Tłum żegnał Jacka Kasprzyka. „Zostawił w mieszkańcach cząstkę siebie”

1 godzina temu

Jacek Kasprzyk zmarł w czwartek 10 września późnym wieczorem. Miał 46 lat. Odszedł w objęciach ukochanej żony Izy. Byli też przy nim członkowie rodziny i najbliżsi przyjaciele. Dwa lata temu poinformował o tym, iż walczy z nowotworem, miał za sobą liczne zabiegi, ale mimo tego starał się czerpać z życia pełnymi garściami, nie zapominając o służbie innym. Dlatego też Opolanie tak tłumnie przybyli na pogrzeb Jacka Kasprzyka.

– Jacek robił bardzo dużo roboty – mówił ksiądz podczas nabożeństwa. – Prowadził klub młodzieżowy, aktywizując zarówno dzieci, jak i seniorów. W radzie miasta mówił głośno, gdy inni milczeli. I nie zaprzestał roboty choćby w chorobie. Zmieniał ludzi na lepsze, tak jak zmieniał świat wokół siebie. To jest forma zmartwychwstania, która już się dokonuje.

Mógł spocząć w Alei Zasłużonych, wolał być obok babci i dziadka

– Zastanawiałam się jak mówić o Jacku – powiedziała Marzena Sedlaczek, przyjaciółka radnego. – Można byłoby wygłosić pompatyczną laudację, ale on oczekiwałby, by mówić normalnie. To był świetny muzyk, dobry, uczciwy i przyzwoity człowiek. Ale bywał też nerwusem, szczególnie gdy rozwiązywanie pewnych problemów nie toczyło się jak szybko, jak by tego oczekiwał. Miał dystans do siebie i poczucie humoru. A pod skórą rockandrollowca krył się romantyk, z wielkim sercem i skłonnością do pięknych gestów.

Marzena Sedlaczek przypomniała, iż Zaodrze i Dambonia to dla Jacka Kasprzyka nie było tylko miejsce zamieszkania, a jego miejsce na ziemi. To właśnie na organizowanym przez siebie osiedlowym festynie poznał miłość swojego życia.

– Ich wspólne życie było nieustającą podróżą – mówiła. – Największą wartością dla niego była rodzina. Kochał dzieci i chciał, by Maja i Staś mieli dobrą przyszłość. Żył tak, jakby chciał w 24-godzinnej dobie zmieścić 48 godzin.

Marzena Sedlaczek zaznaczyła, iż pogrzeb Jacka Kasprzyka mógł się odbyć w Alei Zasłużonych. Ale on wolał spocząć obok ukochanej babci i dziadka.

Pogrzeb Jacka Kasprzyka. „Zostawił w mieszkańcach cząstkę siebie”

Przyjaciółka zmarłego przypomniała, iż miał słuch absolutny i wielką muzyczną pasję. – Do doprowadziła go między innymi do bycia technicznym zespołu TSA. Był na tyle dobry, iż zdarzało mu się zastępować muzyków podczas koncertów. Raz jeden z fanów wziął go choćby za syna Marka Piekarczyka – opowiadała Marzena Sedlaczek.

Ale to z innym muzykiem TSA – Andrzejem Nowakiem – połączyła go silna więź. Razem grali w zespole Złe Psy, aż do śmierci Nowaka w 2022 roku. Jacek Kasprzyk był też gitarzystą w grupie Pawła Kukiza, gdy ten opuścił zespół Piersi.

Marzena Sedlaczek opowiadał też o wielkiej pasji Jacka Kasprzyka do gór i wspinaczki. – W niej, tak jak w jego działalności społecznej, nie chodziło mu tylko o to, by samemu wejść na szczyt, ale i by pomagać zdobyć go innym. Zachęcał do działania i budowania świadomość, iż przeszkody należy pokonywać współpracując – mówiła.

Podkreślała, iż choćby w chorobie, z którą zmagał się od ponad dwóch lat, starał się działać na rzecz innych.

– Wyraził zgodę na udział w badaniach eksperymentalnych. Wiedział, iż choć on może z tego nie skorzystać, to iż może to pomóc innym ludziom – zauważyła Marzena Sedlaczek.

Nie chciał żyć pod dyktando choroby. Snuł dalsze plany z przekonaniem, iż jeszcze tyle życia przed nim. W 2025 roku zdobył patent sternika motorówki, realizując jedno ze swoich marzeń.

– Choroba okazała się silniejsza od jego organizmu, ale nie od jego charakteru. Planów nie zrealizował tylko dlatego, iż zabrakło mu czasu. I wierzę, iż tak naprawdę nie odszedł. Zostawił w mieszkańcach cząstkę siebie – powiedziała Marzena Sedlaczek.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału