Zagrożenie dobra dziecka. Czy w takich sytuacjach procedury można przyspieszyć? Sprawa Julii z Białegostoku

6 godzin temu

Kilkuletni syn Julii z Białegostoku od wielu tygodni pozostaje poza jej opieką, a matka nie ma z nim normalnego kontaktu. Sprawą „zagrożenie dobra dziecka” zajmują się zarówno prokuratura, jak i sąd rodzinny. W materiałach przekazanych naszej redakcji znajdują się informacje dotyczące wcześniejszych poważnych kryzysów psychicznych ojca, w tym udokumentowanej próby samobójczej. Dziecko zostało zabrane z przedszkola, nie uczęszcza w tej chwili do placówki i pozostaje bez kontaktu z matką oraz jej rodziną. W tej sytuacji pytamy nie o to, kto ma rację w sporze rodziców, ale czy przy podejrzeniu zagrożenia dobra dziecka istnieją procedury pozwalające sprawdzić jego sytuację szybciej, zanim zakończą się trwające postępowania.

Sprawa syna Julii od kilku tygodni znajduje się w kręgu zainteresowania naszej redakcji. Nie zamierzamy rozstrzygać konfliktu pomiędzy rodzicami ani zastępować sądu, który dysponuje znacznie szerszym materiałem i to do niego należy podejmowanie decyzji dotyczących dziecka. Zebrane przez nas informacje powodują jednak, iż pojawia się pytanie o sposób działania instytucji w sytuacji, gdy postępowania dopiero nabierają biegu, a jednocześnie jeden z rodziców zgłasza poważne obawy o bezpieczeństwo kilkuletniego dziecka.

Syn Julii został zabrany z przedszkola i od tamtego czasu matka nie ma z nim normalnego kontaktu i jest alienowana od syna. Według informacji, które otrzymaliśmy, chłopiec nie uczęszcza w tej chwili do przedszkola i pozostaje również bez kontaktu z rodziną matki oraz swoim dotychczasowym środowiskiem. Sam fakt nieobecności pięcioletniego dziecka w przedszkolu nie oznacza oczywiście, iż dzieje mu się krzywda. W połączeniu z nagłym przerwaniem dotychczasowych relacji, zmianą miejsca pobytu oraz brakiem kontaktu z matką jest to jednak okoliczność, która może wymagać dokładnego wyjaśnienia.

Dodatkowe obawy Julii związane są z informacjami dotyczącymi wcześniejszego stanu psychicznego ojca dziecka. W materiałach przekazanych naszej redakcji znajdują się dokumenty odnoszące się do epizodów określanych jako psychotyczne oraz wcześniejszej próby samobójczej. Nie oznacza to, iż na tej podstawie można oceniać aktualny stan zdrowia ojca albo jego zdolność do sprawowania opieki nad synem. Taka ocena wymaga aktualnego badania i należy do specjalistów. Z punktu widzenia bezpieczeństwa dziecka istotne wydaje się jednak ustalenie, czy taka weryfikacja została przeprowadzona i czy obecne warunki, w których przebywa chłopiec, zostały ocenione przez osoby mające do tego odpowiednie kompetencje.

Redakcja pojechała pod adres, pod którym może przebywać dziecko

W toku naszego dziennikarskiego sprawdzania informacji dotarliśmy również pod adres, pod którym prawdopodobnie przebywa syn Julii. Na miejsce została wezwana Policja, aby sprawdzić, czy nie istnieją okoliczności wskazujące na zagrożenie dla dziecka. Nie chodziło o rozstrzyganie sporu rodzinnego ani o podejmowanie przez funkcjonariuszy decyzji dotyczących opieki nad chłopcem. Julia chciała przede wszystkim uzyskać pewność, iż jej syn jest cały i bezpieczny.

Nasze własne możliwości weryfikacji są w tej sytuacji ograniczone. Udało nam się uzyskać informację, iż kilka dni wcześniej chłopiec w wieku około pięciu lat, odpowiadający opisowi dziecka, był widziany na spacerze z jedną z osób, które w tej chwili się nim opiekują. Nie pozwala to jednak odpowiedzieć na pytania dotyczące jego kondycji psychicznej, samopoczucia, sposobu przeżywania rozłąki z matką czy przyczyn, dla których przestał uczęszczać do przedszkola.

I właśnie w tym miejscu kończą się możliwości dziennikarskiego sprawdzania, a zaczynają możliwości instytucji państwa.

