Pogrom na początek. Tak Polonia zaczynała mistrzowski sezon

1 dzień temu

Czasem drużyna już na początku sezonu potwierdza swoje wielkie aspiracje i przewagę nad rywalami. Tak właśnie było w 1997 roku, gdy Polonia Bydgoszcz rozpoczynała swój marsz po złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski.

W drugiej połowie lat 90. Polonia była już ukształtowaną drużyną, ale wciąż głodną sukcesu. Od ostatniego tytułu mistrzowskiego minęło pięć lat. Po drodze były jeszcze srebro i brąz, ale też gorsze sezony zakończone 8 i 6 miejscem. Apetyty kibiców musiały być jednak coraz większe, ponieważ w 1997 roku Polonia dysponowała kadrą uprawniającą do jazdy o najwyższe cele.

Skład na medal

Tomasz Gollob był już wtedy prawdziwym dominatorem w rozgrywkach ligowych, a dzielnie wtórowali mu Henrik Gustafsson i Jacek Gollob. Przed rozpoczęciem sezonu pozyskano wchodzącego w wiek seniora Piotra Protasiewicza, który kilka miesięcy wcześniej został najlepszym juniorem świata. Skład uzupełniali Jacek Gomólski, Tomasz Poprawski, Dariusz Patynek i Waldemar Cieślewicz.

Ta drużyna była jednym z głównych kandydatów do medali. Na inaugurację wygrała w Pile 48:42. W pierwszym meczu domowym rywalem był beniaminek Falubaz Zielona Góra. Spotkanie odbyło się niemal dokładnie 29 lat temu – 6 kwietnia 1997 roku.

Walasek dziś kończy karierę. Wtedy zaczynał

Na stadionie mimo mroźnej jeszcze pogody zasiadło około 10 tysięcy widzów, którzy spodziewali się pewnej wygranej Polonii. Zielonogórzanie byli beniaminkiem, ale w ich składzie można było znaleźć kilka znanych nazwisk – nie brakowało oczywiście Andrzeja Huszczy oraz innych zawodników długo związanych z klubem: Sławomira Dudka i Jarosława Szymkowiaka.

W roli zawodnika zagranicznego startował Duńczyk Brian Karger, a piątym seniorem był Ireneusz Kwieciński, który do Zielonej Góry trafił po roku spędzonym w Bydgoszczy, a większość jego kariery zawodniczej i szkoleniowej związana jest z klubem z Krosna.

W formacji juniorskiej znalazł się za to Grzegorz Walasek – kilka miesięcy później został mistrzem Polski juniorów, kilkanaście lat później zdobywał punkty dla Polonii Bydgoszcz, a dziś… odbywa się jego turniej pożegnalny.

Koncert od początku

W pierwszym wyścigu meczu Piotr Protasiewicz zadebiutował przed bydgoską publicznością jako zawodnik Polonii i pewnie wygrał, dojeżdżając na 5:1 w parze z Henrikiem Gustafssonem. Chwilę później poprawili bracia Gollobowie i było już 10:2.

Potem widzowie ujrzeli trzy remisy z rzędu (duża w tym zasługa Kargera, który wygrał dwa wyścigi), ale Falubaz nie zdołał przełamać Polonii. Kolejnych pięć wyścigów to triumf bydgoszczan – choćby w wyścigu młodzieżowym, w którym prowadzący Walasek upadł na tor.

Polonia była pewna zwycięstwa po 10 wyścigach, a końcówka to był już prawdziwy popis bydgoszczan – cztery z rzędu wygrane 5:1 i ostatecznie zwycięstwo aż 65:25. Gollobowie oraz Protasiewicz zdobyli komplety punktów z bonusami, a Gustafsson przegrał tylko raz, z Kargerem.

Trzeba dodać, iż Falubaz – choć był beniaminkiem, a przez Polonię został rozbity – nie był wówczas słabą drużyną. Andrzej Huszcza i spółka zakończyli ten sezon na 6 miejscu w tabeli, a przecież liga liczyła wtedy 10 zespołów. Zielonogórzanie wygrali 8 z 18 meczów.

Byli najlepsi

Niestety, seria zwycięstw Polonii nie potrwała długo, bo już w następnej kolejce bydgoszczanie przegrali w Częstochowie. Był to o tyle specyficzny mecz, iż aż czterech zawodników z Gryfem na plastronie zdobyło minimum 10 punktów. Problem w tym, iż pozostała czwórka nie zdobyła ani jednego i Włókniarz wygrał nietypowym wynikiem 45:42.

Na szczęście w kolejnych tygodniach wszystko szło zgodnie z planem. Polonia wygrała rundę zasadniczą z dorobkiem 12 zwycięstw w 18 meczach. Wśród tych wygranych była rewanżowa wygrana z Falubazem w zdecydowanie skromniejszych rozmiarach – 47:43.

Następnie po raz pierwszy w historii klubu bydgoszczanie wystąpili w fazie play-off. Najpierw dwukrotnie pokonali Apatora Toruń, a w finale okazali się lepsi od Stali Gorzów, zdobywając czwarte mistrzostwo Polski w historii klubu. Na piąte nie trzeba było długo czekać – już rok później Gryfy ponownie okazały się najlepsze w kraju.

Idź do oryginalnego materiału