Miesiące czekania na specjalistę. Lata na niektóre badania. Kolejki od świtu pod przychodniami. Tak wygląda codzienność milionów pacjentów w Polsce. A potem nagle okazuje się, iż gdzieś, w jednym z warszawskich szpitali, ktoś czekał dziesięć minut.
Sprawa, która wstrząsnęła Polską
Chodzi o Warszawski Szpital Południowy, placówkę miejską, w której do niedawna Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym faktycznie zarządzał Dawid Kacprzyk – 29-letni lekarz bez specjalizacji, radny i do połowy czerwca 2026 roku członek Koalicji Obywatelskiej. Według ustaleń dziennikarza Patryka Słowika z portalu Zero.pl, na tamtejszym SOR-ze miała nieformalnie funkcjonować szybsza, dużo bardziej komfortowa ścieżka przyjęć – przeznaczona dla polityków KO i ich rodzin.
Z relacji wynika obraz dwóch zupełnie różnych szpitali pod jednym dachem. Zwykli pacjenci czekali po kilka godzin na przyjęcie. Uprzywilejowani mieli wykonywane całe pakiety badań w kilkanaście minut od rejestracji, a na wyniki czekali nie w ogólnej poczekalni, ale w osobno wydzielonym pomieszczeniu z kanapą i telewizorem – określanym już potocznie jako „salonik VIP”.
Sprawa nabrała tempa, gdy wyszło na jaw, iż Kacprzyk – mimo formalnego dyżuru w szpitalu – regularnie pojawiał się w telewizji i zajmował się działalnością partyjną, zarabiając przy tym około 1,6 mln złotych rocznie. Po publikacjach lekarz zrezygnował z członkostwa w KO, a szpital rozwiązał z nim umowę. Sprawą zajęła się z urzędu Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a kontrole zapowiedziały zarówno warszawski ratusz, jak i Narodowy Fundusz Zdrowia – także na SOR-ach innych miejskich szpitali w stolicy.
Do sprawy odniósł się premier Donald Tusk, zapowiadając wyjaśnienie jej „do samego spodu” i zaznaczając, iż – jeżeli doszło do nadużyć – konsekwencje powinny być szybkie. Głos w sprawie zabrali również politycy opozycji, mówiąc o systemowym problemie wykraczającym poza jeden szpital i jednego lekarza.
Pytania, które zostają
Ta historia, choć dotyczy jednej konkretnej placówki, uruchamia pytania znacznie szersze.
Dlaczego senior czeka rok na badanie, a ktoś z odpowiednią legitymacją partyjną czeka dziesięć minut? Dlaczego rodzic chorego dziecka słyszy „brak terminów”, gdy gdzieś indzieś dla wybranych terminy się znajdują od ręki? Dlaczego pacjent płacący składkę zdrowotną całe życie ostatecznie i tak sięga po prywatną wizytę?
Te pytania nie są nowe – pojawiają się w Polsce od lat, wraz z każdą kolejną historią o przyjęciach poza kolejnością czy nieformalnych układach. Sprawa Szpitala Południowego jest na razie jednym potwierdzonym, udokumentowanym i wciąż wyjaśnianym przypadkiem – nie dowodem na to, iż identyczny mechanizm działa w każdej placówce w kraju. Ale skala reakcji – śledztwo, kontrole NFZ rozszerzone na inne SOR-y, komentarze polityków z różnych stron sceny – pokazuje, iż nikt już nie traktuje tego jako odosobnionego incydentu.
Gdzie podziewają się miliardy?
NFZ co roku dysponuje rekordowymi środkami. Kolejki mimo to nie maleją, szpitale toną w długach, a personelu wciąż brakuje. Sprawa Kacprzyka – z jego milionowymi zarobkami przy formalnym etacie koordynatora SOR – pokazuje, iż pytanie o to, czy problemem jest tylko brak pieniędzy, czy też sposób ich wydawania i kontrolowania, jest jak najbardziej zasadne.
Dwa światy jednej służby zdrowia
W opinii wielu obywateli system ochrony zdrowia od dawna funkcjonuje na dwóch poziomach: jeden dla zwykłego pacjenta czekającego miesiącami, drugi dla osób ze znajomościami i wpływami. Zdrowie powinno zależeć od stanu pacjenta, nie od legitymacji partyjnej, nazwiska czy stanowiska. Każda potwierdzona historia o salonikach VIP i ścieżkach poza kolejnością działa jak potwierdzenie tej tezy – i to niezależnie od tego, jaka partia akurat rządzi.
Czy u Ciebie naprawdę jest inaczej?
Po tym, co ujawniono w Szpitalu Południowym, trudno już z pełnym przekonaniem powtarzać, iż „w moim mieście to się nie zdarza”. Prokuratura i NFZ wciąż sprawdzają, jak daleko sięgał ten mechanizm i czy ograniczał się do jednej placówki. Dopóki te kontrole się nie zakończą, pytanie pozostaje otwarte – i właśnie dlatego tak wiele osób je dziś zadaje.

Przywileje dla VIP-ów, kolejki dla reszty. Czy myślisz, iż u Ciebie w szpitalu jest inaczej
CO DALEJ ZE SZPITALEM W ŚWINOUJŚCIU? PRZYSZŁOŚĆ SŁUŻBY ZDROWIA I SEZON LETNI
DNI MORZA 2026 SPARALIŻUJĄ CENTRUM ŚWINOUJŚCIA? MIESZKAŃCY ZNÓW UTKNĄ W KORKACH. CZY NAPRAWDĘ NIE BYŁO LEPSZEGO MIEJSCA?
ŚWINOUJŚCIE: KONTROWERSYJNY WPIS PREZYDENT AGATOWSKIEJ, ROSNĄCY DŁUG MIASTA I NIEJASNA SYTUACJA SZPITALA
CZY MIESZKAŃCY ŚWINOUJŚCIA MAJĄ DOPŁACAĆ DO TURYSTÓW I NIEMIECKIEGO PRZEWOŹNIKA ?

2 godzin temu















