Max Kothny: GKS Tychy to przez cały czas mały klub, choć patrząc na stadion może wydawać się inaczej

1 godzina temu

Na poprzednich spotkaniach dziennikarzy z Maxem Kothnym, członkiem zarządu KP GKS Tychy SA padały pytania o szanse na baraże lub bezpośredni awans do piłkarskiej ekstraklasy. Na ostatniej konferencji (4 lutego) Kothny powiedział, iż na koniec sezonu 2025/2026 zadowoli go każde miejsce dające utrzymanie GKS-u w pierwszej lidze. Nic dziwnego, po fatalnej jesieni, będący w kryzysie klub ma inne cele. Jednak tuż przed rundą wiosenną, wzmocniony w okienku transferowym zespół, z Łukaszem Piszczkiem na ławie trenerskiej, ma ostrożny kredyt zaufania u kibiców. O GKS-ie dużo też pisze się w mediach. Jak to przełoży się na boiskową praktykę?

Podczas spotkania z dziennikarzami Max Kothny wiele mówił o ostatnich transferach. – Od początku listopada 2025 roku wiedzieliśmy kogo chcemy pozyskać i na jakie pozycje. Poza jednym przypadkiem udało się tych zawodników sprowadzić do GKS-u. Chodziło nie tylko o oświadczonych zawodników, ale też takich, którzy potrafią grać intensywnie, w wysokim pressingu. Okienko transferowe uznaję za udane. Staraliśmy się stworzyć konkurencyjny zespół – mówi członek zarządu KP GKS Tychy.

Udane okienko transferowe

– Ze wszystkich transferów jestem zadowolony. Igor Łasicki jest kapitanem z prawdziwego zdarzenia i liderem. Widzieliśmy jak podczas sparingów ustawia zespół. Inni piłkarze darzą go zaufaniem. Paweł Łysiak przebijał się z niższych lig, jest waleczny. Portugalskiego obrońcę Luisa da Silvę pozyskaliśmy w mniej niż 24 godziny. To lewonożny stoper, który bardzo nam się przyda. Dużo rozumie po polsku i po polsku mówi – mówił Max Kothny.

Członek zarządu GKS-u zapowiedział, iż kolejne transfery odbędą się tylko w przypadku jakiejś poważnej kontuzji w zespole lub gdy nadarzy się wyjątkowa okazja do zakupu jakiegoś wartościowego zawodnika.

– Wczoraj (3 lutego) klub opuścił Gambijczyk Mamin Sanyang. Jest on typowym skrzydłowym, ale bez zacięcia defensywnego. Nasi pomocnicy grają bardziej w środku z nastawieniem na wspomaganie obrony. Nie ma więc dla Mamina miejsca w takim systemie gry. Odszedł też Maksymilian Stangret, który w rundzie wiosennej będzie wypożyczony do drugoligowego Sokoła Kleczew. Prawdopodobnie odejdzie od nas jeszcze Kamil Głogowski – wyliczał Kothny.

– Cieszymy się, iż mamy w bramce Kubę Mądrzyka, pozyskanego z Rakowa Częstochowa. Da nam poczucie bezpieczeństwa na tej pozycji. Kwota transferu za tego zawodnika, którą podawano w mediach (ok. 400 tys. zł) była zdecydowanie niższa.

W kontekście bramkarza wrócił temat Leona-Oumara Wechsela. – Kiedy obserwowaliśmy go w rezerwach Hanoveru i w młodzieżowej reprezentacji Niemiec prezentował się dobrze. W Tychach mu nie wyszło. Chyba nie docenił poziomu, jaki jest w polskiej, pierwszej lidze. Wiele drobiazgów składało się też na to, iż Leon nie jest już z nami. Np. miał polski paszport, ale nie mówił po polsku – mówił Kothny.

Od lewej: rzecznik KP GKS Tychy Krzysztof Trzosek; członek zarządu Max Kothny i asystent Piotr Włodek; fot. J. Jędrysik

O innych nowych zawodnikach Max Kothny mówił: – Marcin Listkowski, pozyskany z Jagiellonii Białystok, był najlepszym naszym zawodnikiem w ostatnim sparingu z Zagłębiem Sosnowiec. Wkomponował się w zespół, podobnie jak Jacek Wuwer, podpora III-ligowego KP Goczałkowice-Zdrój. Mamy też młodzieżowców: Bartka Barańskiego, wypożyczonego z Lecha; Bartka Jankowskiego i wychowanków naszej akademii: Tymoteusza Proczeka i Tymoteusza Rygułę.

– Wszystkie ruch transferowe były uzgadniane z trenerem Łukaszem Piszczkiem. Były przypadki, iż zawodnik, który podobał się trenerowi, nie podobał się nam i na odwrót. Przed podpisaniem kontraktu Łukasz rozmawiał z każdym z nowych piłkarzy – zapewniał Kothny.

Jak mówił członek zarządu KP GKS Tychy SA, nie było łatwo wszystkich przekonać do gry przy ul. Edukacji. – Nasza sytuacja nie jest kolorowa, ale po rozmowach z nami, z trenerem i po przedstawieniu naszej bazy ich wątpliwości znikały. Na pewno znaczenie ma fakt, iż jest z nami Łukasz Piszczek, który jest przekonany do projektu pod nazwą GKS Tychy.

