Pseudokibice wymalowali graffiti niszcząc elewacje

2 godzin temu
Zdjęcie: Nielegale graffiti w przejściu podziemnym


Nielegalne graffiti, bohomazy z wulgarnymi hasłami i mową nienawiści szpecą estetykę, niszczą elewacje. Świadczą o samych kibolach, ale są również wizytówką środowisk sportowych.

Co to jest graffiti

Graffiti jako zjawisko kulturowe ma długą i złożoną historię, sięgającą tysięcy lat. Archeolodzy odnajdują napisy pozostawiane na ścianach w jaskiniach i na murach starożytnych miast.

Współczesne graffiti wywodzi się jednak głównie z ruchów miejskich w Stanach Zjednoczonych lat 60. i 70. XX wieku. Z czasem część tego nurtu przekształciła się w legalną sztukę uliczną. Równolegle rozwijała się jednak praktyka nielegalnego nanoszenia napisów, która od początku miała charakter wandalizmu. Nie była to działalność artystyczna, ale demonstracyjne niszczenie przestrzeni i zawłaszczanie jej symbolami subkulturowymi.

Nielegalne graffiti

W Polsce w tej chwili szczególnie widocznym problemem są działania pseudokibiców, którzy wykorzystują graffiti jako narzędzie oznaczania terytorium i manifestowania wrogości wobec innych środowisk. W wielu miastach powtarza się ten sam schemat. Nielegalne graffiti, wulgarne hasła i bazgroły szpecą bloki mieszkalne, przejścia podziemne, obiekty sportowe i infrastrukturę transportową. Na Dolnym Śląsku napisy wychwalające Śląsk Wrocław czy Zagłębie Lubin pojawiają się na świeżo odnowionych elewacjach, wagonach kolejowych i ekranach akustycznych. Działania te mają zwykle charakter zorganizowany i powtarzalny, a ich celem nie jest ekspresja artystyczna, ale demonstracja siły grupy. Niszczenie przestrzeni publicznej staje się elementem rytuału subkulturowego.

Niemniej wychwalanie klubu poprzez niszczenie cudzej własności jest działaniem sprzecznym zarówno z prawem, jak i z podstawowymi normami współżycia społecznego. Nie ma w tym sportowej rywalizacji ani kultury kibicowania. I choć ani kluby sportowe ani działacze nie ponoszą odpowiedzialności za czyny swoich sympatyków, a konsekwencje spadają na konkretnych sprawców, jednak przez cały czas w środowisku sportowym brakuje jednoznacznych deklaracji i działań potępiających tego typu zachowania. A choćby o ile takowe się pojawiają, to nie wybrzmiewają na tyle mocno, by trwający latami proceder ukrócić.

Bohomazy z wulgarnymi hasłami i mową nienawiści

Społeczny odbiór tych działań już dawno przestał być pozytywny. Znacząca część społeczeństwa zrozumiała, iż usunięcie jednej większej grafiki z elewacji może kosztować kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, zwłaszcza gdy konieczne jest użycie specjalistycznych metod chemicznych lub konserwatorskich.

W polskim systemie prawnym nielegalne graffiti jest jednoznacznie kwalifikowane jako naruszenie cudzej własności. Podstawowy przepis stanowi art. 124 § 1 Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym kto cudzą rzecz umyślnie niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. o ile wartość szkody przekracza ustawowy próg, czyn przestaje być wykroczeniem i staje się przestępstwem z art. 288 § 1 Kodeksu karnego. Przepis ten przewiduje karę więzienia od 3 miesięcy do 5 lat. Co więcej, sąd może dodatkowo orzec obowiązek naprawienia szkody, nawiązkę lub świadczenie pieniężne. Ponadto odpowiedzialność karna nie wyklucza roszczeń cywilnych ze strony właściciela zniszczonego obiektu, który ma prawo dochodzić pełnego zwrotu kosztów renowacji.

Wizytówka środowisk sportowych

Jednak bez działań ze strony środowisk sportowych, klubów, poszczególnych działaczy, walka z procederem jest niezwykle trudna.

Kolejny przykład bohomazów i wulgaryzmów mamy w Gryfowie Śląskim. Tam pseudokibice oszpecili część dworca kolejowego. Graffiti pojawia się na elewacji budynku. Jednak prawdziwy popis kibole dali w przejściu podziemnym. To tam w ostatnim czasie pojawił się szereg napisów wychwalających Śląsk Wrocław, czy Lechię Gdańsk. Wśród haseł nie brakuje i nawiązań do miejscowego klubu, jak i pseudokibicowskich pozdrowień dla Zagłębia Lubin.

Tu warto przypomnieć, iż od chwili modernizacji dworca, która zakończyła się tuż przed pierwszym przejazdem pociągu do Świeradowa- Zdroju w grudniu 2024 roku, gryfowianie, podróżni zwracali uwagę, iż przejście podziemne powinno być monitorowane jednocześnie przepowiadając konsekwencje i spodziewane zachowania wandali. Niestety, PKP nie zdecydowało się na inwestycję. Dziś koszt usunięcia bohomazów trzeba będzie szacować na kilkanaście tysięcy złotych.

Warto także wspomnieć, iż oprócz budynku dworca kolejowego ci sami pseudoartyści popisali się na znakach drogowych w mieście, szafach telekomunikacyjnych, czy przykościelnym murze przy ulicach Lwowskiej i Cmentarnej.

[See image gallery at lwowecki.info]
Idź do oryginalnego materiału