Wysychają stawy, rośnie ryzyko pożarów. Susza uderza nie tylko w rolników

2 godzin temu

Miejscami susza w województwie opolskim była już widoczna w maju. Przykładem następujący od wtedy spadek poziomu wody w stawie przy kompleksie klasztornym w Jemielnicy – czyli jednym z najbardziej charakterystycznych punktów miejscowości.

– Największy wpływ na warunki hydrologiczne w zlewni rzeki w Jemielnicy wywiera bieżąca sytuacja meteorologiczna – długi okres z małą bądź niewielką ilością opadów atmosferycznych – tłumaczyła Linda Hofman, rzeczniczka prasowa Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach.

– Problemem nie jest jednak tylko brak opadów. Nie bez znaczenia jest również budowa geologiczna przedmiotowego terenu i jego krasowy charakter, sprzyjający obniżaniu się poziomu wód gruntowych i powstawaniu szczelin chłonnych, które przechwytują wodę powierzchniową – tłumaczyła.

Miesiąc temu staw w Jemielnicy wyglądał już jak błotnista kałuża. A teraz to już kawał wysuszonej, spękanej ziemi.

Trudno też szukać optymizmu w danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Na mapie hydrologicznej województwa opolskiego tylko Odra (poza rejonem Brzegu), Ścinawa Niemodlińska oraz części Bierawki i Kłodnicy są w strefie stanów średnich. Reszta rzek jest w stanach niskich.

Susza w województwie opolskim uderza w rolników

Urzędnicy od wiosny odbierają od rolników informacje o stratach spowodowanych suszą. Początkowe prognozy nie były dramatyczne, ale potem opadów było niewiele. Czerwiec i lipiec były pod tym względem nieco lepsze, ale to było za mało, aby długofalowo poprawić sytuację.

Na dodatek nawałnice nie przynoszą wiele dobrego. Gwałtowne opady potrafią zniszczyć roślinność, a potem większość deszczówki spływa przed wsiąknięciem w grunt.

Skutek był taki, iż wiosną roślinność, która powinna mieć kilkadziesiąt centymetrów wysokości miała kilka centymetrów. A teraz, w lecie, gdy już zbożom udało się wyrosnąć, to upały sprzyjają pożarom. Do tego dochodzą obawy o jakość nasion.

Wysokie ryzyko pożarowe w lasach

Susza w województwie opolskim przekłada się też na wysokie ryzyko pożarów lasów. Według Instytutu Badawczego Leśnictwa, praktycznie na terenie całego regionu obowiązuje duże zagrożenie pożarowe. Mieliśmy też już duże pożary, jak te na terenie Kędzierzyna-Koźla pod koniec czerwca, czy te pod Olesnem i Kluczborkiem z końca kwietnia.

Dlatego leśnicy inwestują w całodobowe systemy wizyjne. Chodzi o instalację kamer – stałopozycyjnych i obrotowych – na wieżach obserwacyjnych, z których dane trafiają potem do systemów autodetekcji. Służby monitorują także na bieżąco kwestie związane z zagrożeniem pożarowym.

– Codziennie odbieramy prognozy meteorologiczne zawierające informacje o wilgotności powietrza i wilgotności ściółki, na podstawie których ustalamy czas dyżurów pełnionych w nadleśnictwie, w punkcie alarmowo-dyspozycyjnym oraz przez pracowników służby leśnej – mówi Dominika Kluba, specjalistka SL ds. użytkowania lasu i ochrony przeciwpożarowej z Nadleśnictwa Strzelce Opolskie.

Susza w województwie opolskim. Apele o ograniczenie zużycia wody

Problem opadającego poziomu wód gruntowych odbija się na codzienności części mieszkańców regionu. Od wiosny mieliśmy już apele o oszczędne gospodarowanie wodą i ograniczenie jej zużycia. Tak było na przykład w gminie Izbicko. Z kolei gmina Strzelce Opolskie poszukuje nowych ujęć wody.

Kłopoty z wodą to jedno. Susza – nie tylko w województwie opolskim, bo walczy z nią spora część Europy – niesie też poważne konsekwencje dla energetyki. Jak poinformował Jakub Wiech, dziennikarz specjalizujący się w energetyce, Polskie Sieci Elektroenergetyczne ogłosiły we wtorek 5 sierpnia „okresy przywołania na rynku mocy”.

„Co to znaczy? Mówiąc krótko: operator chce ściągnąć dodatkową moc do systemu. Służą do tego specjalne kontakty podpisywane z różnymi podmiotami. To czwarty raz w historii, kiedy PSE sięgają po to rozwiązanie. Co ważne: w 2026 r. sięgają po nie już po raz drugi. A dlaczego to się dzieje? M.in. ze względu na problemy z naszymi węglówkami chłodzonymi wodą z Wisły. Dziś elektrownie Połaniec i Kozienice musiały ograniczyć swoją pracę przez problemy hydrologiczne” – napisał na swoim profilu Facebooku.

Duże problemy mają Węgrzy i Rumuni. Ich elektrownie atomowe korzystają z wód Dunaju. A poziom wód tej rzeki jest wyjątkowo niski. Dlatego w rumuńskiej elektrowni Cernavoda trzeba było wygasić jeden z reaktorów, w poniedziałek trwała walka o utrzymanie drugiego poprzez wysadzanie skał w korycie rzeki. Z kolei premier Węgier apelował do rodaków o oszczędzanie energii.

Współpraca Piotr Guzik

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału