Do końca zbliża się sezon Betclic 1. Ligi i już znamy pierwsze rozstrzygnięcia. Awans do ekstraklasy zapewniła sobie Wisła Kraków, a jako pierwsi spadku pewni są piłkarze GKS-u Tychy. W meczu 32. kolejki Tyszanie na własnym stadionie, w koszmarnym stylu, przegrali z Ruchem Chorzów 0:4 (0:3). Wściekli kibice GKS-u uznali, iż zawodnicy nie są godni nosić koszulek klubowych. Po meczu wezwali ich pod trybuny i kazali je oddać. Piłkarze GKS-u koszulki ściągnęli i oddali.
Piłkarze GKS-u do meczu przystępowali już jako pogodzeni ze spadkiem do Betclic 2. Ligi. Piątkowy remis Stali Mielec z Puszczą Niepołomice pozbawił Trójkolorowych choćby matematycznych szans na utrzymanie. Patrząc jednak na cały sezon w wykonaniu piłkarzy tyskiego klubu, byłoby sporą sensacją, gdyby tak się stało.
Ze względu na powyższe rozstrzygnięcia siłą rzeczy temperatura spotkania – mimo derbów – troszkę spadła. Przynajmniej dla tyskich kibiców, bo z kolei Ruch wciąż jest w walce o udział w barażach do PKO Ekstraklasy. I tym spotkaniem potwierdzili, iż to realny cel.
Trener piłkarzy GKS-u Rene Poms wystawił do meczu jedenastkę zbliżoną do wszystkich, w których prowadził zespół. Było jednak parę zmian, a choćby niespodzianek. Największą była bowiem obecność Marcina Szpakowskiego na pozycji półprawego, środkowego obrońcy – i to mimo obecności na ławce Olivera Stefanssona, Krzysztofa Machowskiego, Jakuba Tecława czy Kasjana Lipkowskiego na trybunach.
Te zagrywki taktyczne jednak nie utrudniły zadania Ruchowi Chorzów, który od samego początku ułożył sobie mecz pod swoje dyktando. W 7. minucie padł pierwszy gol dla Niebieskich – Patryk Szwedzik dograł z lewej strony do Daniela Szczepana, a napastnik Ruchu bez problemy wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Siedem minut później w podobny sposób, tylko po drugiej stronie boiska Jakub Jendryka znalazł podaniem Szwedzika, a ten podwyższył prowadzenie. Zagubiony GKS próbował w tym meczu się odnaleźć, ale byli w zasadzie bezradni. Kilka chwil później słupek uratował tyszan przed trzecim golem, a bliski szczęścia był 19-letni Jendryka.
Tyski zespół z biegiem czasu dłużej przebywał na połowie przeciwnika, ale tym samym zostawiał z tyłu bardzo wiele miejsca. To próbowali wykorzystać podopieczni trenera Waldemara Fornalika, którzy długimi i szybkimi podaniami uruchamiali kontrataki. Godna uwagi była tylko jedna akcja gospodarzy – Tymoteusz Ryguła zdobył trochę przestrzeni w polu karnym i wyłożył piłkę Damianowi Kądziorowi, ale tego „na sygnale” uprzedził interweniujący Dominik Preisler.
Tuż przed przerwą gola numer trzy zdobył pięknym trafieniem zza pola karnego Szwedzik, czym chyba wybił z głowy nadzieje największym tyskim optymistom z głowy na korzystny wynik w tym meczu.
Druga połowa nie przyniosła wielkiej zmiany obrazu gry. Ruch kontrolował grę i powinien jeszcze podwyższyć prowadzenie, bo kapitalną okazję „sam na sam” zmarnował choćby Szwedzik. Apatyczny GKS też, mimo wszystko, miał swoją świetną szansę bramkową – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bliski powodzenia był najpierw Piotr Krawczyk, a zaraz potem Ryguła. Finalnie gol numer cztery padł w 76. minucie. Na listę strzelców wpisał się Jakub Jendryka, wykorzystując bierną postawę Tyszan w defensywie.