Zarząd GKS-u zauważa dobrą atmosferę w szatni. Jest w niej więcej liderów. – To są zawodnicy, którzy mają doświadczenie i mieli już w swoich karierach trudne momenty, w jakich teraz jest GKS – mówił Max Kothny

Czy warto było oszczędzać?

– Dlaczego tak dużego ruchu transferowego nie było latem? Czy wtedy warto było oszczędzać (zarząd mówił o redukcji budżetu na transfery o 30 proc.). Przecież teraz, przynajmniej na papierze, drużyna wydaje się mocniejsza… – mówił jeden z dziennikarzy.

– Latem wydawaliśmy takie pieniądze, jakie mieliśmy. Choć, nie ukrywam, iż popełniliśmy kilka błędów transferowych. Zimą dostaliśmy więcej pieniędzy od właściciela i z tego korzystamy. Ściągnęliśmy za nie zawodników, którzy – jak uważamy – pozwolą nam się utrzymać w 1. lidze.

Jakie miejsce w tabeli na koniec sezonu zadowoli Kothnego? – Naszym celem jest pozostanie w lidze. Zadowoli mnie każde miejsce, które to gwarantuje.

Max Kothny; fot. J. Jędrysik

Sprawa obozu w Turcji

Jeszcze rok temu Max Kothny miał krytyczne zdanie na temat zimowych przygotowań do rundy rewanżowej w cieplejszych krajach. Wówczas uznał dwutygodniowy obóz w Chorwacji w 2024 roku za… wakacyjny. Krytykował mentalność tyskich zawodników, którzy wyjazd na południe Europy potraktowali jak urlop wypoczynkowy, a nie okres ciężej pracy. Tymczasem wyjazd ten kosztował klub ok. 250 tys. zł.

Na spotkaniu 4 lutego Kothny potrzymał, iż na zimowy obóz trzeba sobie zasłużyć. Dodatkowo jednak zauważył, iż w tym roku sytuacja była inna. Wyjazd do Turcji był potrzebny. Dziewięciu nowych zawodników musiało się zgrać, także poprzez sparingi. – Wiedzieliśmy też, iż temperatura w tym okresie w Polsce spadnie grubo poniżej zera.

Jak usłyszeliśmy, obóz w części zasponsorowała tyska spółka Tor-Kol, zajmująca się budownictwem kolejowym i inżynieryjnym, a częściowo właściciel klubu.

Gorsza strona tego biznesu

Jeden z dziennikarzy zapytał zarząd GKS-u, czy nie irytuje go fakt, iż klub kilka zarabia na odchodzących zawodnikach, bo albo kończą im się kontrakty, albo powracają do macierzystych zespołów po okresie wypożyczenia.

Raport Grant Thorton „Finansowa pierwsza liga. Sezon 2024/2025” podaje, iż w strukturze wszystkich przychodów (13,91 mln zł) GKS-u Tychy, te z tytułu transferów wyniosły tylko 0,18 mln zł czyli 180 tys. zł.

– To gorsza strona tego biznesu – mówił Max Kothny. – Nie mogliśmy zatrzymać Marcela Łubika czy Roberta Wojtuszka. Mieliśmy opcję wykupu, ale były to wtedy dla nas za wysokie sumy. Jedyny zawodnik, na którym zarobiliśmy pieniądze, to był Jakub Budnicki.

W tym kontekście padło też nazwisko Marcela Błachewicza, którego klub latem chciał sprzedać do jeden z lig niemieckich, ale zawodnik nie zgodził się na to. To zarząd zdziwiło. Jednak zawodnikowi pozostało pół roku kontraktu z GKS-em. Latem będzie miał dobrą pozycję rynkową i pewnie też będzie ciężko przedłużyć z nim współpracę.

– W zeszłym sezonie mieliśmy najwyższy budżet w historii klubu (ok. 16-18 mln zł) m.in. na piłkarzy i na sztab szkoleniowy. Uważaliśmy, iż możemy awansować do ekstraklasy. A mimo to, według raportu Grant Thorton, taki budżet uplasował nas dopiero na 13. pozycji w lidze. Patrząc przez ten pryzmat przez cały czas jesteśmy małym klubem, choć ze względu na stadion i bazę treningową może wydawać się inaczej – mówił Max Kothny.

Frekwencja i wizerunkowy potencjał Łukasza Piszczka

Największą frekwencją na stadionie w poprzednim sezonie może pochwalić się Wisła Kraków. Średnia liczba kibiców na spotkaniach ligowych Białej Gwiazdy wyniosła 18 420 osób. GKS Tychy sezon 2024/2025 zakończył średnią frekwencją na poziomie jedynie 4106 widzów, co i tak dało klubowi 6 miejsce wśród wszystkich ekip zaplecza ekstraklasy. Max Kothny podsumowuje, iż ogólnopolskim problemem jest brak chęci oglądania meczów na żywo.

Max Kothny; fot. J. Jędrysik

Ocena sportowa trenera Piszczka nastąpi prawdopodobnie po rundzie wiosennej, ale klub już teraz wizerunkowo dobrze ocenia jego zatrudnienie. – Odnotowujemy poruszenie wokół klubu, większe zainteresowanie medialne i większy ruch w mediach społecznościowych.

Idź do oryginalnego materiału