Grzegorz Grabalski – rozmowa z byłym dyrektorem Kolejarza Opole
Łukasz Baliński: Skąd decyzja o odejściu?
Grzegorz Grabalski: – Ostatni sezon był bardzo trudny. W mocno okrojonym składzie musieliśmy poradzić sobie z prowadzeniem klubu. Byłem ja, menedżer i trener, którzy skupiali się przede wszystkim na sprawach sportowych. Cała pozostała działalność spadła praktycznie na jedną osobę. Tymczasem klub to nie tylko sport. To także dokumentacja, księgowość, sponsorzy, kibice, sprzedaż gadżetów, kooperacja z partnerami, organizacja i zabezpieczenie imprez oraz wiele innych obowiązków. Bez ludzi do biura, marketingu i codziennej obsługi trudno myśleć o rozwoju. Wszystko udawało się doprowadzić do końca, ale kosztowało to bardzo dużo czasu i zdrowia. W moim przypadku to drugie w końcu zawiodło. Dlatego uznałem, iż czas na zmianę.
– A gdzie w tym wszystkim byli ludzie, którzy teoretycznie powinni pomagać?
– Prezes Zygmunt Dziemba dziękował mi za dobrze zorganizowany sezon. Dzięki temu mógł poświęcić więcej czasu innym obowiązkom i nie zajmować się bieżącymi sprawami. Inaczej wygląda sytuacja z Lucjuszem Bilikiem. W mojej ocenie jego obecność ma dziś przede wszystkim charakter symboliczny. Klub potrzebuje natomiast osób, które będą skutecznie pracować na jego rzecz i osiągać konkretne efekty.
– Czyli problemem jest nie tylko brak pieniędzy, ale również brak ludzi gotowych wziąć odpowiedzialność za funkcjonowanie Kolejarza?
– Dokładnie tak. Klub nie może opierać się wyłącznie na poświęceniu kilku osób, które nie mają odpowiedniego zaplecza. Potrzebni są nowi ludzie, którzy będą pracować dla dobra klubu, a nie dla własnej promocji. W takim miejscu powinna być osoba odpowiedzialna za sprawy biurowe, ktoś od marketingu, być może zewnętrzna agencja, a także ludzie wspierający codzienną organizację. Nie możemy bez końca łatać kadrowych braków. Bez zabezpieczenia konkretnych etatów Kolejarz nie zrobi kolejnego kroku, bo osiągnął już granice swoich możliwości.
– Pracował pan społecznie?
– Na początku działalność w klubie sprawiała mi ogromną satysfakcję. Kiedy zajmowałem się wyłącznie marketingiem, wystarczały dwie, trzy, najwyżej cztery godziny dziennie. Z czasem obowiązków przybywało. Pracy było osiem godzin dziennie, a organizacja meczu oznaczała praktycznie trzy pełne dni zaangażowania. Nie chodzi o wysokie wynagrodzenia, ale o pewne granice. Nie da się bez końca dokładać kolejnych obowiązków i oczekiwać, iż wszystko będzie funkcjonowało bez zarzutu. jeżeli przez cały tydzień nie ma adekwatnie życia poza klubem, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W pewnym momencie przyjemności było już znacznie mniej.
– Co udało się zrobić, a czego nie przez pięć lat pracy w klubie?
– Udało się pozyskać nowy traktor, którego Kolejarz od dawna potrzebował. Poprawiliśmy również część infrastruktury stadionu. Wyremontowano drugie schody wejściowe, pojawiły się ogrodzenia zabezpieczające miejsca dla kibiców. Dzięki współpracy z Polarisem klub otrzymał quada, który jest wykorzystywany na stadionie i znacząco ułatwia pracę. Wprowadziliśmy sprzedaż biletów przez internet, zamontowaliśmy bramki wejściowe i przygotowywaliśmy atrakcyjne programy meczowe. Nie udało się natomiast rozwinąć w pełni niektórych projektów, choćby „Klubu 100”. Głównym problemem był brak czasu i ludzi, którym można byłoby przekazać część obowiązków. Mam jednak nadzieję, iż klub będzie te inicjatywy kontynuował.
– A co ze stadionem? Rzeczywiście coś dzieje się w tej sprawie?
– Tuż przed złożeniem rezygnacji rozmawiałem z przedstawicielem firmy Remtrak, która odpowiada za proces wymiany działek. Z uzyskanych informacji wynikało, iż dokumentacja została poprawiona i we wrześniu trafiła do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Na listopad planowano decyzję dotyczącą wyłączenia działek z terenów zagrożonych. Miasto przeprowadziło szereg spotkań, uzgodniono wartości gruntów i przygotowano operaty szacunkowe. Z tego, co wiem, kwestie finansowe zostały uzgodnione, a po obu stronach istnieje wola przeprowadzenia zamiany. Nie powiedziałbym więc, iż nic się nie dzieje. przez cały czas trzeba jednak poczekać na kolejne decyzje formalne.