Po tym trafieniu spora część kibiców zaczęła kierować się do opuszczenia stadionu. Tak samo, jak do opuszczenia Betclic 1 Ligi kierował się od dłuższego czasu GKS Tychy. I choć sportowo tyski zespół spadł już przed spotkaniem z Ruchem, to gdzieś może pojawić się jeszcze nadzieja na pozostanie w szeregach zaplecza ekstraklasy. Wszystko z powodu niepewnej sytuacji Wieczystej Kraków i plotek na temat wycofania drużyny z rozgrywek szczebla centralnego. jeżeli do tego by doszło, także i 16. miejsce mogłoby wystarczyć do utrzymania. Ale by do 16. miejsca doszlusować, należy prezentować diametralnie inny poziom sportowy, a mecz z Ruchem utwierdził w przekonaniu, iż GKS na to nie zasługuje.
Tyscy kibice są zmartwieni relegacją do drugiej ligi i z pewnością jest w ich głowach mnóstwo goryczy. Odsiewając jednak emocje i z boku śledząc cały sezon pierwszoligowców, GKS Tychy spadł w stu procentach zasłużenie, nie dając ani jednego sportowego argumentu, by móc za tą drużyną tęsknić na tym poziomie. Może w przyszłym sezonie stworzy się inny zespół, na który będzie patrzyło się przyjemniej, a gra będzie skuteczniejsza.
Po meczu w mediach społecznościowych KP GKS Tychy SA pojawiło się oświadczenie członka zarządu klubu Maximiliana Kothnego:
„Tyszanie. To bardzo ciężki i bolesny dzień dla całej naszej społeczności. Nie będę szukał
żadnych wymówek, bo pełna odpowiedzialność spoczywa na mnie. Ten sezon nie
spełnił standardów, które GKS Tychy musi reprezentować. Wiem, jak bardzo to Was
boli…, bo boli również mnie.
Jestem w pełni świadomy tego, ile znaczy dla Was ten klub. Widzę Wasze wsparcie
i zaangażowanie co tydzień, u siebie i na wyjeździe, niezależnie od słabych wyników
w tym sezonie. Ta lojalność i oddanie zasługuje na więcej niż to, co zrobiliśmy.
To trudny moment dla nas wszystkich. Dla Was. Dla drużyny. Dla mnie. Zwłaszcza
że w poprzednim sezonie wspólnie przeżywaliśmy tyle pięknych chwil. Tym bardziej
boli to, gdzie jesteśmy dzisiaj.
Teraz trzeba jednak pokazać charakter. Nie uciekamy od odpowiedzialności
i nie chowamy głów w piasek. Cel jest jasny! Musimy zareagować – i to
zdecydowanie. Podejmę trudne, ale konieczne decyzje. Spojrzymy prawdzie
w oczy, bez kompromisów, bez półśrodków.
GKS Tychy nie może i nie zaakceptuje tego jako nowej normalności. Celem jest
zbudowanie drużyny, która odzwierciedli tożsamość naszego ukochanego klubu.
Głęboko wierzę, iż w tych trudnych chwilach będziecie z nami i wspólnie razem
pójdziemy naprzód”.
Kamil Hajduk
10 maja 2026, Stadion Miejski w Tychach
GKS Tychy – Ruch Chorzów 4:0 (3:0)
Bramki: 7’ Szczepan, 13’ 45’ Szwedzik, 76’ Jendryka.
GKS: Mądrzyk – Kubik (46’ Krawczyk), Szpakowski, Łasicki, Da Silva – Keiblinger, Barański, Jankowski, Łysiak (46’ Wełniak) – Ryguła, Kądzior.
Ruch: Bielecki – Leśniak-Paduch, Watson, Komor, Preisler (78’ Karasiński) – Ventura, Szymański (78’ Rosół) – Jendryka (89’ Mezghrani), Nagamatsu (85’ Ceglarz), Szwedzik – Szczepan (85’ Kolar).
Żółte kartki: Barański – Szczepan, Komor.

1 godzina temu














