Dzień po tym, jak władze powiatu i miasta – KO i Lewica – chwaliły się dwuletnim bilansem swoich rządów, na scenę wkroczył poseł Zbigniew Dolata z Prawa i Sprawiedliwości. Jego przekaz? Zupełnie inny. Konferencja odbyła się 7 maja 2026 roku. U boku posła stanęła Monika Twardowska, radna powiatu gnieźnieńskiego i członek Komisji Zdrowia. Temat – Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie. I nie był to temat do pochwał.
Według wczoraj występujących – pana posła Tomaszewskiego i pana starosty Budasza – to jest jeden z sukcesów powiatu. jeżeli tak wyglądają sukcesy rządzącej w powiecie koalicji, no to nam, mieszkańcom, biada – rozpoczął poseł Dolata.
Dolata nie owijał w bawełnę. Jego zdaniem władze powiatu i dyrekcja szpitala od dawna bagatelizują problemy. Kulminacją? Brak akredytacji Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.
Akredytacja. Po co komu papier? Dla pacjenta – bezpieczeństwo, dla szpitala – pieniądze
Akredytacja to oficjalne potwierdzenie, iż placówka spełnia określone standardy jakości i bezpieczeństwa leczenia. Przyznaje ją Centrum Monitorowania Jakości po szczegółowej ocenie. Aby uzyskać certyfikat, szpital musi spełnić co najmniej 75 procent ocenianych standardów. Certyfikat jest istotny trzy lata.
Dlaczego to ważne? Dla pacjenta – to gwarancja, iż procedury są zachowywane, iż nie ma zagrożeń dla zdrowia i życia. Dla szpitala – dodatkowe pieniądze z NFZ. Akredytowane placówki otrzymują wyższy ryczałt, od 1 do 2 procent.
W przypadku naszego szpitala uzyskanie akredytacji wiązałoby się ze środkami większymi. Szacuję, iż między 2 a 4 miliony złotych. To jest się o co bić, biorąc pod uwagę fakt, iż za rok 2025 szpital nie otrzymał z NFZ-u środków za nadwykonania – to kwota 5 milionów złotych.
Szpital w Gnieźnie akredytację miał. Poprzedni certyfikat uzyskał w 2022 roku i wygasł z końcem 2025. Nowej już nie ma.
73 procent. Dyrektor: „Zabrakło dwóch punktów procentowych”
Gdyby wierzyć tylko słowom posła Dolaty, można by odnieść wrażenie, iż szpital legitymuje się dramatycznie niskimi standardami. Raport, który w końcu trafił do publicznej wiadomości, mówi co innego. Dyrektor Filip Waligóra, który dzień po konferencji posła zaprezentował dokument dziennikarzom, podał konkretną liczbę. Szpital otrzymał 73 procent punktów. Zatem do wymaganego progu 75 procent zabrakło dwóch punktów procentowych. To nie jest przepaść, to jest jeden, dwa detale. Na czym polegały główne uchybienia?
Jedna pani doktor nie prowadziła w trakcie kontroli na bieżąco okołooperacyjnej karty kontrolnej na bloku operacyjnym. Na bloku mieliśmy przeterminowane gaśnice.
Dyrektor przyznał, iż niektóre były przeterminowane aż od 2016 roku .
W książce transfuzjologicznej w jednym miejscu brakowało podpisów pielęgniarki. Wózki reanimacyjne – zdaniem komisji – nie były w jednym pomieszczeniu tylko rozproszone.
Stanowisko dyrekcji: konsekwencje wyciągnięto. Pan od ochrony przeciwpożarowej już nie pracuje. W szpitalu realizowane są działania naprawcze.
Radni pytają – dyrektor milczy? Twardowska: „Minęło półtora miesiąca”
Radna Monika Twardowska, która zasiada w Komisji Zdrowia Rady Powiatu, postawiła sprawę jasno. Brak akredytacji to nie jest wyłącznie problem wizerunkowy. To brak pieniędzy i niepewność dla pacjentów. Radni Rady Powiatu, ani członkowie komisji społecznej nie otrzymali do chwili obecnej żadnej informacji o przyczynach nieotrzymania akredytacji. Dyrektor szpitala uchyla się na chwilę obecną od przekazania nam tej informacji. Minęło już półtora miesiąca i przez cały czas nie mamy informacji.
Dyrektor Waligóra ripostuje: raport w wersji papierowej wpłynął 9 kwietnia. 16 kwietnia omówiono go z wszystkimi kierownikami komórek organizacyjnych . Każdy mógł go pobrać w takiej ilości, jakiej potrzebował. Nikt oficjalnie po ten raport do dyrekcji nie przyszedł.
Spór więc nie dotyczy faktów, ale komunikacji. Kto kogo nie poinformował i w jakim trybie. Dla pacjenta efekt końcowy jest jednak ten sam: szpital bez certyfikatu.