– Niektórzy sugerują, iż miastu byłoby na rękę, gdyby Kolejarz przestał istnieć. Nie trzeba byłoby wtedy szukać ogromnych pieniędzy na stadion…
– Przy okazji rozmów dotyczących budowy pomnika Jerzego Szczakiela odbyło się spotkanie z wiceprezydentem miasta i naczelnikiem wydziału sportu. Dyskutowaliśmy między innymi o tym, czy lepiej zakończyć działalność żużlową, czy szukać sposobu na dalsze funkcjonowanie klubu i budowę stadionu. Były to jednak luźne rozważania, a nie konkretne ustalenia. Usłyszałem wtedy, iż miasto nie chce pozbywać się klubu. Rozmowa dotyczyła raczej tego, jakie środki są potrzebne do jego prawidłowego funkcjonowania i jak rozwiązać kwestie stadionowe. Nie odniosłem wrażenia, iż ktoś chce doprowadzić Kolejarza do upadku.
– Ile pieniędzy potrzebuje Kolejarz, żeby nie tylko przetrwać, ale również walczyć o awans?
– Klub otrzymywał z miasta 800 tys. zł dotacji. W tym roku doszło do tego 300 tys. zł z samorządu województwa. Łącznie daje to około 1,1 mln zł. Problem w tym, iż te pieniądze nie pokrywają wszystkich potrzeb. Znaczną część budżetu pochłania pierwsza drużyna, a przecież są jeszcze pozostałe koszty sportowe i organizacyjne. jeżeli chcielibyśmy realnie myśleć o awansie z KLŻ, potrzebny byłby budżet na poziomie 2,5-3 mln zł. Nie chodzi wyłącznie o zawodników. Trzeba opłacić paliwo, oświetlenie, zabezpieczenie imprez, bieżące funkcjonowanie klubu i etaty dla ludzi niezbędnych do jego prowadzenia. Nie możemy w nieskończoność opierać się na pracy społecznej i przeznaczać każdej dodatkowej złotówki na łatanie kolejnych braków.
– Pojawia się problem sponsorów. Coraz trudniej pozyskać nowych…
– Część mniejszych sponsorów przeniosła swoją aktywność choćby do Odry Opole. Za podobne pieniądze mogą tam liczyć na większą ekspozycję i znacznie lepsze warunki do spotkań biznesowych. Nowy stadion oraz jego otoczenie stwarzają przedsiębiorcom zupełnie inne możliwości. Można tam spokojnie rozmawiać, budować relacje i prowadzić spotkania. U nas wszyscy korzystają z jednego, niewielkiego pomieszczenia, które nie zapewnia odpowiedniego komfortu. Stadion nie służy wyłącznie do rozgrywania zawodów. To również miejsce budowania relacji ze sponsorami. W tym sezonie nie udało się pozyskać nowych partnerów gotowych wnieść do klubu znaczące środki. Część dotychczasowych zwiększyła zaangażowanie, ale to za mało, by zlikwidować lukę finansową.
– W ostatnich sezonach kibiców na stadionie było coraz mniej. Stagnacja sportowa miała na to wpływ?
– Nie sądzę, by wynikało to wyłącznie z poziomu sportowego. Przegraliśmy kilka spotkań po bardzo wyrównanej walce, rozstrzyganych w ostatnich biegach. Trudno więc powiedzieć, iż brakowało emocji czy zaangażowania. Moim zdaniem problem wynika przede wszystkim z połączenia ograniczeń finansowych i infrastrukturalnych.
– W tym sezonie pojawił się trener, który miał pomóc nie tylko pierwszej drużynie, ale również młodzieży. To był dobry kierunek?
– Zdecydowanie. Trener przez cały sezon pracował z zespołem, angażując się zarówno w działalność pierwszej drużyny, jak i szkolenie młodzieży. To bardzo istotny impuls dla całego klubu. Chciałbym też podkreślić, iż Robert Ruszkiewicz po raz pierwszy pełnił rolę pierwszego trenera. Do dyspozycji miał jedynie trzech punktujących seniorów, ograniczony budżet, a mimo to doprowadził zespół do czwartego miejsca i awansu do play-offów. To duży sukces. Wiem, iż interesują się nim inne kluby. Szkoda byłoby go stracić, bo w tym sezonie poświęcił Kolejarzowi bardzo wiele.
– Młodzież od lat pozostaje piętą achillesową Kolejarza. Da się jeszcze coś z tym zrobić?
