Wody Polskie ogłosiły przetarg na badania zbiornika Klimkowskiego, które mają wykazać, czy jest możliwość zmniejszenia ilości wody zrzucanej z tamy. To miałoby zapobiec jego wysychaniu, a tym samym zabezpieczeniu mieszkańców w wodę. Może też uratować lokalną turystykę.
Problem od kilku sezonów dostrzegają mieszkańcy okolic popularnej Klimkówki, którzy uważają, iż woda ze zbiornika za gwałtownie jest spuszczana do Ropy po drugiej strony tamy.
– Jadą z wodą, robią co chcą. Jest bałagan. Nie dbają o to. Jezioro zarosło. Teraz trawa ma po metr wysokości pod wodą. Nie ma gdzie ryb łowić. Wędkarze narzekają.
– Walory turystyczne jakie są to widać. Nie będzie to przyciągało, a raczej będzie odstraszało, a powinno przyciągać.
– Ludzie kupili działki i pobudowali się, żeby jakieś zyski były. Pieniądze wsadzili, a ludzi nie ma.
Lokalni samorządowcy oraz mieszkańcy od dłuższego czasu apelowali o zajęcie się tą sprawą, bo mało wody w zalewie to zagrożenie dla miejscowych, ale też kwestia możliwego załamania się życia w Klimkówce, czy ucieczki turystów gdzie indziej.
W końcu spotkania z przedstawicielami wojewody oraz Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie przyniosły efekt. Właśnie poszukiwany jest wykonawca, który opracuje dokument mówiący o tym, czy jest możliwość zmniejszenia zrzutów wody na tamie i jaki to będzie miało wpływ na przyrodę i bezpieczeństwo ludzi.
Będzie to między innymi analiza hydrauliczno-hydrologiczna dla różnych modeli przepływów, analiza przyczyn powstawania zawiesiny w okolicy zapory, czy bilans wodny dla różnych wariantów i kwestia możliwej zmiany mocy elektrowni wodnej na zaporze. Co jeszcze?
– Dokumentacja powinna przedstawiać również zmiany głębokości zbiornika i powierzchni zalewu, a także uwzględniać zmiany klimatyczne, to jest wzrost temperatur powietrza oraz wydłużający się czas trwania suszy hydrologicznej w perspektywie najbliższych 20 lat.
– mówiła Katarzyna Tokarz z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Rzeszowie.
Badana będzie też kwestia zachowania środowiska biologicznego rzeki i migracji ryb podczas zmiany przepływu.
Prace zostaną przeprowadzone dzięki zaangażowaniu strony społecznej, czyli samorządów. Wójt gminy Ropa Karol Górski pozytywnie ocenia decyzję o ich rozpoczęciu.
– Ten ruch jest pozytywnym, a efekty będą pewnie w przyszłym roku, bo to jest dużo pracy. Trzeba policzyć zlewnię, trzeba policzyć przepływy i odpowiedzieć sobie na pytanie, „co tutaj jest priorytetem’? Czy bezpieczeństw, czy przepływ w rzece, produkcja prądy, czy turystyka? Wszystkiego pogodzić się nie da.
Na te kwestie też będą naciskać Wody Polskie. Bo analiza da też odpowiedzi na to, co dla gmin chyba najbardziej istotne.
– Pozwoli też zweryfikować wpływ planowanych rozwiązań na kwestię bezpieczeństwa powodziowego oraz zabezpieczenie dostaw wody pitnej dla ujęć zlokalizowanych w Ropicy Polskiej. Przeanalizowana zostanie także kwestia rekreacji powyżej zbiornika, związana ze stabilizacją poziomu wody.
– dodaje Katarzyna Tokarz z RZGW.
Wyniki przeprowadzonych analiz prawdopodobnie będą szerzej znane w przyszłym roku. Czas pokaże, czy to pomoże utrzymywać wyższy stan wody w zbiorniku, a tym samym rozwój tych terenów i ich zabezpieczenie hydrologiczne.

3 godzin temu












