
W wieku 16 lat wydano ją za mąż, nie pytając o zdanie. Przeżyła dwie wojny światowe, straciła męża i syna, a mimo wielu osobistych tragedii przez dziesięciolecia pomagała kobietom przychodzić na świat ich dzieciom. Kunegunda Nieć, znana na Sądecczyźnie jako „babka Niećka”, była wiejską akuszerką, której ufano choćby podczas najtrudniejszych porodów. Nie miała jednak formalnego wykształcenia medycznego. W latach 50. XX wieku została aresztowana za wykonywanie czynności położnej bez wymaganych uprawnień. Jej historia to niezwykła opowieść o kobiecej sile, poświęceniu i realiach życia na dawnej Sądecczyźnie.
Wydana za mąż jako 16-latka. O jej przyszłości zdecydowali inni
Kunegunda Pawlik przyszła na świat 9 kwietnia 1892 roku w Barcicach. Była córką Jakuba Pawlika i Marii z domu Tokarczyk. Dorastała w wielodzietnej rodzinie, mając sześcioro rodzeństwa.
Jej dzieciństwo i młodość przypadły na czasy, gdy o losie młodych kobiet często decydowali rodzice i starsi członkowie rodziny. Tak stało się również w jej przypadku.
W lipcu 1908 roku, mając zaledwie 16 lat, Kunegunda poślubiła Jana Hebdę z Żeleźnikowej. O wyborze męża zdecydowali jej ojciec i jego bracia. Kandydat posiadał gospodarstwo rolne, co uznano za wystarczający argument przemawiający za małżeństwem.
Samej Kunegundy nikt nie zapytał, czy chce związać z nim swoje życie.
Po ślubie zamieszkała w Żeleźnikowej, w domu męża, jego matki i siostry. Relacje z teściową i szwagierką były trudne. Młoda kobieta musiała podporządkować się zasadom panującym w gospodarstwie.
Ciężka praca, wojna i śmierć pierwszego męża
Codzienność Kunegundy wypełniała praca na roli i prowadzenie gospodarstwa. Jeździła również do Starego Sącza, gdzie sprzedawała masło, mleko, sery i jajka. Zarobione pieniądze musiała oddawać teściowej. Tylko czasami udawało jej się zachować niewielką kwotę dla siebie.
12 marca 1912 roku urodziła pierwszego syna, Jana.
Niedługo później wybuchła I wojna światowa. Jan Hebda został powołany do wojska i nigdy nie wrócił do domu. Kunegunda nie zobaczyła go już więcej. Dokładna data jego śmierci pozostaje nieustalona.
Po wojnie kobieta próbowała ułożyć sobie życie na nowo. Związała się z Michałem Nieciem, którego poślubiła w 1919 roku.
Rodzina początkowo mieszkała w Żeleźnikowej, a na początku lat 30. XX wieku prawdopodobnie przeniosła się do Łabowej. To właśnie tam Kunegunda zyskała szczególną rozpoznawalność jako „babka Niećka”.
Kunegunda NiećPierwszy poród odebrała przypadkiem. Tak rozpoczęła się niezwykła historia
Jej droga do pomagania rodzącym kobietom rozpoczęła się jeszcze w Żeleźnikowej i była dziełem przypadku.
Pewnego dnia została wezwana do młodej sąsiadki z niepełnosprawnością. Dziewczyna najprawdopodobniej nie zdawała sobie sprawy, iż jest w ciąży. Nie wiedzieli o tym również jej rodzice.
Kunegunda gwałtownie rozpoznała sytuację i pomogła przy porodzie. Było to jej pierwsze takie doświadczenie.
Z czasem zaczęto prosić ją o pomoc przy kolejnych narodzinach. Początkowo towarzyszyła bardziej doświadczonym akuszerkom, obserwując ich pracę i ucząc się praktycznych umiejętności.
Nie ukończyła szkoły położniczej ani nie posiadała dyplomu. Zdobywała wiedzę poprzez obserwację, doświadczenie i bezpośrednią pomoc rodzącym.
Najstarsze udokumentowane informacje o jej pracy akuszerskiej w Żeleźnikowej pochodzą z lat 1928–1929.
Przestała liczyć porody, gdy przekroczyła setkę
Z biegiem lat Kunegunda Nieć stała się osobą znaną w okolicznych wsiach. Wzywano ją zarówno do zwyczajnych porodów, jak i do sytuacji wymagających szczególnej pomocy.
Początkowo skrupulatnie liczyła dzieci, przy których narodzinach pomagała. Kiedy liczba porodów przekroczyła sto, przestała prowadzić rachunek.
Według przekazów w ciągu swojej wieloletniej działalności mogła odebrać tysiące porodów. Dokładnej liczby nie udało się jednak ustalić.
Za swoją pracę nie zawsze otrzymywała pieniądze. W wielu domach, szczególnie wśród rodzin łemkowskich, wynagradzano ją żywnością. Zapłatą bywały cztery miarki pszenicy, kawałek słoniny lub ziemniaki.
Dzięki temu mogła utrzymywać rodzinę, a jednocześnie zapewniała pomoc kobietom, które często nie miały możliwości skorzystania z profesjonalnej opieki medycznej.
Lekarz przyjechał za późno. To, co zobaczył, miało go zaskoczyć
Jedna z najbardziej niezwykłych historii związanych z Kunegundą wydarzyła się w Nowej Wsi.