Postępowania dotyczące sytuacji chłopca toczą się zarówno w sądzie rodzinnym, jak i w prokuraturze. Jednym z problemów proceduralnych pozostawało przez pewien czas ustalenie, czy sprawy powinny być dalej prowadzone w Białymstoku, czy w Legionowie. Według uzyskanych przez nas informacji dopiero w ostatnią środę kwestia adekwatności została uporządkowana.

Ustalenie adekwatnego sądu czy prokuratury jest oczywiście konieczne. W przypadku spraw dotyczących kilkuletniego dziecka rodzi się jednak pytanie, czy do czasu zakończenia takich formalności istnieje możliwość zastosowania środków pozwalających na szybką ocenę jego sytuacji.

Prawo przewiduje możliwość działania w sytuacjach nagłych

Kodeks postępowania cywilnego przewiduje rozwiązanie na wypadek sytuacji nagłych. Art. 569 § 2 pozwala sądowi opiekuńczemu wydać niezbędne zarządzenia także wobec osoby, która nie podlega jego adekwatności miejscowej, o ile sytuacja wymaga pilnego działania. Oznacza to, iż sam spór dotyczący tego, który sąd ostatecznie powinien prowadzić sprawę, nie musi w każdej sytuacji blokować możliwości podjęcia działań służących ochronie dziecka.

Również Kodeks rodzinny i opiekuńczy przewiduje możliwość wydania przez sąd odpowiednich zarządzeń, o ile dobro dziecka jest zagrożone. Nie oznacza to automatycznie odebrania dziecka jednemu z rodziców. Przepisy pozwalają stosować różne środki, dostosowane do konkretnej sytuacji i stopnia zagrożenia.

Właśnie dlatego w tej sprawie interesuje nas przede wszystkim możliwość pilnej, niezależnej oceny aktualnej sytuacji chłopca. Czy dziecko zostało już zobaczone przez kuratora albo innego specjalistę? Czy przeprowadzono rozmowę z nim w warunkach pozwalających ocenić jego samopoczucie? Czy zweryfikowano warunki, w których w tej chwili przebywa? Czy sprawdzono przyczyny jego nieobecności w przedszkolu oraz nagłego zerwania kontaktu z matką i częścią rodziny?

Nie przesądzamy, jakie powinny być wyniki takiej kontroli. Możliwe, iż dziecko ma zapewnioną prawidłową opiekę, a jego stan nie daje powodów do niepokoju. o ile tak jest, niezależna weryfikacja mogłaby to potwierdzić i zakończyć przynajmniej część obaw zgłaszanych przez matkę. jeżeli natomiast ujawniłaby problem, instytucje miałyby możliwość odpowiedniej reakcji.

Czy zagrożenie dobra dziecka pozwala skrócić drogę proceduralną?

W sprawach rodzinnych czas ma inne znaczenie niż w wielu pozostałych postępowaniach. Kilka tygodni w życiu osoby dorosłej może być okresem stosunkowo krótkim. Dla pięciolatka nagłe odcięcie od jednego z rodziców, rodziny, przedszkola i dotychczasowego środowiska może oznaczać bardzo poważną zmianę jego codziennego świata.

Dlatego jako redakcja chcemy ustalić, jakie procedury obowiązują w sytuacji, gdy pojawiają się przesłanki mogące wskazywać na zagrożenie dobra dziecka. Czy sąd rodzinny może w takim przypadku zarządzić pilne sprawdzenie miejsca pobytu i warunków życia małoletniego? Czy możliwe jest szybkie skierowanie kuratora? W jakich okolicznościach można przeprowadzić ocenę psychologiczną lub lekarską dziecka? Czy prokurator, posiadając informacje o potencjalnym zagrożeniu, może wystąpić do sądu rodzinnego o zastosowanie odpowiednich środków zabezpieczających?

Nie wiemy również, jakie czynności zostały już wykonane w tej konkretnej sprawie, ponieważ postępowania rodzinne dotyczące małoletnich z oczywistych względów nie są w pełni jawne. Dlatego nie zakładamy z góry, iż instytucje pozostają bezczynne. Chcemy natomiast wiedzieć, czy sytuacja chłopca została już zweryfikowana przez niezależną osobę oraz jakie możliwości daje prawo, gdy istnieje potrzeba szybkiego działania jeszcze przed ostatecznym zakończeniem postępowań.

Sprawa Julii nie sprowadza się więc dla nas do pytania, któremu z rodziców sąd przyzna rację. To może wymagać czasu, opinii specjalistów, zgromadzenia dokumentów i wysłuchania obu stron. Znacznie pilniejsze jest ustalenie, czy w okresie oczekiwania na te rozstrzygnięcia dziecko ma zapewnione bezpieczeństwo i czy ktoś niezależny rzeczywiście to sprawdził.

Idź do oryginalnego materiału