A
nawet dwa. Chociaż to drugie to już chyba kupiono sporo wcześniej, ale chowano
je przed ludźmi, aż wreszcie wylazło z nagła na podwórze i zaczęło grzebać w
błocie.
W
moim poprzednim felietonie zatytułowanym „Tunelem do Dębicy” https://andrzejtalarek.blogspot.com/2026/05/tunelem-do-debicy.html wyraziłem swoje
wątpliwości co do możności uzyskanie zgody społecznej czyli tzw. consensusu w
kwestii przebiegu planowanej nowej drogi wojewódzkiej
do Dębicy, oznaczonej numerem 985.
Nie
chcę udawać proroka, bo przewidzieć to było łatwo i każdy, kto ma odrobinę
rozsądku w głowie musiał to wiedzieć, iż sprawa wywoła szeroką dyskusję i spore
protesty.
Więc
dlaczego władza mielecko – wojewódzka zdecydowała się na to działanie?
Można
powiedzieć, iż dlatego, iż jest odpowiedzialna, dalekowzroczna i stawiająca
interes powiatu i jego mieszkańców ponad swoją popularność.
Wszak
wszyscy wiemy, bo to widzimy w mediach, jak bardzo nasza władza stara się, by
dobrze czynić mielczanom. Że czasami wychodzi to jej tak, jakby chciała dobrze
czynić sobie, to tylko nasze złudzenie.
Ale
bądźmy poważni. Dlaczego tak się dzieje, iż prawie każdy chce nowej drogi, ale
jeśli narusza ona czyjeś interesy, choćby najbłahsze, to już jej naprawdę nie
chce. Ba, jest bardzo przeciw.
Co
się zmieniło w naszym społeczeństwie, iż oprotestowujemy wszystko jak leci, że
„twierdzą nam będzie każdy próg, tak nam dopomóż Bóg” (to Konopnicka, ale w
jakże innym znaczeniu).
Widzieliśmy
to wcześniej na Śląsku, gdzie chciano poprowadzić linię kolejową do nowego
lotniska, dzisiaj nazywanego Lotniskiem Polska, co natychmiast wywołało protest
mieszkańców, mających sąsiadować z tą linią.
Ale
przecież o ile nowa linia kolejowa obniża wartość gruntów sąsiednich, czasami
drastycznie, to nowa droga kołowa generuje nowe tereny budowlane i inwestycyjne
oraz wzrost cen gruntów przyległych. Czasami duży wzrost.
Widzę,
jak rozwija się Tuszów wzdłuż obwodnicy Mielca, o której przebieg także
kiedyś
toczono różnorakie spory. Może
więc jednak chęć przyszłych zysków weźmie górę nad wygodą?
Tym
niemniej trudno nie zadać sobie pytania, czy to Polska tak zmieniła się w latach
dobrobytu, iż każdy patrzy teraz tylko swego interesu, nie zawracając sobie
głowy interesem ogólnym, czy może jednak zawsze tak było od czasu socjalizmu,
że najważniejsze było moje? Bo w socjalizmie
był tylko interes społeczny i drogi można było budować łatwo, tyle ze nie było
na to pieniędzy.
W
przypadku drogi jednak trzeba także zadać sobie pytanie choćby nie o to, kto
kupił to prosię, ale o to, kto je komu po zakupie podrzucił. Bo póki co
jesteśmy na takim etapie sprawy, iż na strzały wystawione są głównie władze gminne,
szczególnie z Przecławia, ze starostą włącznie, a główni „winowajcy”, marszałek
i władze Mielca,
spokojnie patrzą na
cały ten zamęt, bo ich wyborcy za niego rozliczać nie będą. A choćby będą
chwalić, iż chcieli dobrze.
Bo
lepiej mieć niż nie mieć. Każda droga się przyda, chociaż ta akurat niczego nam
docelowo nie rozwiąże. Będziemy 5 minut szybciej na A4. Ale może dobre i to.
I
to był pierwszy prosiak mieleckiej władzy.
Drugi
to już choćby nie prosiak, a w tej chwili wielka maciora, którą hodowano od lat. Niby
w ukryciu, by nikt prosiaka nie widział w środku miasta, ale tak naprawdę
wszyscy czuli ten smrodek. Aż wreszcie się objawił w całej okazałości i
gigantycznej wielkości: Mielecki Szpital Specjalistyczny im Biernackiego. Jeden
głównych pracodawców w regionie i chyba taki, który oferuje zarobki, jakich nie
uświadczysz gdzie indziej. A jednocześnie instytucja mająca żywotną wartość dla
większości mielczan.
Mówią:
nasz szpital. Mówią tak i posłowie, i radni, i starosta obecny
i były, z burmistrzami, a chyba i zwyczajni
obywatele. Z żadną chyba instytucją w mieście nie ma tak silnej identyfikacji
przeciętnego mielczanina. choćby jak jednocześnie wiesza na niej tzw. psy.
