Podwyżki są bezpośrednią konsekwencją sytuacji na światowych rynkach ropy, które zareagowały na eskalację napięć na Bliskim Wschodzie. Notowania surowca przekroczyły poziom 80 dolarów za baryłkę, a inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko związane z ograniczeniem transportu ropy przez jeden z najważniejszych szlaków morskich świata.
Kluczowym elementem obecnej sytuacji jest napięcie w rejonie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20 proc. globalnych dostaw ropy naftowej. Według danych amerykańskiej Energy Information Administration dziennie transportowanych jest tamtędy od 17 do 20 mln baryłek ropy i produktów naftowych. Każde ograniczenie ruchu w tym punkcie natychmiast odbija się na cenach surowca.
W ostatnich dniach ruch tankowców w tym rejonie został znacząco ograniczony. Część jednostek oczekuje po obu stronach cieśniny, armatorzy analizują ryzyko, a stawki ubezpieczeniowe rosną. Dodatkowo pojawiły się doniesienia o incydentach z udziałem statków oraz zapowiedziach ataków ze strony jemeńskich Huti na jednostki transportujące ropę. To wystarczyło, by rynek zareagował premią za ryzyko.
Benzyna Pb95, Pb98, ON i LPG pod presją
Wzrost notowań ropy przekłada się najpierw na ceny hurtowe paliw, a następnie na stacje. Dr Jakub Bogucki z portalu e-petrol.pl ocenia, iż kierowcy muszą przygotować się na kilkunasto- lub kilkudziesięciogroszowe podwyżki cen paliw podstawowych.
Nie będzie to jednak jednorazowy, gwałtowny ruch. Zmiany mają następować stopniowo w ciągu kilku lub kilkunastu dni. Mechanizm jest dobrze znany – droższa ropa podnosi koszty produkcji paliw w rafineriach, następnie rośnie hurt, a dopiero później ceny przy dystrybutorach.
Najmocniej reagują benzyny Pb95 i Pb98, które są bezpośrednio powiązane z notowaniami ropy Brent. Olej napędowy (ON) dodatkowo zależy od popytu w transporcie i przemyśle. LPG również może podrożeć, choć jego rynek rządzi się częściowo odmiennymi mechanizmami cenowymi.
Czy grożą nam braki paliw?
Wzrost cen nie oznacza zagrożenia dla dostępności paliw.
PERN odpowiada za strategiczne magazyny ropy i paliw w Polsce. Zgodnie z regulacjami unijnymi poziom zapasów musi odpowiadać co najmniej 90 dniom średniego importu netto.
Również Orlen zapewnia, iż nie ma podstaw do obaw o ciągłość dostaw na stacje paliw. Polska od kilku lat konsekwentnie dywersyfikuje kierunki importu ropy – surowiec trafia do kraju drogą morską przez Naftoport w Gdańsku oraz z różnych kierunków, w tym z Norwegii, USA i Bliskiego Wschodu.
Eksperci podkreślają, iż obecne wzrosty są reakcją rynku na ryzyko geopolityczne, a nie skutkiem realnego braku surowca. jeżeli napięcia w regionie osłabną, część podwyżek może zostać skorygowana.
Dla kierowców oznacza to jedno: w najbliższym czasie tankowanie będzie droższe, ale nie grozi nam scenariusz pustych dystrybutorów ani gwałtownego, jednorazowego wystrzału cen.













