Tu zaczyna się od gliny

3 dni temu

Może i od kawałka gliny, pomysłu i kilku godzin spędzonych przy stole powstają rzeczy, które zostają na dłużej. To właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa inwencja twórcza, unikatowe formy, bez pośpiechu, bez dwóch identycznych egzemplarzy, z miejscem na własny pomysł. O tym opowiada „Anuszka” Anna Koneczny, od niedawna mieszkanka Słupcy.

Jest twórcza, oryginalna, inspirująca. Swoją energią przyciąga i pomysły, ale też ludzi. Miejsce przesiąknięte niezwykłą energią i wrażliwością. Ceramika to jej druga miłość, pierwszą była pedagogika i choć uczucia do niej przez cały czas się tlą, to jednak pozostała przy tej drugiej miłości, być może już na zawsze.

10 sierpnia minął dokładnie rok, kiedy to Ania ze swoją rodziną zamieszkała w Słupcy. Prawie 5 dekad mieszkała w Nowym Sączu. Ariel tutaj miał rodzinę i wielokrotnie spędzali wakacje właśnie w Słupcy. Wcześniej, przez ponad 20 lat pracowała w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym. I tam właśnie wzięła się jej pasja do ceramiki – gliny, jako materii terapeutycznej integracji sensorycznej. W tymże ośrodku wprowadziła zajęcia z sensoplastyki. – Jestem typem plastyka. Zawsze byłam, lubiłam i pasjonowałam się rękodzielnictwem, tym, co powstaje w naszych rękach od podstaw – mówi.

Anuszkę zawsze pociągała sztuka tworzenia. Czegoś pozornie ulotnego w coś trwałego, funkcjonalnego, pięknego. Jako „twórczyni – artystka” (choć tego słowa nie lubi) mogła spełniać się tworząc funkcjonalne małe przedmioty, a jako ceramiczka skupia się na odnajdywaniu idealnych form, które je uzupełniają. Zanurzenie rąk w glinie powoduje, iż odpoczywa, odsuwa wszystkie troski na bok, przenosi się do innego świata.

– W ceramice najważniejsza jest myśl i wyobraźnia. Kiedy w głowie pojawia się właśnie ta myśl… „tego w domu mi brakuje”, zaczynam po prostu lepić… Czy to jest talerz, kubek, miseczka, filiżanka, czy choćby stojak na szczoteczki jestem pewna, iż czegoś drugiego nie ma na świecie, co w ceramice jest cudowne, iż nie ma powtarzalności, tego, iż jeżeli tworzyć choćby kilka bardzo podobnych przedmiotów rękoma, nigdy nie będą identyczne, zawsze jakiś milimetrowy detal będzie je różnić. Jak tworzę? Sama nie wiem, w głowie pojawia się pomysł, czasem gdzieś coś zobaczę i też wzoruję się na tym. Moja pracownia to miejsce, w którym przestaję myśleć o mijającym czasie. A kiedy dawno temu po raz pierwszy dotknęłam gliny, towarzyszyło mi niesamowite uczucie. Wiedziałam, iż to właśnie będzie moją inspiracją życiową – nadmienia.

Mówi, iż w tym momencie ceramika jest jej pasją. To profesja tak wyciszająca, iż jest czasem lepsza niż terapia. – To jest coś, co potrafi wyłączyć mnie na kilka godzin z szarej codzienności – i to jest w tym niebywałe – dodaje.

Wielu z jej przyjaciół Anię porównuje do czarodziejki. Jej pozytywizm nakręca innych, pomysły inspirują, a ceramika wciąga. Bo ludzie myślą, iż naczynia ceramiczne to krótkotrwały proces. A jest zupełnie inaczej. Najpierw tworzy się glinę, z niej następnie określone naczynie. Gotową pracę trzeba wysuszyć, a następnie wypalić w piecu około 10 godzin. Temperatura wówczas oscyluje w granicach 900-1300 stopni Celcjusza. Następnie na zimne naczynie nakładamy szkliwo w płynnej formie i znów praca wędruje do pieca na długie godziny. – I to czekanie przed piecem, kiedy już gotowy przedmiot „schnie” jest najbardziej emocjonujący zawsze. Cieszę się tym i cieszę się wtedy jak dziecko. Twórców ceramiki bez wątpienia cechuje duża wyobraźnia, a mnie dodatkowo piękność dnia codziennego i każdy z nich trzeba celebrować. Czy postrzegam siebie jako artystę? Myślę, iż nie – po prostu tworzę coś, co później możemy użyć. Nie mam rzeczy, które boje się wykonać, każdy pomysł wcielam po prostu w życie, a to jest mój sposób na relaks, bo tylko przy tym mogę usiąść – mówi z uśmiechem.

Ania w swoich pracach lubi kolor, ale nie przesadny i niekrzykliwy. Turkusy, zielenie – tutaj wygrywają, choć, jak twierdzi zafascynowana jest również kolorem żółtego roztrzepanego jajeczka, które dopełnia wiele jej prac. Domowa pracownia tętni cudowną energią, z ogromną satysfakcją tworzy ceramikę. Prowadzi również warsztaty ceramiczne dla małych i dużych jeszcze nieodkrytych artystów. Jak twierdzi – tak niesamowita praca otwiera głowę, uruchamia procesy twórcze, nakreśla kolejne pomysły i marzenia. Z ulicy widać jej twórczość, bo oprócz domowych przedmiotów codziennego użytku wykonała ceramiczną numerację na dom, mały szyld firmy jej męża, a ostatnio choćby puchar Najstarszego Ursusa na VI Dni Izdebna.

Idź do oryginalnego materiału