Trener Włodarczyk po zwycięstwie nad Zagłębiem: „Byliśmy prawdziwym zespołem. Serce rośnie!”

1 dzień temu

Szkoleniowiec Contimax MOSiR Bochnia nie krył satysfakcji z postawy swojej drużyny w zwycięskim starciu z faworyzowanym Zagłębiem Sosnowiec. W jego ocenie był to jeden z najlepszych występów bocheńskiego zespołu w całym sezonie, zarówno pod względem sportowym, jak i mentalnym.

Trener rywalek Piotr Gliniak przyznał po meczu: – Duże gratulacje dla drużyny z Bochni. Po raz kolejny wykorzystała atuty swoich graczy. My nie byliśmy w stanie ich zatrzymać, mimo naprawdę dobrego skautingu: wiedzieliśmy, iż Martyna Walczak, Britney Jones i Sierra Moore na pewno będą grały agresywnie, mocno do kosza, to podstawowe zawodniczki tej drużyny. Nie byliśmy w stanie tego zrobić – nie wiem dlaczego. Nie wiem dlaczego myślami jesteśmy gdzie indziej i nie potrafimy rzeczy – które są gdzieś pokazane i przećwiczone – zrealizować na boisku. Na pewno nie może być usprawiedliwieniem to, iż nie ma Matei Tadić, ponieważ w ataku sobie dzisiaj jakoś tam radziliśmy. Nina Micek świetnie poradziła sobie na pozycji rozgrywającej. Po statystykach też widać, iż ten procent nie był taki zły. Jeszcze raz mówię, iż nie może być usprawiedliwienia, iż nie ma Matei Tadić. Po prostu po raz kolejny jesteśmy gdzieś głowami w chmurach i nie potrafimy zagrać naszego defence-u, który w pierwszej rundzie graliśmy całkiem nieźle.

Z kolei trener Artur Włodarczyk podkreślał, iż mecz od pierwszych minut był pod kontrolą Bochni, choć nie zabrakło trudniejszych momentów – szczególnie w trzeciej kwarcie, gdy zespół na chwilę uległ emocjom i wypadł z rytmu. najważniejsze było jednak to, iż zawodniczki potrafiły wrócić do swojej gry i do samego końca pozostały razem.

Myślę, iż to był jeden z naszych najlepszych meczów w tym sezonie. Dzisiaj byliśmy prawdziwym zespołem. Była energia, była zespołowość. Rzucaliśmy się na każdą piłkę, na każde posiadanie. Z perspektywy trenera – i kibiców – serce w takich momentach rośnie! – mówił Włodarczyk, nie kryjąc dumy z postawy swoich zawodniczek.

A Kornelia Bukowczan dorzuciła: – Poprawiłyśmy przede wszystkim grę zespołową. Do tego doszła bardzo dobra skuteczność – 51 procent za dwa i 46 procent za trzy. To się rzadko u nas zdarza, bo miałyśmy z tym problem, więc tym bardziej cieszy nas to zwycięstwo – mówiła wyraźnie zadowolona.

Mamy swoje ograniczenia, ale na boisku oddajemy serce

Na uwagę Bochnianin.pl, iż drużyna tym występem trochę zamknęła usta krytykom i niedowiarkom, którzy w obliczu serii porażek powątpiewali we wskazywany przez trenera na kolejnych konferencjach prasowych rozwój i obrany kierunek, Artur Włodarczyk odpowiedział szerzej:

Życie beniaminka jest bardzo trudne. Ten sezon to nagroda za zeszły rok, ale też za wiele lat ciężkiej pracy ludzi, którzy ten klub budowali. To się nie wzięło z dnia na dzień. Ale jednocześnie pierwszy sezon w ekstraklasie nigdy nie jest łatwy. Mieliśmy troszeczkę problemów – musieliśmy w krótkim czasie ten zespół skompletować. To wszystko zrobiliśmy też dla ludzi, którzy tutaj przychodzą, dla tego miasta, dla całej społeczności – staramy się jak możemy. Czy to z wynikami zawsze idzie w parze? Nie zawsze, bo mamy też swoje ograniczenia i zdajemy sobie z tego sprawę. Wydaje mi się jednak, iż zawsze to serce na boisku oddajemy. My naprawdę w większości meczów dobrze wyglądamy na boisku. Czasami brakuje drobnych szczegółów, żeby przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Ale to nie znaczy, iż ta praca nie ma sensu – podkreślał.

Ponieważ pytanie dziennikarza w tym kontekście dotyczyło również konsekwentnego stawiania na Kornelię Bukowczan, która tego dnia wreszcie „odpaliła”, rzucając 5 trójek, szkoleniowiec dodał: – Korę znam od wielu lat… Ktoś może powiedzieć, iż nie zawsze te mecze były idealnie grane. Okej, to jest prawda, ale też warto zauważyć, iż Kornelia w tym sezonie trochę zmieniła swoją rolę – i tego czasami ludzie z zewnątrz nie do końca widzą. To była zawodniczka bardzo dominująca na piłce, a dziś chcemy, żeby grała więcej bez piłki, więcej do rzutu. Taka zmiana DNA zawodnika wymaga czasu – tłumaczył Włodarczyk i podkreślał: – Ja głęboko wierzę, iż to jest dziewczyna, która może stać się wyrazistą postacią w tej lidze.

Do momentu kiedy jesteśmy zespołem – „sky is the limit”!

Zapytany o zbliżające się wyjazdowe derby z Wisłą Kraków (w najbliższą niedzielę), szkoleniowiec odpowiedział:

Powiedziałem to dzisiaj dziewczynom w szatni: do momentu, kiedy jesteśmy zespołem, to „sky is the limit”. o ile trzymamy razem, wychodzimy na boisko i realizujemy założenia, dopingujemy siebie i walczymy, to ja jestem spokojny w każdym meczu. Oczywiście, iż mamy pewnego rodzaju słabsze strony – ale będziemy robić wszystko, żeby najbardziej pokazywać strony mocne, a chować to, co nam czasem nie wychodzi najlepiej – podsumował.

Idź do oryginalnego materiału