- Planował pan zostać taksówkarzem?
- pytam.
- Nie, nigdy w życiu. Absolutnie
- odpowiada Bartłomiej Siepsiak bez wahania.
Taksówka miała być na chwilę, ale została na blisko dekadę
Taksówka miała być rozwiązaniem na chwilę, sposobem na zarabianie pieniędzy. Nie planował, iż zostanie za kierownicą przez siedem czy osiem lat.
- Po prostu czasem człowiek szuka pracy i ma taki pomysł, żeby na chwilę wskoczyć na taksówkę. Zresztą, co ciekawe, większość taksówkarzy przyszła do tego zawodu na chwilę
- opowiada.
Zawód jest trudny i odpowiedzialny. Ale, jak przyznaje, potrafi też wciągnąć.
Siepsiak studiował pedagogikę. Jest basistą, nagrał album „Łamigryf”, rozwija projekt edukacji muzycznej Switch Music On - Własnym Tonem. Taksówka miała zapewniać dochód, podczas gdy muzyka pozostawała tym, co naprawdę chciał robić.
Z czasem samochód stał się jednak czymś więcej niż miejscem pracy. Przez jego tylne siedzenie przewijały się setki ludzi. Jedni jechali na dworzec, inni do domu, do pracy, do szpitala czy na randkę. Niektórzy rozmawiali o pogodzie. Inni opowiadali o sprawach, o których być może nie mówili choćby najbliższym.
- Ludzie naprawdę rozmawiają o wielu rzeczach w taksówce
- mówi w rozmowie z nami Łodzianin.
W końcu zaczął zapisywać niektóre z tych historii. A potem zadał sobie pytanie, które przez lata zadawał pasażerom: dokąd adekwatnie sam jedzie?
Ośmiolatek martwił się o rodziców
To jedna z historii, których nie da się łatwo odłożyć na bok po zakończeniu kursu. Była noc z soboty na niedzielę. Na stacji benzynowej znalazła się pijana para z ośmioletnim synem. W pewnym momencie sytuacja zrobiła się niebezpieczna. Jeden z mężczyzn chciał uderzyć ojca chłopca.
Siepsiak był wtedy taksówkarzem pracującym w korporacji. W systemie widział, iż wcześniejszy kierowca nie zabrał tej rodziny. Kolejna taksówka również odjechała bez pasażerów.
On zdecydował się zareagować. Wrócił po rodzinę. Chłopiec siedział z przodu. Był spokojny, rezolutny i bardzo przejęty tym, co może się stać z jego rodzicami.
- Tylko pan tego nigdzie nie zgłasza, dobrze? Rodzice mogą mieć problemy
- poprosił.
Ośmiolatek próbował chronić dorosłych, choć jak podkreśla pan Bartłomiej, to on sam powinien być w tej sytuacji chroniony.
- Ten chłopak najmocniej mi został w głowie
- przyznaje Bartłomiej Siepsiak, nie kryjąc wzruszenia. Do tej pory bowiem zastanawia się, czy mógł się zachować inaczej.
Czy powinien był zgłosić sytuację? Czy mógł zrobić coś więcej? Co stało się z chłopcem później?
Tego ostatniego nie wie.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/lodz-remontuje-kamienice-na-abramce-co-z-mieszkancami-ktorzy-musieli-sie-wyprowadzic/EKDKE2f3DWLsO4wBeptNNad morze, żeby choć na chwilę uciec od bólu
Kolejny kurs zaczął się jak absurdalna propozycja.
Pandemia. Środek tygodnia. Do taksówki wsiadł mężczyzna, który początkowo chciał pojechać w inne miejsce, ale niedługo zaproponował dalszą podróż. Zapytał kierowcę, czy był nad morzem.
- Byłem
- odpowiedział Siepsiak.
- Mordo, ale tak serio byłeś?
Po chwili padła propozycja: jadą nad Bałtyk. Zjedzą rybę i wrócą.
