Rafał Tataruch czyli nasz człowiek w Zakopanem!

1 godzina temu

Związany przez całe życie (urodził się w Nysie, mieszka w Opolu) z Opolszczyzną Rafał Tataruch jest postacią w środowisku sportowym dobrze znaną. Od 2018 roku przez osiem lat był prezesem Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. W tym czasie przewodniczył komitetowi organizacyjnemu Pucharów Świata w łyżwiarstwie szybkim oraz Mistrzostw Europy w short tracku. Włączał się również przez lata w działalność Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W czerwcu tego roku jako pierwszy przedstawiciel naszego kraju, został wybrany do Rady Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej.

Co interesujące wcześniej długo był kojarzony z lekkoatletyką. Jako nauczyciel akademicki, związany z Politechniką Opolską, był współzałożycielem takowej sekcji przy Klubie Uczelnianym i prowadził grupę rzutów lekkoatletycznych. W latach 2010-2016 był także trenerem kadry narodowej juniorów i młodzieżowców PZLA w rzucie dyskiem.

Teraz będzie trzymał pieczę nad COS – OPO Zakopane (są podobne ośrodki również m.in. w Gdańsku, Spale czy Wałczu), w ramach którego działa mnóstwo aren sportowych i powstaje nowoczesna Hala Lodowa. To inwestycja warta ponad 200 mln złotych, która ma być do dyspozycji łyżwiarzy (short track i łyżwiarstwo figurowe), ale także lekkoatletów czy sztangistów.

Rafał Tataruch – dyrektor COS-OPO Zakopane

Łukasz Baliński: Jak doszło do tego, iż objął pan to stanowisko?

Rafał Tataruch: Dostałem taką propozycję i się zdecydowałem. Oczywiście po dłuższym namyśle, bo to całkowicie przebudowało moje plany, także życiowe. Cały czas mieszkałem w Opolu, tam mam rodzinę, więc to komplikuje pewne sprawy, ale też lubię wyzwania i postanowiłem spróbować. Tym bardziej, iż wszystko zostało dogadane z ministrem, wiceministrami i dyrektorem głównym. I mam nadzieję, iż podołam wyzwaniu. A zwrócono się do mnie, bo w rankingach gdzieś tam pewnie u ministra wysoko stoję. Wszak osiem lat mojego prezesowania w łyżwiarstwie szybkim, było dość dobre i sport ten w naszym kraju zrobił ogromny postęp.

– Co będzie należało do pana obowiązków?

– Praktycznie wszystko, no bo o ostatecznym kształcie wielu decyzji, jak nie wszystkich, decyduje właśnie dyrektor. Od zatwierdzania przetargów na spożywkę, poprzez całościowe strategię działania czy ogromne inwestycję, które się dzieją w ramach Hali Lodowej, bo to jest najważniejsze. Minister szczególnie podkreślał znaczenie tego obiektu, bo to ja byłem inicjatorem tego przedsięwzięcia w 2018 roku. Chodziłem za tą halą. Pierwsze działania rozpoczęły się rok później, termin ukończenia planowano na grudzień 2023, a wciąż się tego nie doczekaliśmy. Zatem ideą ministra było ściągnięcie gościa, który zna się na obiektach tego typu i jest zdeterminowany żeby to zakończyć. I mam nadzieję, iż mi się to uda.

– Mamy takich COS-ów w Polsce osiem. Co – w największym skrócie – robi się w Zakopanem? Na pewno nie tylko sporty zimowe.

– Oczywiście, iż nie tylko. Owszem mamy różne skocznie, tym najsłynniejszą Wielką Krokiew, gdzie regularnie realizowane są Puchary Świata w skokach narciarskich. Mamy trasy biegowe, cały czas pracujemy nad ich rozwojem. Aczkolwiek troszeczkę ta hala łyżwiarska blokuje pełne uruchomienie całej pętli, niemniej myślę, iż lada chwila będzie to możliwe. Łyżwiarze na to czekają. Z innych sportów to w sierpniu siatkarze korzystali z tamtejszych obiektów, do dyspozycji są dwie hale w tym jedna duża, druga troszeczkę mniejsza. Są boiska piłkarskie i do plażówki. Ponadto pływalnia, dwie duże areny do sportów walki. Ogromny hotel na prawie 300 miejsc. Tak iż jest czym zawiadywać i jest co robić.

– Głównym zadaniem COS jest przygotowanie kadr sportu wyczynowego. Zwykły „Kowalski” też może skorzystać z tych obiektów?

– Tak. Aczkolwiek pierwszeństwo mają kadry narodowe, potem ich zaplecza i kluby sportowe. Ale ten komercyjny klient też może sobie wykupić wejście i korzystać z tych samych obiektów, siłowni, pływalni czy jadalni co sportowcy, często ci z reprezentacji.

– Nie było szkoda żegnać się z PZŁS?

– Przede wszystkim nie było możliwości, żebym został, bo miałem prawo tylko do dwóch kadencji. Ale też mam poczucie, iż zrobiliśmy naprawdę sporo, żeby sukcesor z którym bardzo dobrze współpracowałem, czuł efekty tej ośmioletniej pracy. Bo np. gdy zaczynaliśmy, to pojedynczy juniorzy mieli limity na imprezy międzynarodowe, a teraz trzeba rywalizować o prawo wyjazdu na poszczególne imprezy, bo tylu ich jest. A to powoduje, iż to się wszystko fajnie nakręca. Młodzież siłą rzeczy mocniej trenuje, wchodzi na wyższy poziom. I to był nasz cel, żeby dzieci, młodzieży i potem seniorów w systemie było zdecydowanie więcej. To się udało. W mojej ocenie przed nami dobry czas dla łyżwiarstwa szybkiego i short tracku. To nie są incydentalne rzeczy, system jest stworzony i powinniśmy z roku na rok czerpać z tego coraz więcej profitów.

– Działalności w Radzie Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej i na uczelni też pan nie porzuca?

– Nie. Te pierwsze obowiązki nie przeszkadzają, a być może w zamyśle ministra jest tak żeby one może choćby pomagały. Jeszcze to docieramy. Kontaktujemy się często w ramach rady, rozwiązujemy różne światowe problemy łyżwiarstwa szybkiego i figurowego. jeżeli chodzi o uczelnię to jakby był to mój warunek, iż jej nie zostawię, więc cały czas jestem też wykładowcą. Wciąż próbuję sobie to jakoś poukładać. Szczególnie, iż w Zakopanem muszę też poznać struktury, to jest ponad setka pracowników, każdy ma swoje problemy, każda grupa chciałaby się spotkać, porozmawiać i zobaczyć, co możemy wspólnie zrobić.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału