Do sprawy śmierci 19-letniego Olka odnieśli się na briefingu w szpitalu: Maciej Bieliński – zastępca dyrektora ds. lecznictwa Regionalnego Szpitala Specjalistycznego im. Biegańskiego w Grudziądzu, Jan Kosior – wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej, przewodniczący Delegatury Okręgowej Izby Lekarskiej w Grudziądzu, Paweł Szymański – przewodniczący Rady Ordynatorów Regionalnego Szpitala Specjalistycznego i prezydent Maciej Glamowski.

Wszyscy zgodnie potępili rażące zlekceważenie obowiązków ratowania pacjenta przez załogę karetki pogotowia 4 stycznia 2024 roku, wskutek czego pacjent wykrwawił się i zmarł. Reanimacja w szpitalu nie powiodła się. Dziś ten temat powrócił, po nagłośnieniu przez ogólnopolską telewizję.
Nieodpowiedzialna załoga została zwolniona z pracy. Prezydent Grudziądza zarządził kontrolę.
DLACZEGO DOSZŁO DO NIEWYOBRAŻALNEJ TRAGEDII? OLEK POWINIEN ŻYĆ
Z nagrań z kamer nasobnych policjantów uczestniczących w interwencji wynika, iż skuty nastolatek z poważną raną tętnicy udowej musiał sam iść do karetki, w której nie podano mu tlenu, choć prosił, bo nie mógł oddychać i słabł. W stanie skrajnie ciężkim zawieziono go do szpitala. W załodze karetki był lekarz Sławomir B.
Dyrektor szpitala Agata Kurkowska, po zapoznaniu się z wszystkimi nagraniami, rozwiązała z tą załogą umowę o pracę.
19-letni Olek z kolegą przechodził przez ulicę w niedozwolonym miejscu, co zauważył patrol policji i chciał ich zatrzymać. Olek próbował uciec przez ogrodzenie pobliskiego liceum, ale nadział się udem na szpikulec płotu i doznał ciężkiej rany uda. Nie tylko grudziądzanie zbulwersowani są rażącym zlekceważeniem obowiązków przez załogę karetki a także policjantów, którzy jako pierwsi udzielali chłopcu pomocy, próbując tamować krew. Krwawienie z czasem zmalało, co policjanci mogli błędnie uznać za zatamowanie jej, ale krew przedostawała się do wnętrza organizmu… Sprawę ma wyjaśnić prokuratura i sąd.
Podczas konferencji prasowej w grudziądzkiej lecznicy Maciej Bieliński – zastępca dyrektora ds. lecznictwa wyraźnie poruszony mówił, iż takie postępowanie z pacjentem jest mu i pracownikom szpitala obce. Nigdy nie powinno się wydarzyć. Wyraził obawę, iż teraz mieszkańcy mogą bać się wzywać na pomoc karetkę pogotowia, co byłoby niepożądanym następstwem tego dramatu. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, iż pacjent potrzebujący pomocy zawaha się wezwać na pomoc karetkę – mówił Maciej Bieliński. Podkreślił, iż pracownicy szpitala są regularnie, wszechstronnie szkoleni, także z medycyny pola walki, by pacjenci mogli korzystać z ich wiedzy i umiejętności. – Dla nas, środowiska medycznego ta sprawa jest bolesna. Rodzina tego pacjenta poniosła niewyobrażalną stratę. Niestety, w ślad za tą tragedią może przyjść kolejna, gdyż w internecie kierowane są groźby do pracowników szpitala, zwłaszcza SOR-u, gdzie odbierane są też telefony z pogróżkami – mówił dr Maciej Bieliński. – Naprawdę, wyciszmy emocje, daleki jestem od oceny medycznej tego tragicznego zdarzenia, to wyjaśnią odpowiednie organy.
– Zdecydowanie popieramy zachowanie pani dyrektor i zgadzamy się z nim w 100 procentach – mówił Jan Kosior, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej, przewodniczący delegatury Okręgowej Izby Lekarskiej w Grudziądzu. – Zachowanie personelu medycznego, zespołu tej karetki jest nie do zaakceptowania, jest naganne, wbrew zasadom kodeksu etyki lekarskiej. Zdecydowanie się od niego odcinamy. Jako Izba Lekarska nie otrzymaliśmy żadnej informacji, ani pisemnej, ani słownej, ani skargi na to co się działo w karetce. Oficjalnie nic na ten temat nie wiemy. Dopóki nie mamy żadnej informacji jawnej, takiej typowej, jako Izba Lekarska nie jesteśmy w stanie podjąć żadnych działań.
Paweł Szymański, przewodniczący rady ordynatorów szpitala w Grudziądzu zaznaczył: – Naprawdę, ten szpital jest dobrym szpitalem, jest bezpiecznym szpitalem. Na terenie szpitala prowadzimy w tej chwili szkolenia, aby uczulić kadrę medyczną, aby takie sytuacje nigdy więcej nie miały miejsca. Dalszą pracą udowodnimy, iż nasz szpital jest bezpieczny dla pacjentów.