Zwykły kurs po Łodzi zmienił się w całodniową wyprawę. Mężczyzna pytał o kolejne miasta, rzucał pomysłami wyjazdów do Madrytu czy Oslo, kupował alkohol, zaczepiał kobiety. Siepsiak nie zawsze wiedział, jak zareagować. W pewnym momencie obawiał się nawet, iż cała sytuacja skończy się awanturą.
Do Sopotu dotarli po kilku godzinach. Nie znaleźli ryby, trafili do pubu, później na burgery. W drodze powrotnej pasażer zasnął na tylnym siedzeniu.
Dopiero wtedy zaczęło do kierowcy docierać, iż ta podróż mogła być czymś więcej niż spontanicznym pomysłem na rozrywkę.
Pan Bartłomiej podejrzewa, iż wyjazd miał pomóc mu choć na chwilę zmienić otoczenie, by od problemów.
Kurs trwał od popołudnia do późnej nocy. Na koniec mężczyzna podziękował kierowcy i powiedział, iż czuje się lepiej.
- On nie potrzebował doświadczeń z jakiejś złej rzeczy. Tylko potrzebował zmienić otoczenie i z kimś pobyć
- wspomina Siepsiak.
Nie wie, czy rzeczywiście mu pomógł. Nie spotkali się już później.
- Największy akt miłości to w sumie obecność. I tyle. I aż tyle
- mówi.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/kolejne-wyburzenia-na-terenie-ec-2-w-lodzi-co-zastapi-chlodnie-kominowe/uglHn4GzD3Cud1cCJYDiKobieta, która nie powiedziała prawie nic
Nie każdy pasażer opowiada swoją historię. Czasem kierowca nie poznaje jej wcale.
Bartłomiej Siepsiak wspomina kobietę, która przez całą drogę praktycznie się nie odzywała. Nie próbował na siłę nawiązywać rozmowy. Po latach pracy wie, iż nie każdy chce rozmawiać, a cisza nie musi oznaczać, iż trzeba ją natychmiast wypełnić.
Dopiero na miejscu zobaczył, iż kobieta płakała.
Podał jej rękę. Powiedział kilka słów wsparcia, przyznał, iż sam również coś przeżywa i trochę ją rozumie. Nie wypytywał, co się stało. Nie znał jej historii i nie próbował jej sobie dopowiadać.
- Dziękuję
- odpowiedziała.
I na tym się skończyło.
Mężczyzna przyznaje, iż sposób zachowania w samochodzie zależy również od jego własnego samopoczucia. Nie zawsze ma w sobie tyle energii, żeby słuchać cudzych problemów.
- Co do zasady nie odzywam się w taksówce pierwszy
- wyjaśnia.
Jeżeli zabiera kogoś z dworca, może zapytać, jak minęła podróż. Nie chodzi tylko o uprzejmość. Chce usłyszeć ton głosu i sprawdzić, czy pasażer ma ochotę na rozmowę.
Jeśli trafia na człowieka agresywnego albo nieprzyjemnego, wycofuje się. jeżeli widzi, iż ktoś potrzebuje rozmowy, może go wysłuchać.
W samochodzie zwykle gra jazz, soul albo funk. Nie ma głośnej muzyki, która zagłuszałaby rozmowę.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/opuszcza-tarcze-tbm-ktora-wydrazy-tunel-dla-kolei-duzych-predkosci-wielka-operacja-juz-6-listopada/CXKVuakjHXszWRDHuzFANie każdy kurs kończy się wzruszeniem
Nie wszystkie historie z taksówki są smutne. Są też takie, które po latach śmieszą, choć w chwili zdarzenia trudno było przewidzieć, jak się skończą.
W książce Bartłomiej Siepsiak opisuje między innymi sytuacje, w których pasażerowie nie potrafili jasno podać adresu, a kierowca musiał zgadywać, dokąd adekwatnie mają jechać. W rozdziałach „Książka” i „Przyszkole” zwykłe nieporozumienia językowe stają się anegdotami o tym, jak wiele zależy od jednego słowa.
