Zadzwonił po policję, bo „kłócił się z bratem”. Brata nie było, dym był wszędzie

19 godzin temu

Nie każde zgłoszenie okazuje się prawdziwe, ale niektóre — choć mijają się z faktami — kończą się szczęśliwie. Przekonał się o tym 43-letni mieszkaniec Sanoka, który wezwał pomoc z powodu rzekomej kłótni, a w rzeczywistości potrzebował jej z zupełnie innego powodu.

Telefon pełen sprzeczności

W poniedziałek po godzinie 14 do służb wpłynęła informacja o domowej awanturze na ulicy Kmicica. Zgłaszający twierdził, iż pokłócił się z bratem i padły groźby. Brzmiało poważnie, więc interwencja była natychmiastowa.

Po przyjeździe na miejsce gwałtownie wyszło na jaw, iż żadnego brata w domu nie ma. Jest za to 43-letni mężczyzna, który mówi nieskładnie i zachowuje się nielogicznie. I jeszcze jedno — pomieszczenie, w którym przebywa, tonie w gęstym dymie.

Koza, która niemal zrobiła tragedię

Źródłem problemu okazał się piecyk typu „koza”. Zamiast ogrzewać, skutecznie zadymiał całe wnętrze. Oddychanie w takich warunkach mogło skończyć się tragicznie. Funkcjonariusze razem ze strażakami gwałtownie przewietrzyli dom i wyprowadzili mężczyznę na świeże powietrze.

Na miejsce wezwano ratowników medycznych. Ich decyzja była jednoznaczna — 43-latek trafił do szpitala na dalsze badania. Tym razem nikt nie rozliczał go z nieprawdziwego zgłoszenia.

Choć historia o awanturze okazała się fikcją, jedno jest pewne: gdyby nie ten telefon, pomoc mogłaby nie przyjechać na czas. A wtedy finał tej historii mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

Idź do oryginalnego materiału