OŚWIADCZENIE PREZYDENTA GRUDZIĄDZA MACIEJA GLAMOWSKIEGO:
Z ogromnym bólem i poruszeniem zapoznałem się z materiałem wyemitowanym w programie „Uwaga” TVN, dotyczącym śmierci 19-letniego Olka, mieszkańca Grudziądza. Jestem zdruzgotany i głęboko zbulwersowany tą tragedią. Jako ojciec nie potrafię sobie wyobrazić dramatu rodziny, bliskich i przyjaciół, a jako osoba wychowana w rodzinie medyków tym bardziej nie potrafię pogodzić się z sytuacją, w której podstawowe zasady etyki i odpowiedzialności zawodowej mogły zostać naruszone. W zawodach medycznych są to wartości absolutnie fundamentalne.
Najważniejszym i najbardziej dramatycznym skutkiem tej sytuacji jest dramat, jaki spotkał pacjenta i jego najbliższych. Ponieśli oni niewyobrażalną stratę, której nie da się w żaden sposób naprawić.
Taki dramat jest ogromną traumą dla rodziny, ale ma również szerszy wymiar społeczny – podważa zaufanie do systemu ochrony zdrowia, wpływa na postrzeganie pracy służb medycznych oraz na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.
Bezpośrednio po tragicznym zdarzeniu, w styczniu 2024 roku, spotkałem się z Mamą i bliskimi Olka, deklarując wsparcie i pomoc w tym trudnym czasie. Rozmawiałem z Komendantem Miejskim Policji w Grudziądzu w związku z zaistniałą sytuacją. Otrzymałem od dyrekcji szpitala informację o uruchomieniu wewnętrznych procedur. Wtedy priorytetem było wsparcie rodziny oraz rzetelne prowadzenie niezbędnych działań, nie publiczne komentowanie sprawy.
Po emisji reportażu „Uwaga” TVN, który ponownie pokazał skalę tej tragedii oraz poważne wątpliwości dotyczące jakości udzielanej opieki medycznej, podjąłem kolejne działania. Zdecydowałem o przeprowadzeniu w szpitalu kontroli w zakresie przestrzegania obowiązujących procedur i przepisów prawa przy udzielaniu pomocy przez zespoły ratownictwa medycznego. Jednocześnie zobowiązałem dyrekcję szpitala do przedstawienia, w możliwie najkrótszym czasie, konkretnych rozwiązań organizacyjnych i nadzorczych, które mają realnie zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości.
Równolegle kieruję oficjalne pisma do Naczelnej Izby Lekarskiej, Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej w Toruniu, Delegatury Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej w Grudziądzu, Wojskowej Izby Lekarskiej, Krajowej Rady Ratowników Medycznych oraz Rzecznika Praw Pacjenta oczekując jednoznacznych reakcji oraz systemowych rozwiązań pozwalających zapobiegać podobnym zdarzeniom w przyszłości. Zwróciłem się również z pytaniem o mechanizmy odpowiedzialności zawodowej oraz skutecznej weryfikacji osób dopuszczanych do wykonywania zawodów medycznych. Lekarze i ratownicy medyczni wykonują zawody zaufania publicznego i ponoszą indywidualną odpowiedzialność za swoje decyzje, a samorządy zawodowe mają obowiązek reagować w sytuacjach budzących poważne wątpliwości.
Z niepokojem obserwuję, iż konsekwencje działań pojedynczych osób rzutują na ocenę całej placówki oraz podważają zaufanie do miejsca, w którym każdego dnia lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni z pełnym zaangażowaniem ratują zdrowie i życie pacjentów. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której ich codzienna, odpowiedzialna i rzetelna praca jest deprecjonowana przez dramatyczne zaniedbania konkretnych osób. Odpowiedzialność indywidualna musi być jasno wskazana i rozliczona – nie może być przenoszona na zespoły medyczne działające zgodnie z najwyższymi standardami.
Nie zgadzam się również na wykorzystywanie ludzkiej tragedii i dramatu rodziny do doraźnej walki politycznej. Apeluję do wszystkich środowisk politycznych o powściągliwość, szacunek i odpowiedzialność w tej sprawie. Różnice zdań i spory polityczne nie mogą przesłaniać rzetelnego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia przez powołane do tego instytucje i organy śledcze.
Nic nie cofnie tej straty, ale naszym obowiązkiem jest zrobić wszystko, by podobne dramaty nigdy więcej się nie powtórzyły.
Maciej Glamowski
Formuła briefingu nie przewidywała zadawania pytań przez dziennikarzy. Była obecna Lidka, siostra zmarłego Olka. Mówiła, iż mieszkańcy chcą się czuć bezpieczni jadąc karetką do szpitala i iż załoga, która nie ratowała jej brata, powinna za to odpowiedzieć. Jednocześnie stwierdziła, iż ma znajomych wśród ratowników medycznych pracujących tak jak powinni.
TEKST I FOT. MARYLA RZESZUT
















