To zdarzyło się około godziny 9 rano. Zaczęłam myć okna. Spojrzałam na drogę, bo zawalona była grubą warstwą błota. Początkowo myślałam, iż to jest ziemia, ale kiedy poczułam smród zorientowałam się, iż to obornik - opowiadała jedna z mieszkanek, spoglądając na drogę pokrytą obornikiem.
Na jezdni zalegała gruba warstwa śmierdzącego błota, ciągnąca się na jednym pasie przez blisko 2 kilometry. Obornik stanowił nie tylko utrudnienie w ruchu. Poruszanie się szosą stało się niebezpieczne dla użytkowników. Najbardziej zanieczyszczone było skrzyżowanie drogo wojewódzkiej z drogą podporządkowaną przez Koszkowo - cuchnące błoto rozlało się na całej szerokości jezdni. Przejazd nie był możliwy. Zawiadomiono straż pożarną i policję.
Funkcjonariusze wydziału ruchu drogowego prowadzili czynności, ustalające okoliczności i przyczynę zdarzenia. Zestawem ciężarowym kierował 35-letni mężczyzna, który pracuje w firmie spedycyjnej z gminy Borek. Przewoził obornik z fermy byków, znajdującej się w sąsiedniej miejscowości w ogromnej wannie, kiedy doszło do awarii zabezpieczenia burty ładunkowej. Jak przekazali funkcjonariusze KPP w Gostyniu, podczas ruszania auta doszło do wypięcia się zaczepu blokującego burtę naczepy,
- Najprawdopodobniej pękło zabezpieczenie od burty ładunkowej. Kierowca był tego świadomy Awaria spowodowała, iż podczas ruszania doszło do całkowitego wypięcia się zaczepu blokującego burtę naczepy, w wyniku czego duża część ładunku wypadła na jezdnię - wyjaśniła na miejscu mł. asp. Marta Ławniczak z wydziału ruchu drogowego KPP w Gostyniu.
Pierwsze ślady zanieczyszczeń widać było na początku wioski, na drodze która prowadzi od skrzyżowania z DK12, przez Koszkowo. Materiał wylewał się na jezdnię aż do skrzyżowania z drogą do Wycisłowa.
- Kierowca był świadomy, co się stało - część obornika pozostałą w wannie zostawił na polu, przy szosie w kierunku Wycisłowa. Następnie powiadomił szefa firmy, który jest właścicielem samochodu ciężarowego. Kiedy dojechała ładowarka, natychmiast zaczęli sprzątać drogę - uzupełniła policjantka.
Wyłączenie drogi z ruchu było konieczne, żeby usprawnić prace porządkowe. Na skrzyżowaniu, w poprzek drogi stanął samochód ciężarowy z ogromną wanną, do której wrzucano zbierany z drogi obornik. Z czasem zarówno w wiosce, jak i na drodze wojewódzkiej zaczęły tworzyć się korki.
Na miejscu pojawili się strażacy-ochotnicy z jednostek OSP w Borku Wielkopolskim i Zalesiu. Po zgarnięciu obornika, polewali jezdnię wodą. W prace porządkowe zaangażowali się również właściciele posesji.
Na zakręcie leżała warstwa 20 centymetrów, taka duża pryzma. Nigdy nie miałam tak zalanego podwórka - powiedziała jedna z mieszkanek Koszkowa.
Prace trwały ponad 2 godziny. Skrzyżowanie udostępniano dla uczestników ruchu tylko w nagłych przypadkach. Tak się zdarzyło, gdyż w korku pojawiła się rodzina z chorym dzieckiem. Potrzebna była pilna konsultacja lekarska w szpitalu. Prace zostały przerwane, z drogi zjechał wóz strażacki i „wanna”.
Właściciele posesji, położonych przy drodze wojewódzkiej zauważyli, iż to nie pierwsza „akcja” z zanieczyszczeniami na drodze wojewódzkiej. Wcześniej na jezdni pojawił się rozrzucony kurzy obornik. Sugerują kontrolę sprzętu w firmie spedycyjnej. Wskazywali na zużycie i nieszczelność. Inni mieszkańcy mówią, iż w Koszkowie smród obornika z pobliskiej fermy bydła to rzecz normalna.
- Właściciele często dzwonią do naszych gospodarzy. Nie mają co robić z obornikiem i pytają, nas też pytają, czy nie mamy pola, na które mogliby to zrzucić. Do nas też dzwonili po ładowarki, kiedy taki obornik pojawił się na „krajówce” - opowiada jedna z mieszkanek.

![Aleja Niepodległości jednokierunkowa. Rusza przebudowa kolejnego odcinka [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/10/Aleja-Niepodleglosci-poczatek-przebudowy-2026.10.06-18.jpg)