No
i co? Dlaczego Pana Starosta zdecydował się wypuścić pomiędzy ludzi to prosię,
wyrośnięte w międzyczasie do wielkiej maciory? Też przecież myśli i wie, jaki
będzie miał z nim problem. Pewnie już absolutnie nie miał innego wyjścia.
Nie
chcę się tu wymądrzać nad służbą zdrowia w Polsce, nad jej reformą, a raczej
tym, czego i tak nie będzie. Nie moje poletko. Niemniej jako obywatel widzę, że
koszty leczenia rosną jak na drożdżach. Kiedyś, kilka lat temu, na rezonans
czekało się miesiącami lub płaciło drogo. Teraz rezonanse mamy byle gdzie. I
częstość ich zlecania jest o wiele większa. Bo to pewniejsza diagnoza. I każdy,
ja także, woli mieć rezonans, niż macanie czy rentgen. Ale jednocześnie wszyscy
wiemy, iż to kosztuje: amortyzacja, obsługa etc. A wynik opisuje lekarz, który
kiedyś na kontrakcie brał 150 złotych za godzinę, a teraz pewnie bierze 300 złotych
lub znacząco więcej (sądząc o tym ze stawek w gabinetach prywatnych, w tej chwili w
Mielcu 300 zł za wizytę, co daje za godzinę przy kilku pacjentach…).
Kiedyś
na operację zaćmy czekało się kilka lat, teraz czeka się dwa miesiące. A często
nie jest to choroba, której nie można przenosić pół roku czy choćby rok.
No
i co z tego? – powie ktoś. Ma być. No tak. Ma być. Wojsko też ma być. I też
jest w podobnie gównianym stanie jak publiczna służba zdrowia. I równie dużo na
nie łożymy. I emerytury wczesne też mają być. A dla wojska jeszcze wcześniejsze.
A są grupy społeczne, np. rolnicy, którzy na służbę zdrowia płacą prawie nic, a
mają taką samą opiekę jak inni. Jak inni Polacy, ci płacący, ale też jak inni,
np obcokrajowcy. Itd, itp.
A pieniędzy
jest ile jest.
A
władzę mamy w Polsce taką, jak na chwilę przed rozbiorami, niewładną uchwalić
czegokolwiek kontrowersyjnego.
Ktoś
napisał, iż w sprawie szpitala Mielec zasługuje na prawdę. Może i zasługuje,
ale kto tak naprawdę chce prawdy o stanie szpitala? Komu jest ona potrzebna? Ludzie
chcą, by mówić im to, co sami myślą. Każda prawda jest źle odbierana. Bo ma być
najlepiej. Dla pacjentów, a szczególnie dla personelu. I innej opowieści nikt
nie przyjmie.
Bo
za służbę zdrowia odpowiada rząd i on ma ją naprawić. Jak mówi były starosta,
pan Tymuła, który przez kilka lat także hodował to prosię, należy szpitale
oddłużyć i będzie dobrze. Nie dodaje przy tym, ile to już razy polskie szpitale
były oddłużane i iż to nic nie zmieniło. I protestując przeciwko działaniom władzy
obecnej, powiatowej, mieleckiej, nie dodaje, iż władza powiatowa, dębicka,
pisowska, też chce łączyć dębicki szpital
z Rzeszowem.
Ale
nie jest też do końca tak, iż ludzie nie oczekują prawdy. Ale tej innej prawdy.
Bo nie przyjmują bajania o cudownym rozmnożeniu wszystkiego, jak tylko
połączymy się ze szpitalem klinicznym. I oczekują, iż ktoś im powie, iż po połączeniu
ze szpitalem klinicznym będzie gorzej, iż wszystkim, a szczególnie personelowi,
się pogorszy. I natychmiast taką prawdę odrzucą.
Jak
mówi pan Starosta Gacek, lepiej coś próbować zrobić wtedy, kiedy jeszcze można,
niż próbować robić, gdy już nie będziemy mieli żadnych argumentów. Pewnie wie,
że chyba czeka nas katastrofa szpitalna, dlatego wypuścił to prosię, którego
sam nie kupił, a które rosło od lat na wikcie każdej po kolei władzy.
Jakoś
mu wierzę, iż chce jak najlepiej w tym najgorszym, co nas czeka i wierzę, że
inaczej się nie da.
Ale
mamy jeszcze trzecie prosię. Tu aż się prosi, by zapytać, po co nam te prosię.
To kolej do Kielc, którą lansuje pan Starosta. Z wytyczeniem trasy będzie jak
przy drodze 985 tylko gorzej. Bo na tym nikt nie zarobi. A po drugie, czy to
nam naprawdę jest potrzebne? Czy nie wystarczy szybka kolej do Krakowa i
przesiadka na pociąg na północ?
No
ale ja nie jestem rolnikiem, a Pan Starosta przynajmniej był, więc może wie, co
robi, kupując sobie takie prosię.
Powodzenia