Podczas trudnego porodu rodzina zdecydowała się wysłać dwie furmanki po pomoc. Jedna pojechała po lekarza, druga po „babkę Niećkę”, która mieszkała bliżej.
Kunegunda dotarła na miejsce jako pierwsza. Po rozpoznaniu sytuacji zmieniła pozycję rodzącej kobiety i stopniowo doprowadziła do szczęśliwego rozwiązania.
Kiedy lekarz przybył do gospodarstwa, matka i dziecko byli już po porodzie, umyci i odpoczywali.
Według zachowanej relacji lekarz miał pogratulować Kunegundzie i stwierdzić, iż sam nie przeprowadziłby tego porodu lepiej.
Ta historia pokazuje, jak dużym zaufaniem darzono ją w lokalnej społeczności, choć nie posiadała formalnych kwalifikacji medycznych.
Pomagała rodzącym kobietom. Za brak dyplomu trafiła do więzienia
W połowie lat 50. XX wieku w gminie pojawiła się wykształcona położna Melania Polak, pochodząca ze Zdyni. Zamieszkała w centrum Łabowej i rozpoczęła pracę wśród miejscowej ludności.
Mimo dostępności wykwalifikowanej położnej wiele kobiet przez cały czas zwracało się do Kunegundy Nieć, szczególnie w nagłych przypadkach.
Ostatecznie jedna z położnych oskarżyła ją o wykonywanie czynności zawodowych bez wymaganych uprawnień.
Kunegunda została zatrzymana przez milicję i spędziła trzy doby w więzieniu.
Z pomocą przyszedł jej lekarz, który – według rodzinnych przekazów – rozmawiał z kobietami korzystającymi z jej pomocy. Z relacji wynika, iż nie ustalił przypadków uszczerbku na zdrowiu matki lub dziecka związanego z porodami odbieranymi przez Kunegundę.
Sama „babka Niećka” tłumaczyła, iż nie potrafiła odmówić pomocy kobiecie, u której rozpoczął się poród, zwłaszcza gdy w pobliżu nie było wykwalifikowanej osoby.
Sprawa doskonale oddaje realia tamtych czasów: z jednej strony stopniowo rozwijającą się profesjonalną opiekę medyczną, z drugiej – wieloletnią tradycję wiejskich akuszerek, które w wielu miejscowościach były pierwszymi osobami wzywanymi do porodu.
Wojna odebrała jej syna. Dwaj kolejni trafili na roboty przymusowe
Życie Kunegundy naznaczone było również rodzinnymi tragediami.
Jej syn Michał, urodzony w 1920 roku, służył w wojsku jako saper. Zginął podczas kampanii wrześniowej w 1939 roku.
Podczas II wojny światowej dwaj kolejni synowie, Mieczysław i Andrzej, zostali wywiezieni na roboty przymusowe do Austrii.
Andrzej pracował w gospodarstwie rolnym, natomiast Mieczysław trafił do fabryki porcelany, gdzie robotnicy zmagali się z głodem.
Bracia starali się wzajemnie wspierać. Andrzej, kiedy tylko miał taką możliwość, dostarczał Mieczysławowi żywność. Kunegunda również wysyłała synowi chleb, próbując pomóc mu przetrwać trudne warunki.
Obaj synowie przeżyli wojnę i wrócili do rodzinnych stron. Założyli własne rodziny i zajęli się gospodarowaniem.
Losy rodziny Kunegundy Nieć wpisują się w dramatyczną historię całej Sądecczyzny. O wydarzeniach września 1939 roku i wkroczeniu niemieckich wojsk do regionu pisaliśmy w artykule „WOJNA! 1 września 1939 r. w Nowym Sączu”
„Babka Niećka” przeżyła niemal 96 lat. Pozostała częścią historii Sądecczyzny
Kunegunda Nieć zmarła 7 marca 1988 roku, kilka ponad miesiąc przed swoimi 96. urodzinami.
Jej życie obejmowało niemal cały wiek wielkich przemian – od czasów zaborów, przez dwie wojny światowe, po powojenną rzeczywistość Polski.
Była świadkiem historii, ale również jej cichą bohaterką. Nie zajmowała stanowisk publicznych, nie posiadała medycznego dyplomu i nie pozostawiła po sobie wielkich majątków. Przez lata była jednak obecna w jednym z najważniejszych momentów życia wielu sądeckich rodzin.
Historia „babki Niećki” przypomina o kobietach, których nazwiska rzadko trafiały do podręczników, choć ich codzienna praca miała ogromne znaczenie dla lokalnych społeczności.
Kunegunda Nieć nie miała dyplomu położnej. Miała jednak doświadczenie i zaufanie kobiet, które w najtrudniejszych chwilach zwracały się właśnie do niej.
Historia „babki Niećki” to jedna z wielu opowieści o ludziach, których życie naznaczyły wojny i dramatyczne wydarzenia XX wieku. Na łamach miastoNS.pl przypominaliśmy również losy kapitana Stefana Kuliga, więźnia Auschwitz i Sachsenhausen, pochodzącego z Obłazów Ryterskich
Opracowano na podstawie artykułu Celiny Cempy „Kunegunda Nieć (1892–1988) – wiejska akuszerka” oraz materiałów profilu „Przedwojenne fotografie”. Relacje o konkretnych porodach i okolicznościach zatrzymania mają charakter przekazów rodzinnych.

1 godzina temu










