Norwegia – kraj mrozów, długiej zimy i powszechnego palenia drewnem, nie należy do opanowanej przez wariatów klimatycznych Unii Europejskiej, a co za tym idzie, nie prowadzi wojny z kominkami ani piecami kaflowymi. Polska, gdzie klimat jest łagodniejszy, a tradycyjne paleniska przez dekady były elementem domów jednorodzinnych, robi dokładnie odwrotnie: penalizuje, zakazuje i wymusza likwidację. Różnica nie leży w technologii, ale w filozofii państwa, które coraz wyraźniej przybiera totalitarną formę.
Norwegia ufa obywatelom, odwrotnie niż polska. Tamtejsze prawo budowlane (TEK17) nie zakazuje tradycyjnych palenisk. Nie tworzy list „dozwolonych” i „zakazanych” urządzeń. Zamiast tego stawia wymagania funkcjonalne: instalacja ma być bezpieczna, spaliny mają być prawidłowo odprowadzane, a urządzenie nie może stwarzać zagrożenia dla zdrowia i trwałości budynku.
Jeśli piec kaflowy lub kominek spełnia te warunki – może działać. Państwo interesuje się efektem technicznym, a nie ideologicznym. Nie ma masowego ścigania obywateli za to, czym grzeją dom, nie ma też centralnej narracji o „wrogu klimatu w salonie”. To istotne, bo Norwegia doskonale zna problem emisji – a mimo to nie traktuje drewna opałowego jak przestępstwa, powodującego, iż planeta „płonie”.
W Polsce sytuacja wygląda niestety odwrotnie. Pod hasłem „walki ze smogiem” wprowadzono system, który w praktyce eliminuje tradycyjne piece kaflowe i kominki, choćby jeżeli są sprawne, bezpieczne i używane okazjonalnie. Centralne i lokalne ustawy oraz uchwały antysmogowe oraz sztucznie narzucane normy emisyjne sprawiają, iż legalny przez dziesięciolecia piec staje się „nielegalny z datą”, właściciel musi go wymienić albo modernizować na koszt często liczony w dziesiątkach tysięcy złotych, a samorządy uzyskują prawo kontroli i karania.
Nie liczy się realne użytkowanie, lokalne warunki ani zdrowy rozsądek. Liczy się zgodność z papierową normą, często oderwaną od rzeczywistości domów jednorodzinnych.
Jaki jest tu największy paradoks? Oto Norwegia – kraj oparty na spalaniu drewna w domach – nie demonizuje kominków, podczas gdy Polska – kraj wciąż uzależniony od węgla w energetyce systemowej – ściga indywidualnych właścicieli pieców kaflowych. W Norwegii państwo ufa obywatelom i mówi: „używaj, ale bezpiecznie”, a w Polsce przez cały czas panuje postkomunistyczne myślenie: „zlikwiduj albo zapłać”.
To pokazuje, iż nie mamy tu tylko sporu o ekologię. To spór o model państwa: Norwegia reguluje technikę, a III RP styl życia. I właśnie dlatego w Oslo piec kaflowy jest elementem domu, a w naszym bantustanie – potencjalnym przestępstwem.
Polecamy również: Polskie wątki w aferze Epsteina

1 godzina temu





