T.B. Fruit: 192 tys. dolarów wróci do USA, sadownicy przez cały czas czekają

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: T.B. Fruit: 192 tys. dolarów wróci do USA, sadownicy nadal czekają


Sąd Rejonowy w Kielcach zgodził się na zwrot 192 tys. dolarów amerykańskiej firmie Greenwood Associates, choć pieniądze omyłkowo trafiły na zabezpieczony rachunek upadłej T.B. Fruit. Około 100 polskich sadowników i dostawców ma przez cały czas czekać na zapłatę, a roszczenia w sprawie przekraczają 40 mln zł.

Pieniądze nie trafią do masy upadłościowej

Sprawa T.B. Fruit wraca w najgorszym możliwym momencie dla polskich wierzycieli. Kresy.pl podały, iż sąd w Kielcach zgodził się na zwrot 192 tys. dolarów, które omyłkowo wpłynęły na zabezpieczony rachunek upadłej spółki T.B. Fruit. Pieniądze mają wrócić do amerykańskiego nadawcy, Greenwood Associates z Chicago, bo według jego stanowiska przelew powinien trafić do innej spółki grupy działającej w Mołdawii.

Formalnie sprawa może wyglądać jak zwykłe sprostowanie błędnego przelewu. Politycznie i społecznie jest znacznie poważniejsza. Gdy polscy rolnicy i dostawcy od lat czekają na pieniądze za surowiec, każda kwota, która mogłaby zasilić masę upadłościową, ma znaczenie. Około 700 tys. zł nie rozwiązałoby całej sprawy, ale dla wierzycieli byłoby realnym sygnałem, iż system nie odwraca wzroku.

Sadownicy kontra bezradność państwa

Według ustaleń Wirtualnej Polski, w sprawie upadłości T.B. Fruit poszkodowanych jest około 100 polskich sadowników i dostawców, a łączna wartość roszczeń przekracza 40 mln zł. Z tej kwoty około 25 mln zł ma przypadać rolnikom. Do tego dochodzą zaległości podatkowe i kara UOKiK za wykorzystywanie przewagi kontraktowej.

To nie jest abstrakcyjny spór księgowych. Polscy sadownicy nie mają dziś problemu wyłącznie z pogodą i kosztami. Pisaliśmy już, iż straty w uprawach po majowych przymrozkach najmocniej uderzyły właśnie w sadowników, ale tu chodzi o coś jeszcze bardziej podstawowego: pewność zapłaty za dostarczony towar. Bez tego nie ma zdrowego rynku. Jest loteria, w której najsłabszy płaci za błędy silniejszych.

Taras Barszczowski i sprawa, która obciąża system

Centralną postacią sprawy jest ukraiński biznesmen Taras Barszczowski, kojarzony z grupą T.B. Fruit. Według informacji przytaczanych przez WP jest on podejrzany w śledztwie dotyczącym oszustw i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a jego wizerunek jako osoby poszukiwanej widnieje w polskich komunikatach policyjnych. To wymaga precyzji: podejrzenia i zarzuty nie są wyrokiem. Ale państwo ma obowiązek działać tak, aby pokrzywdzeni nie zostali sami.

I właśnie tu leży sedno. jeżeli polskie instytucje potrafią zabezpieczać rachunki, prowadzić postępowania i opisywać sprawę językiem procedur, to obywatel ma prawo oczekiwać skutku. Rolnik nie żyje z komunikatu prasowego. Żyje z zapłaconej faktury, z kredytu, który trzeba obsłużyć, z pracowników i rodzinnego gospodarstwa. Gdy procedura jest poprawna, a wynik społecznie bezradny, zaufanie do państwa pęka.

Interes narodowy zaczyna się od ochrony własnych producentów

W sprawie T.B. Fruit nie chodzi o prosty odruch przeciwko cudzoziemcowi. Chodzi o zasadę: każdy kapitał działający w Polsce, polski czy zagraniczny, musi respektować polskie prawo i polskich dostawców. Narodowy interes gospodarczy nie polega na hasłach. Polega na tym, iż państwo stoi po stronie własnych obywateli wtedy, gdy zderzają się z silniejszym graczem.

Rolnictwo i przetwórstwo żywności są częścią bezpieczeństwa państwa. Wcześniej opisywaliśmy prognozy, według których zadłużenie branży rolniczej może rosnąć. Każda taka sprawa pogłębia presję: mniej zaufania, mniej inwestycji, więcej ostrożności w sprzedaży surowca. A potem dziwimy się, iż polski producent czuje się pozostawiony sam sobie.

Twarda lekcja dla Warszawy

Zakłady w Dwikozach i Annopolu stały się symbolem czegoś większego niż jedna upadłość. To test, czy państwo umie pilnować polskiego interesu w realnym obrocie gospodarczym. Nie na konferencji, nie w deklaracji, nie w folderze o rozwoju wsi, ale wtedy, gdy rolnik pyta: gdzie są moje pieniądze?

Decyzja sądu w Kielcach może mieć swoje formalne uzasadnienie. Ale polityczna lekcja pozostaje gorzka. o ile polski sadownik widzi, iż 192 tys. dolarów opuszcza rachunek, a jego faktury przez cały czas czekają, to nie będzie słuchał opowieści o sprawnym systemie. Będzie widział państwo, które zbyt często jest mocne wobec zwykłego obywatela, a bezradne wobec wielkiego, transgranicznego biznesu.

Źródło: Kresy.pl, Wirtualna Polska, e-sadownictwo.pl.

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału