 miejsc pracy. Od 2010 roku firma zainwestowała w ten kompleks niemal 500 milionów dolarów kanadyjskich. Oficjalne uzasadnienie brzmi: spadający popyt z Azji, rekordowo niskie globalne ceny masy celulozowej oraz brak wystarczającej i przystępnej cenowo krajowej włókniny (fibre).
To nie jest odosobniona sytuacja rynkowa. To kolejny rozdział trwającej od lat erozji kanadyjskiego sektora leśnego i przetwórczego. Domtar już wcześniej zamknął papiernię w Crofton (ok. 350 miejsc pracy). Szacunki branżowe mówią o tysiącach utraconych etatów i dziesiątkach zakładów wyłączonych czasowo lub trwale zamkniętych w Kolumbii Brytyjskiej w ostatnich latach. Kraj, który siedzi na ogromnych zasobach drewna, energii i linii brzegowej, systematycznie traci zdolność do przetwarzania własnych surowców.
Oficjalne wymówki i realne przyczyny
Komunikat firmy jest ostrożny i politycznie poprawny. Luc Thériault, prezes kanadyjskich operacji Domtar, podkreśla, iż decyzja nie jest winą pracowników. Załogi w Howe Sound i Bayview Fibre „pracowały bez wytchnienia”, a firma zainwestowała setki milionów. Problem leży w warunkach rynkowych i dostępności surowca.
Tłumaczenie z języka korporacyjnego jest jednak prostsze. Kanada od lat dusi własną gospodarkę produkcyjną, jednocześnie udając, iż przyszłość kraju można oprzeć na konsultantach działających przez Zoom, biurokracji dobieranej na zasadzie DEI i imporcie ludności, która ma zastąpić realny przemysł. Cła amerykańskie na kanadyjskie drewno, chroniczny niedobór włókniny na rynku krajowym oraz brak jakiejkolwiek poważnej strategii narodowej poza kaznodziejstwem klimatycznym i post-narodową retoryką – to wszystko składa się na obraz kraju, w którym choćby papierni nie da się utrzymać w słynącej z lasów Kolumbii Brytyjskiej.
Niedobór fibre nie bierzez się znikąd. Jest efektem wieloletnich decyzji politycznych: restrykcji w zakresie pozyskania drewna, ochrony starych lasów, rosnących kosztów regulacyjnych, niepewności związanej z roszczeniami ziemskimi i brakiem stabilnego dostępu do surowca dla zakładów przetwórczych. Jednocześnie globalna konkurencja (tańsza masa z eukaliptusa z półkuli południowej) i słaby popyt azjatycki dobijają te przedsiębiorstwa, które jeszcze próbują działać. Kraje, które traktują swoje zasoby jako strategiczny atut, budują wokół nich łańcuchy wartości. Kanada coraz częściej traktuje je jako kłopotliwe dziedzictwo, które trzeba „zielenić” i ograniczać.
Politycy, którzy prowadzą kraj do zguby
Autorzy krytycznych głosów w mediach społecznościowych i lokalnych komentarzach wskazują na głębszy problem: klasę polityczną, która traktuje miasta i miasteczka oparte na zasobach naturalnych jako zbędny balast. Suwerenność gospodarcza uznawana jest za anachronizm. Zamiast niej oferuje się kazania o klimacie, inclusiveness i „przyszłości”, która w praktyce oznacza urzędników, NGO-sy i usługi. Kraj, który nie potrafi przetwarzać własnych surowców, nie jest krajem zaawansowanym. Jest krajem zarządzanym w stronę kontroli i stagnacji.
To klasyczny objaw ery Trudeau (i jej kontynuacji): ogromne zasoby, zero strategicznej woli ich wykorzystania, ideologiczne priorytety ponad praktyczne wyniki. Papiernia Howe Sound istniała od 1909 roku. Przez pokolenia dawała pracę, utrzymała lokalną społeczność Sunshine Coast, generowała wartość dodaną z kanadyjskiego drewna. Teraz znika – nie dlatego, iż zabrakło drzew czy pracowników, tylko dlatego, iż warunki stworzone przez politykę uczyniły jej dalsze funkcjonowanie nieopłacalnym.
Podobne historie powtarzają się w innych sektorach: energetyce, górnictwie, przemyśle ciężkim. Zamiast budować silną, suwerenną bazę produkcyjną, kolejne rządy wolą moralizować i regulować. Skutek jest przewidywalny: utrata miejsc pracy, wyludnianie się regionów zasobowych, rosnąca zależność od importu i usług, a w dłuższej perspektywie – osłabienie realnej siły gospodarczej kraju.
Co to mówi o Kanadzie?
Kraj bogaty w surowce, który nie potrafi ich przetworzyć, traci status poważnego partnera i staje się dostawcą taniego surowca albo – co gorsza – miejscem, z którego kapitał i kompetencje po prostu odchodzą. 400 miejsc pracy w Port Mellon to nie tylko lokalna tragedia. To kolejny sygnał, iż kanadyjska klasa polityczna albo nie rozumie podstaw ekonomii, albo świadomie wybiera ideologię kosztem realnego potencjału.
Luc Thériault ma rację: pracownicy nie są winni. Winna jest polityka, która od lat stawia na politycznie poprawne kazania zamiast na strategię, na biurokrację zamiast na przemysł, na post-narodowe mrzonki zamiast na suwerenność gospodarczą. Dopóki ten kierunek się nie zmieni, kolejne papiernie, tartaki i zakłady przetwórcze będą znikać, a Kanada będzie coraz bardziej przypominać kraj, który sam siebie demontuje.







![50 lat minęło! Wielkie święto ROD „Czeczotka” w Ostrołęce [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/779864642_1370865634636665_2626199998646022699_n.jpg)



![Pia Skrzyszowska piąta na Diamentowej Lidze w Lozannie [RELACJA]](https://biegowe.pl/wp-content/uploads/2026/08/15556.jpg)