– To efekt wieloletnich zaniedbań. Nie jest to problem, który pojawił się rok czy dwa lata temu. Mieliśmy grupę młodzieży, ale część zawodników z różnych powodów zrezygnowała lub niebawem zrezygnuje z kariery jak Oskar Stępień, który zakończył wiek juniora i z tego co mi mówił nie będzie już kontynuował jazdy na torze. A szkoda bo na jego następcę trzeba będzie trochę poczekać. Inni po prostu nie byli wystarczająco sumienni i klub musiał się z nimi rozstać. Na początku sezonu przeprowadziliśmy nabór do szkółki. Zgłosiło się osiem czy dziewięć osób, wypełniono dokumenty i odbyło się spotkanie organizacyjne. Gdy jednak nadszedł czas pierwszego treningu, pojawiła się tylko jedna osoba.
– Wychowanie żużlowca kosztuje.
– I to niemało. To nie jest szkółka piłkarska, do której dziecko może po prostu przyjść i zacząć treningi. Rozmawialiśmy o składce rzędu 150 zł miesięcznie. Klub może zapewnić wiedzę, trenera, miejsce do treningów i początkowo także sprzęt. Nie jest jednak w stanie finansować wszystkiego. Szacuję, iż przygotowanie zawodnika do momentu debiutu w wieku 17-18 lat kosztuje od 80 do choćby 100 tys. zł, a czasem więcej.
– Problemem pozostaje również brak odpowiedniej infrastruktury szkoleniowej.
– Tak. Młodzi zawodnicy potrzebują minitorów, na których mogą rywalizować z rówieśnikami i zdobywać doświadczenie. Powinni zaczynać właśnie na takich obiektach, a dopiero później przechodzić na duży tor. W Opolu taki obiekt byłby bardzo potrzebny. Najbliższe minitory znajdują się między innymi w Rybniku i Częstochowie, więc dojazdy są kłopotliwe. Trzeba jednak zachować adekwatną kolejność. Najpierw potrzebni są ludzie chętni do treningów i prowadzenia szkolenia, a dopiero później można rozwijać infrastrukturę. Sam minitor niczego nie rozwiąże, jeżeli nie będzie miał kto z niego korzystać.
– Pojawił się też ktoś ze swoimi juniorami.
– Nie zgadzam się z opinią, iż klub nie chciał dać im szansy. W ubiegłym roku umożliwiliśmy Mateuszowi Dulowi powrót do treningów w Opolu. Odbyło się spotkanie z udziałem moim i trenera Roberta Ruszkiewicza. Uczestniczyli w nim również jego juniorzy, którzy chcieli poznać warunki funkcjonowania w klubie. Przedstawiliśmy im jasno, co możemy zaoferować. Później okazało się jednak, iż Mateusz oczekiwał za tych zawodników 30 tys. zł, informując jednocześnie, iż Łódź proponowała więcej. Nie dysponowaliśmy pieniędzmi na taki transfer. Nie było więc mowy o braku chęci do rozmów. Rozmowy się odbyły, ale nie byliśmy w stanie spełnić oczekiwań finansowych drugiej strony.
– Jak wygląda w tej chwili sytuacja finansowa Kolejarza? Klub otrzyma licencję na kolejny sezon?
– Nie mam już pełnej wiedzy na ten temat. Po rezygnacji nie utrzymuję kontaktu z zarządem. Nikt nie znalazł choćby chwili, by porozmawiać ze mną po pięciu latach pracy, a to zwyczajnie boli. Z tego, co wiem, prezes prowadzi rozmowy z potencjalnym sponsorem. Pojawił się również pomysł utworzenia spółki i mam nadzieję, iż zostanie on niedługo sfinalizowany. Nie chcę jednak przesądzać, jak to się zakończy. Liczę, iż klub niedługo przekaże więcej informacji. Czy to wystarczy do uzyskania licencji? Myślę, iż tak.
– A jakie są w tej chwili długi klubu?
– Nie chciałbym podawać konkretnych kwot, ponieważ nie mam już aktualnych informacji. To nie są małe pieniądze, ale nie oznacza to jeszcze sytuacji bez wyjścia. o ile rzeczywiście uda się pozyskać zapowiadane finansowanie i uporządkować zaległości, klub może stanąć na nogi. Ważne jednak, by nie skończyło się na jednorazowym zastrzyku gotówki. Konieczne jest również zapewnienie funduszy na bieżące funkcjonowanie. jeżeli pieniądze będą przeznaczane wyłącznie na spłatę zobowiązań, kilka to zmieni.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie

1 godzina temu














