Szpital w Lesku na krawędzi jest już od dłuższego czasu. w tej chwili ma 128 milionów zł długu. To dwukrotna wartość rocznego kontraktu. Dramatycznie więc szuka rozwiązań. (Fot. Facebook szpitala w Lesku)Czy Szpital Powiatowy w Lesku może zostać zamknięty? Jak alarmuje w mediach Mirosław Leśniewski dyrektor lecznicy to coraz bardziej prawdopodobny scenariusz. Mówi choćby o konkretnym terminie – 1 lipca. Czy możliwa jest bowiem normalna działalność szpitala o ile fundusz płac pochłania 108 proc. jego przychodów? Odpowiedź jest jedna. NIE.
Szpital w Lesku na krawędzi jest już od dłuższego czasu. w tej chwili ma 128 milionów zł długu. To dwukrotna wartość rocznego kontraktu. Dramatycznie więc szuka rozwiązań. Dla oszczędności najpierw zamknięto oddział położniczo-noworodkowy i ginekologiczny, który z racji małej liczby porodów i niedużego obłożenia łóżek co roku generował straty. Początkiem maja zawieszono działalność oddziału dziecięcego. Niepewne jest także funkcjonowanie szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR-u), na którym brakuje lekarzy chcących pełnić majowe dyżury.
Już w tej chwili na wynagrodzenia dyrektorowi brakuje ok. 600 tys. zł miesięcznie. Z tego powodu pracownicy od lutego mają wypłacane tylko 75 proc. pensji. Skoro pieniędzy z kontraktu brakuje na wypłaty, skąd dyrekcja ma wziąć na działalność bieżącą szpitala? Opłaty za energię, media, wywóz śmieci czy odpadów medycznych, serwisowanie sprzętu czy w końcu zakup krwi, leków czy środków jednorazowego użytku. Skąd też pieniądze na kolejną od lipca podwyżkę dla personelu?
O szansach przetrwania szpitala zdecyduje sąd?
14 maja Sąd Najwyższy ma przedstawić odpowiedź na pytanie prawne Sądu Okręgowego w Rzeszowie, czy SP ZOZ posiada zdolność restrukturyzacyjną. Od tego zależeć będzie los nie tylko tego szpitala. W czym tkwi problem?
Otóż jesienią ubiegłego roku szpital w ramach postępowania restrukturyzacyjnego próbował rozłożyć zobowiązania i zawrzeć porozumienie z wierzycielami. Sąd jednak odmówił zatwierdzenia tego układu. To zablokowało plan naprawczy szpitala w Lesku i stało się sygnałem dla całego systemu. Coraz więcej sądów zaczęło kwestionować, czy SPZOZ-y formalnie niebędące przedsiębiorcami, mogą korzystać z przepisów prawa restrukturyzacyjnego, przygotowanych z myślą o firmach.
Różne interpretacje przepisów (przeciwni stosowaniu ustawy Prawo restrukturyzacyjne dla placówek leczniczych są dostawcy towarów i usług, którzy obawiają się, iż postępowanie układowe prowadzone w oparciu o prawo restrukturyzacyjne utrudni lub uniemożliwi im odzyskanie pieniędzy) doprowadziły do eskalacji sporu. Dlatego Sąd Okręgowy w Rzeszowie skierował do Sądu Najwyższego pytanie, czy publiczny szpital ma zdolność restrukturyzacyjną i czy zawieranie układów z wierzycielami nie narusza ich praw.
Sprawa ma charakter precedensowy. Jej rozstrzygnięcie zdecyduje nie tylko o losie pojedynczych placówek, ale może przesądzić o sensie całego programu restrukturyzacji szpitali w Polsce.
Dla wierzycieli oznacza to ryzyko, bo restrukturyzacja może ograniczyć możliwość odzyskania należności. Dla szpitali – często jedyną realną szansę na uniknięcie zapaści.
Szpitale powiatowe zadłużone po uszy
Szpital Powiatowy w Lesku skupia jak w soczewce kłopoty większości szpitali powiatowych. Kontrakty z NFZ nie pokrywają kosztów działalności. Według analizy Związku Powiatów Polskich zobowiązania wymagalne ma 125 takich placówek. Ministerstwo Zdrowia podaje, iż na koniec III kwartału ubiegłego roku łączne zobowiązania SP ZOZ-ów podległych powiatom i miastom na prawach powiatu wyniosły 9,3 mld zł.Prawie 91 proc. lecznic wykazało stratę za 2025 rok.
„Tak wysoki poziom ujemnych wyników finansowych nie może być interpretowany jako efekt lokalnych uwarunkowań czy błędów zarządczych. Skala zjawiska – obejmująca ponad 200 jednostek – wskazuje na trwałą nierównowagę pomiędzy kosztami realizacji świadczeń a poziomem ich finansowania. Szpitale powiatowe funkcjonują w modelu, w którym podstawowa działalność medyczna przynosi straty – wskazano w raporcie.
Łączna kwota zobowiązań wymagalnych sięgnęła niemal 1,48 mld zł, z czego największa część przypada na zobowiązania wobec dostawców – blisko 1,28 mld zł. Znaczące są również zaległości wobec ZUS, przekraczające 96,2 mln zł.
W obronie szpitala
Zdaniem aktywistów Inicjatywy w Obronie Szpitala w Lesku, tego typu placówki powinny być inaczej finansowane. Dlatego zbierają w tej sprawie podpisy pod apelem do premiera.
Jeżeli Bieszczady zostaną odcięte od realnej ochrony zdrowia, region zacznie się wyludniać. Nikt nie chce mieszkać w miejscu niebezpiecznym dla życia – argumentują inicjatorzy akcji. Mieszkańcy zapowiadają, iż będą walczyć do skutku, a zebrane podpisy zamierzają wręczyć premierowi osobiście. Ich celem jest nie tylko doraźny ratunek finansowy, ale systemowe utrzymanie oddziałów niezbędnych do funkcjonowania bieszczadzkiej społeczności i tysięcy turystów odwiedzających region. Nie chcą przejęcia przez Uniwersytecki Szpital w Rzeszowie, którego dyrektor zaproponował by szpital w Lesku został przekształcony w jednostkę leczenia długoterminowego, geriatrii, hematologii oraz opieki paliatywnej.

1 dzień temu