Są też kursy, podczas których pasażer mówi: „Jedź pan, ja pokieruję”. Dla doświadczonego taksówkarza nie jest to wcale obietnica łatwej drogi. Mężczyzna opisuje sytuacje, w których klient każe skręcać tam, gdzie obowiązuje zakaz, a potem uspokaja kierowcę: „Pan się nie przejmuje”.
Tylko że, jak zauważa, mandat dostanie kierowca, a nie pasażer.
Kiedy trzeba powiedzieć: wysiadaj
Są jednak granice, których kierowca nie zamierza przekraczać.
W rozmowie Siepsiak opowiedział o pasażerze, który zamówił kurs, choć nie miał pieniędzy. W trakcie jazdy zaczęło mu coś nie pasować. Pasażer w końcu zaczął go obrażać i wulgarnie mówić o jego pracy.
Kierowca przestał się zastanawiać. Zatrzymał samochód, otworzył drzwi i kazał pasażerowi wysiąść.
W samochodzie zdarzają się również propozycje zapłaty w inny sposób niż pieniędzmi. Niektóre są niezręczne, inne przekraczają granice. Pan Bartłomiej wspominał o pasażerach, którzy próbowali proponować mu intymne zachowania zamiast gotówki.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/to-nie-pustostan-tu-mieszkaja-dzieci-zdjecia-lodzkiego-domu-dziecka-wywolaly-burze-miasto-sie-tlumaczy/U4BIzHSgBzQ3LBK3M760„Pan mi tutaj nie pasuje”
Jeden z pasażerów zwrócił uwagę na Siepsiaka w sposób, którego kierowca się nie spodziewał.
- Pan mi tutaj nie pasuje - powiedział mężczyzna. - Ja się na ludziach znam.
Zapytał, czy taksówkarz zajmuje się czymś związanym ze sztuką. Siepsiak odpowiedział, że jest muzykiem.
Ta krótka wymiana zdań została z nim na dłużej. Nie dlatego, iż nie lubił swojej pracy. Raczej dlatego, iż ktoś obcy zauważył coś, co sam próbował poukładać w głowie od dawna.
Muzyka była z nim od młodości. Pierwszą gitarę basową kupił za 70 złotych. Dwadzieścia złotych dała mu mama, pięćdziesiąt babcia. Instrument ledwo stroił, ale był jego.
Nie miał nauczyciela, który od początku poprowadziłby go przez wszystkie etapy nauki. Uczył się sam, metodą prób i błędów, spotykał muzyków, chodził na warsztaty. Autor książki wspomina Miejski Ośrodek Kultury w Zgierzu, który stał się dla niego miejscem, gdzie mógł próbować, mylić się i poznawać ludzi lepszych od siebie.
Z czasem grał w zespołach, rozwijał umiejętności, nagrał „Łamigryf”. Ale muzyka nie zapewniała stabilnego dochodu. Trzeba było zarabiać, opłacać rachunki, myśleć o przyszłości.
- Nie umiem odbijać karty na zakładzie
- przyznaje bez ogródek i dodaje:
- Muzyka jest takim miejscem, w którym ja jako ja mogę być w stu procentach wolnym człowiekiem.
Ale wolność nie płaci rachunków. Dlatego przez cały czas jeździł taksówką, choćby kiedy coraz wyraźniej czuł, iż nie chce robić tego do końca życia.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/na-festiwale-sa-miliony-na-dzieci-nie-ma-burza-wokol-domu-dziecka-w-lodzi/OhKQDvFEN0FF0e7TFa4bStracił mieszkanie i musiał zacząć od nowa
W pewnym momencie życie Bartłomieja Siepsiaka mocno się skomplikowało. Wynajmowany przez niego budynek został sprzedany, a lokatorzy dowiedzieli się o tym z dnia na dzień. Sytuacja finansowa nie pozwalała mu na szybkie znalezienie innego mieszkania na podobnych warunkach.
