Czy po burzliwym lecie rzeczywiście nadchodzi wyczekiwany spokój? Czy jest to możliwe, iż pierwszy dzień jesieni jest rodzajem przełącznika, który niemal natychmiast przenosi nas w rzeczywistość pełną niskich promieni słońca, dojrzewających pól i coraz dłuższych nocy?
A może przemiana ta zachodzi znacznie wcześniej, niezauważalnie, stopniowo odbierając przestrzeni jej letnią dźwięczność?