Płaskoziemcy są wśród nas! Co prawda nie wiem czy pośród czytelników Myśli, ale kto wie? Dla tych, którzy nie orientują się o co chodzi, bardzo krótki wykład tej teorii. Otóż są to wyznawcy stanowiska, iż ziemia nie jest znanym nam globem, ale w istocie czymś na kształt dysku. A wszystkie powszechnie akceptowane teorie są najzwyklejszą mistyfikacją.
Spiskiem mającym ukryć prawdę o oczywistej płaskości globu. Co się okazuje, na podstawie internetowych wpisów, płaskoziemców wcale nie jest aż tak mało. Żyją ukryci w stadnym tłumie, prowadzonym na niewidocznej smyczy przez (glob)alistów. Ale i ci głosiciele tak ekskluzywnej teorii różnicują się wewnętrznie, np. ich skrajni przedstawiciele utrzymują, iż Australia nie istnieje. A te wszystkie lotnicze połączenia, podróże, eskapady, to tylko znakomicie zorganizowana mistyfikacja. Chyba wystarczy? Owszem, tak: chodzi mi jednak o to, czy skoro płaskoziemców można odszukać w gronie badaczy ziemi i szerzej choćby wszechświata, to czy nie ma ich między tymi, którzy w jakiś sposób zajmują się pejzażem polityki? Badają ją, ustalają jej prawa, prognozują, czy choćby w niej są zanurzeni, aż po same uszy?
Najpierw wymieńmy po nazwisku tych, którzy głosząc różne politologiczne osobliwości zrobili w swoim czasie wielkie kariery i to na historyczną choćby skalę. To są przede wszystkim ci, uważający iż świat da się wytłumaczyć jakimś uniwersalnym – wymyślonym przez nich – kluczem, a adekwatnie wytrychem. Obłąkani czarodzieje! Najpierw marksizm. Ten wróg doktryn, sam przez wyznawców osobliwych teorii zwany czwartą religią żydowską, rościł sobie prawa do prawdy. Wszystko wyjaśniał i łudził i łudził….. Następnym w kolejce stoi narodowy socjalizm z zasadami nieznoszącymi sprzeciwu. W swoich założeniach też wielce uczony i omnipotentny. Kolejna sprawa – religie. Na ogół dobrze usystematyzowane i logicznie wyłożone. Ale w naszej dobie źle pisać o różnych rytach, to rzekłbym żadna sztuka. Każdy potrafi, co powyżej widać. Przejdźmy więc do współczesności. A w niej widzimy powszechnie królującą jednostajność. Kiedyś wzburzone morza idee uspokojone niczym lodowa tafla. Wręcz zastygłe. To co kipiało i pieniło się – zamarło. Wiatry różnych idei, bałwany ludzkich myśli już nie napierają i nie zagrażają naszym upadkiem w odmęty historii. I to wszystko za sprawą zwycięskiej liberalnej demokracji i wolnego rynku. Tych anglosaskich eksportowych produktów.
Czyżby zatem to rzeczywiście już koniec historii? Bynajmniej! Obserwując świat przyrody wiemy, iż zawsze po wielkich nawałnicach, dla odpoczynku, przychodzi uspokojenie. Zdawałoby się, iż martwa cisza, ale to tylko złudzenie. Gdzieś bowiem daleko za horyzontem zbierają się kolejne tumany, czasem choćby gradowe. Choćby geopolityczne: anglosaska supremacja jest wciąż w tej chwili podmywana i w wielu miejscach dość skutecznie kwestionowana. Nowa odsłona to tylko kwestia czasu. Może choćby bliskiego? Cierpliwości! Wołam do rozgorączkowanych. Płaskoziemcy byli, są i będą.
Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)
