- W zasadzie byłem przez moment osobą bezdomną
- przyznał w rozmowie z nami.
Taksówka nie dawała finansowej poduszki bezpieczeństwa. Właśnie po tym wydarzeniu zaczął pisać książkę.
Pracował między kursami, na parkingach, czasem w domu do późna.
- Czasami w kuchni siedziałem choćby do drugiej w nocy, żeby pisać, coś poprawić
- opowiada.
„Pięćdziesiąt twarzy taksówkarza”
Jedną z anegdot już o samej książce Siepsiak zapamiętał szczególnie dobrze.
Pracował przy laptopie w zaparkowanym samochodzie. Miał uchylone szyby, otwarty komputer i próbował skończyć tekst. Wtedy podeszła grupa osób, która chciała zamówić kurs.
Zauważyli, iż kierowca pisze i zaczęli żartować. Siepsiak powiedział, iż musi jeszcze coś dokończyć.
Kiedy zapisał plik i zamknął laptop, jeden z pasażerów zapytał, czy naprawdę napisał książkę.
- A jak ona się nazywa? „Pięćdziesiąt twarzy taksówkarza”?
- zażartował.
Ojciec zmarł w dniu matury
W książce jest również historia, której nie da się oddzielić od muzyki i od tego, kim Siepsiak jest dzisiaj.
Jego ojciec zmarł w dniu, w którym pan Bartłomiej zdawał maturę. Był człowiekiem spokojnym, który potrafił słuchać. W domu mierzył się z poważnymi problemami zdrowotnymi, a jego obecności w życiu syna było - jak mówi autor - za mało.
Siepsiak przyznaje, iż przez rok nie potrafił pójść na grób ojca. Kiedy babcia miała do niego pretensje, iż nie odwiedza cmentarza, odpowiedział, iż dbał o tatę wtedy, kiedy inni tego nie robili. Każdy ma swój sposób radzenia sobie z żałobą.
Mimo upływu lat ta strata przez cały czas jest z nim. Czy pisanie książki pomogło mu się z nią pogodzić? - dopytujemy.
- Nie. Zdecydowanie nie da rady
- odpowiada.
Nie uważa, iż istnieje sposób, by całkowicie zamknąć taki rozdział. Można nauczyć się żyć z brakiem, można inaczej patrzeć na własne wspomnienia, ale nie da się sprawić, żeby ważna osoba przestała być ważna.
Papierowa książka potrzebuje stu zamówień
Książka „Dokąd jedziemy? Spowiedź własnym tonem” dostępna jest w limitowanej edycji papierowej, którą można zamówić bezpośrednio u autora. Bartłomiej Siepsiak prowadzi w tej chwili przedsprzedaż - zebranie 100 opłaconych zamówień pozwoli uruchomić druk pierwszego nakładu. Każdy egzemplarz zostanie osobiście podpisany przez autora i manualnie zapakowany.
Na stronie switchmusicon.pl/dokad-jedziemy dostępne są również e-book oraz audiobook, który autor samodzielnie nagrał i przeczytał.
Książkę w wersji elektronicznej można także znaleźć w Empiku, Virtualo i Apple Books.
Mężczyzna uruchomił również zbiórkę, która ma pomóc w realizacji planów, także tych muzycznych: zrzutka.pl/2vzcjr.
Dodajmy, iż Łodzianin pisze już kolejną książkę, tym razem pt. „Dojechaliśmy? Jeszcze nie”. Mężczyzna zastanawia się również, czy całość nie powinna przybrać formy trylogii. Ostateczny kształt zależy jednak od tego, jak potoczy się jego życie. W działaniu, pisaniu i rozwijaniu pasji bardzo wspiera go narzeczona.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/miasto-nie-jest-organizatorem-zaskakujaca-odpowiedz-wiceprezydenta-w-sprawie-lodz-summer-festival/GAHKSVKAkygSNqt20pGH
1 godzina temu












