Wszystko zdarzyło się podczas jednego z weekendowych wieczorów, kiedy na kartodromie trwały Dni Gostynia. Młodzież z kl. I profilu policyjnego w ZSR w Grabonogu postanowiła pójść na gostyński rynek, żeby posiedzieć ze znajomymi, pogadać. Dziewczyny wybrały miejsce przy fontannach, po chwili zauważyły mężczyznę leżącego na ławce. Jak opowiada Adrianna, trzymał się za klatkę piersiową i cały się trząsł.
- Mężczyzna był w miarę blisko nas. Tam było też mnóstwo ludzi, nikt nie podchodził, przechodnie nie zwracali na niego uwagi Być może myśleli, iż jest pijany. Siedziałyśmy tam 15 minut, kiedy okazało się jednak, iż pan, trzymając się za klatkę piersiową, coś mówi. Zaczął wołać. Po prostu podbiegłyśmy, chociaż też myślałyśmy, iż skoro jest impreza, to się upił. Uklękłam przy nim – opowiada Adrianna.
Dziewczyny dowiedziały się, iż czuje ukłucie w klatce piersiowej, iż przeszedł dwa zawały. Jak przyznały, same były przerażone, ponieważ pierwszy raz znalazły się w takiej sytuacji.
- Ten pan nie potrafił powiedzieć, jak długo tam leżał. Zadzwoniłam po karetkę pogotowia, koleżanki pobiegły po pomoc do strażaków, którzy byli w pobliżu – przedstawia sytuację Adrianna. - Cały czas z nim rozmawiałyśmy. Powiedział, iż ma 58 lat, dwóch synów. Kochany był ten pan – dodaje.
Skąd nastolatki wiedziały, jak postepować z chorym człowiekiem? Przyznały, iż w szkole nauczyły się, iż bardzo ważne, wręcz najważniejsze jest podtrzymywanie rozmowy z osobą, u której istnieje ryzyko utraty przytomności.
Kiedy na rynku pojawił się Zespół Ratownictwa Medycznego, ratownicy owinęli chorego folią izotermiczną i zabrali do szpitala.
- Szkoda, iż żadna z osób bawiących się na rynku wcześniej nie zareagowała. Gdyby nikt nie podszedł, to nie wiadomo co by się stało z tym meżczyzną. Być moze uratowałyśmy mu życie - opiwwada Adrianna, która jest zszokowana obojętnością przechodniów, przygodnych spacerowiczów.
Prezes jednostki OSP w Gostyniu, włodzimierz Ryglowski, potwierdza, iż mogło dojść do takiego incydentu.
- Służby sam nie miałem, ale słyszałem ogólnie od druhów, iż ktoś przyszedł do nich z wiadomością o leżacym mężczyźnie, podeszli do niego, zrobiło się jakieś poruszenie - wyjaśnia.
Jednak problem widzi w czymś innym - w społecznej znieczulicy, w nieuzasadnionych obawach przed chorym, przed udzieleniem pierwszej pomocy.
- Zarówno, jak obserwuję różne sytuacje widzenia ratownika medycznego ,z karetki pogotowia, a mamy do czynienia z róznymi sytuacjami, ale też jako strażak w ochotniczej straży pożarnej, znieczulica jest duża. I nie wiem co z czego wynika. Ludzi enie podchodzą do leżącej osoby, źle wyglądającej, bo mają obawy o swoje zdrowie, iż im coś się wydarzy? A może po prostu myślą sobie: "niech inni reagują, dlaczego ja mam to zrobić"? - komentuje sytuację Włodzimierz Regulski.