Rezonans magnetyczny. Sprzęt jest, kontrakt ograniczony
Kolejny punkt zapalny to rezonans magnetyczny. Pracownia powstała kosztem około 8 milionów złotych. Sprzęt jest nowoczesny. Problem w tym, iż szpital nie ma pieniędzy na jego pełne wykorzystanie. Kontrakt z NFZ jest mniejszy niż możliwości urządzenia.
Według informacji, które uzyskała radna Twardowska, co 40 minut mógłby być badany kolejny pacjent. Jest ich jednak mniej, bo brak środków.
Dolata łączy tę sprawę z ogólnopolskimi cięciami w ochronie zdrowia. Od kwietnia 2026 roku NFZ płaci za nadwykonania badań diagnostycznych – w tym rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej – jedynie 50 procent stawki. To realne uderzenie w szpitalną kasę.
Dyrektor Waligóra nie odnosi się bezpośrednio do kwestii rezonansu w swoim oświadczeniu. Jednak dane ogólnopolskie są nieubłagane. Średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny w kwietniu 2026 roku wynosił 105 dni, podczas gdy w marcu – 85 dni. W niektórych ośrodkach terminy sięgają choćby 2030 roku.
System czy szpital? Podział odpowiedzialności
Poseł Dolata nie oszczędza też rządu. Mówi wprost: problem leży na styku lokalnych zaniedbań i systemowego niedofinansowania. Budżet NFZ jest niedoszacowany. Specjaliści mówią, iż minimum 24 miliardy złotych powinno być więcej. Rząd zamiast zwiększyć finansowanie, poszedł drogą najłatwiejszą – cięciem świadczeń medycznych. Pani minister jednym podpisem zmniejszyła o 50 procent środki za nadwykonania.
Dyrektor szpitala z kolei broni swojej placówki:
oraz więcej pacjentów spoza powiatu wybiera leczenie właśnie w Gnieźnie. Gdyby było tak źle, jak mówi poseł, ci ludzie nie przyjeżdżaliby tutaj po pomoc.
„Laurki” kontra merytoryczna debata
Dolata odniósł się także do działań radnego Krzysztofa Ostrowskiego, który – według niego – chałupniczą metodą wyprodukował laurkę dla szpitala, przedstawiając na Komisji Zdrowia wyłącznie pozytywny obraz placówki.
Po co on to robił? Chyba tylko i wyłącznie po to, żeby po raz kolejny wspierać rządzącą koalicję. No bo chyba nie spodziewał się tego, iż te jego opinie nie zostaną w tak bolesny sposób zweryfikowane przez instytucję merytoryczną, apolityczną, instytucję, która ma doświadczenie w ocenie leczenia szpitalnego.
Wielkopolska Izba Przemysłowo-Handlowa w Gnieźnie apelowała już w lutym o podniesienie poziomu debaty publicznej. Jej zdaniem politycy powinni wspierać lokalną przedsiębiorczość, a nie generować napięcia. W tym przypadku – pozostaje pytanie, czy ostra krytyka posła służy poprawie sytuacji szpitala, czy raczej – jak sugerują jego polityczni przeciwnicy – jest elementem przedwyborczej gry.
Co dalej? Dyrektor zapowiada kolejną próbę
Dyrektor Filip Waligóra zapowiedział, iż szpital będzie ponownie ubiegać się o akredytację. Wskazał jednocześnie, iż cały proces – przygotowania, przeglądy, wdrażanie standardów – kosztuje rocznie około 1,5 miliona złotych. Kwota, na którą składa się między innymi zatrudnienie personelu, szkolenia i zakup odpowiedniego sprzętu. Gdyby akredytacja została przyznana, szpital mógłby liczyć na zwrot tych nakładów w postaci wyższego ryczałtu.
Poseł Dolata zapowiada kolejne konferencje. Sprawa nie ucichnie, zwłaszcza iż – jak sam mówi – to nie koniec, a raczej początek ujawniania nieprawidłowości.
Dla mieszkańców powiatu gnieźnieńskiego najważniejsze jest jednak nie to, kto ma rację w politycznym sporze, ale to, czy po wejściu do szpitala mogą czuć się bezpiecznie. Na to pytanie odpowiedź jest na razie niejednoznaczna: z jednej strony – bliskość uzyskania akredytacji i dobra opinia pacjentów spoza regionu. Z drugiej – przeterminowane gaśnice na bloku operacyjnym i brak jasnej komunikacji ze strony dyrekcji.
Jedno jest pewne: wokół Szpitala Pomnik Chrztu Polski zrobiło się głośno. A w polityce lokalnej – jak widać – cisza przed burzą to luksus, na który nikogo nie stać.

3 dni temu












