
Nathan Reilly z żoną i czwórką dzieci. Reilly przeniósł swoją rodzinę z Brampton do Windsor, gdy fabryka Stellantisa została zamknięta.
Amerykańskie cła na import samochodów wywołały dużą niepewność w kanadyjskim sektorze motoryzacyjnym. Firmy zmuszone są dostosowywać swoje strategie do rosnących kosztów, a skutki tych zmian najmocniej odczuwają pracownicy.
Szczególnie widoczne jest to w Brampton, gdzie zakład koncernu Stellantis zatrudniał blisko 3000 osób.
Jednym z zatrudnionych był Nathan Reilly, mieszkaniec Brampton, który od 2014 roku pracował w tamtejszej fabryce. Po zmianie planów produkcyjnych firmy zdecydował się przenieść aż o 350 kilometrów – do Windsor – aby zachować zatrudnienie.
– Nigdy nie przypuszczałem, iż zamieszkam tak daleko. Najdalej bywałem w London w Ontario, ale Windsor? Tego się nie spodziewałem – powiedział w rozmowie z CityNews.
Zakład w Brampton został zamknięty pod koniec 2023 roku z powodu planowanej modernizacji. Początkowo zapowiadano, iż produkcja – w tym modelu Jeep Compass – zostanie wznowiona wiosną 2026 roku. Ostatecznie jednak inwestycję wstrzymano, a produkcję przeniesiono do stanu Illinois w USA.
W efekcie setki pracowników stanęły przed trudnym wyborem. Część z nich, w tym Reilly, zdecydowała się na przeprowadzkę do Windsor.
Dla wielu była to decyzja zmieniająca całe życie. Reilly, ojciec czwórki dzieci, w tym syna ze specjalnymi potrzebami, podkreśla, iż musiał brać pod uwagę nie tylko pracę, ale i sytuację rodzinną.
– Mój ojciec jest ciężko chory, dziadek nie ma opieki. Do tego dzieci… To była decyzja, która dotyczyła całej rodziny. I nie wszystkim się podobała – przyznał.
Podobne dylematy mieli inni pracownicy. Jak mówi Vito Beato, przewodniczący oddziału związku Unifor Local 1285, przeprowadzki oznaczały wyrwanie ludzi z dotychczasowego życia.
– Wyrywacie rodziny z korzeniami. To ogromna decyzja, podejmowana tylko po to, by utrzymać pracę i pełne wynagrodzenie – podkreślił.
Związkowcy liczyli, iż pracownicy niedługo wrócą do zakładu w Brampton. Dziś jednak – jak mówią – przyszłość pozostaje niepewna.
– Nie mamy jeszcze konkretnego modelu samochodu, choć mamy umowę dotyczącą inwestycji i produkcji Jeepa Compassa. Firma mówi o „wielkich planach dla Brampton”, więc będziemy naciskać, żeby ich dotrzymała – zaznaczył Beato.
Dotychczas Stellantis otrzymał ponad 200 milionów dolarów wsparcia od rządu federalnego na modernizację zakładów w Brampton i Windsor. Władze miasta zabezpieczyły także teren, dopuszczając jego wykorzystanie wyłącznie do produkcji motoryzacyjnej.
– w tym miejscu można produkować tylko samochody. Nie da się tam budować mieszkań ani magazynów – wyjaśnił Beato.

Zakład montażowy Stellantis w Brampton
Firma nie ujawniła dotąd konkretnych planów dotyczących przyszłości zakładu. W oświadczeniu dla CityNews podkreśliła jedynie, iż analizuje różne scenariusze i chce utrzymać długoterminową obecność w Kanadzie.
– Każda decyzja inwestycyjna musi być zrównoważona i wspierać pracowników oraz dostawców – poinformował koncern.
Choć pojawiają się nieoficjalne informacje o rozmowach z chińskim producentem pojazdów elektrycznych Leapmotor, firma nie potwierdziła tych doniesień.
Tymczasem wielu pracowników, którzy przenieśli się do Windsor, nie planuje powrotu.
– Nie sądzę, żebym mógł znów wywrócić życie mojej rodziny do góry nogami. Zaczynamy się tu zadomawiać – przyznał Reilly.
Równolegle władze Brampton, obok starań o utrzymanie inwestycji Stellantis, koncentrują się na przyciąganiu nowych gałęzi przemysłu.














