Ile jeszcze dziur musi pojawić się na drodze wojewódzkiej, żeby ktoś wreszcie zareagował? Krajobraz księżycowy to efekt zaniedbań, które trudno tłumaczyć samą realizacją inwestycji.
Budowa i przebudowa przepraw przez Bóbr w Lwówku Śląskim miała poprawić bezpieczeństwo i komfort przejazdu jedną z ważniejszych tras w regionie. Inwestycja obejmująca dwa mosty jest dużym przedsięwzięciem, dlatego kierowcy od miesięcy muszą liczyć się z nową organizacją ruchu, ograniczeniami prędkości i czasowymi utrudnieniami. Takie niedogodności można zrozumieć. Problem zaczyna się wtedy, gdy przejazd to istny krajobraz księżycowy.
W połowie czerwca 2026 roku, w Lwówku Śląskim, dobiegły końca prace przy jednej z najważniejszych inwestycji drogowych ostatnich lat. Nowy most w ciągu drogi wojewódzkiej 364, został oddany do użytku. Otwarcie przypieczętowały dwie konferencje prasowe, podczas których samorządowcy informowali o oddaniu inwestycji.
Aczkolwiek była to dopiero pierwsza połowa sukcesu, bo cała zadanie obejmowało dwa mosty – budowę nowej przeprawy nad rzeką Bóbr w ciągu drogi wojewódzkiej 364 oraz modernizację zabytkowego mostu, po których przez stulecia odbywał się transport. Harmonogram prac przewidywał wybudowanie nowego mostu, a po jego oddaniu do użytku przejście ekipy remontowej na zabytkową konstrukcję. Tak też się stało. Nowy most w Lwówku Śląskim gotowy był już wiosną tego roku. Przez kilka tygodni czekał na odbiory. Gdy tych dokonano, kierowcy przejechali po nowej nawierzchni.
I właśnie wtedy pojawił się problem, którego trudno nie zauważyć, bo jak most został wykonany i wygląda okazale, tak zabrakło zjazdów.
Nowa przeprawa po obu stronach kończy się zniszczoną nawierzchnią, częściowo asfaltową, częściowo szutrową. Te fragmenty drogi wojewódzkiej mają zostać wykonane dopiero po spięciu całej inwestycji, czyli możliwości połączenia ciągów nowego i starego mostu. Na ten czas drogowcy ustawili sygnalizację świetlną i ograniczenia prędkości.
Sam fakt prowadzenia robót nie jest problemem. Problemem jest stan tymczasowej nawierzchni. Wykonane w weekend zdjęcia na drodze wojewódzkiej nr 364 mówią wszystko. Zamiast bezpiecznej nawierzchni widać rozjeżdżone kruszywo, nierówności, liczne ubytki i kałuże wypełniające zagłębienia.
Po opadach sytuacja staje się jeszcze gorsza. Woda zasłania rzeczywistą głębokość dziur, przez co kierowca nie zawsze jest w stanie ocenić, co znajduje się pod kołami. Przejazd takim odcinkiem wymaga więc nie tylko ograniczenia prędkości, ale także ciągłego omijania kolejnych wyrw. W efekcie fragment wojewódzkiej trasy przypomina tor przeszkód.
Kierowcy zwykle nie oczekują cudów. Wiadomo, iż podczas dużych inwestycji pojawiają się zwężenia, objazdy, sygnalizacja wahadłowa czy ograniczenia prędkości. To cena, którą trzeba zapłacić za przebudowę infrastruktury. Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy utrudnieniem wynikającym z technologii prowadzenia robót a dopuszczeniem do tego, by tymczasowa nawierzchnia się rozpadała.
Nikt z kierowców nie ma wątpliwości, iż tak inwestor, jak i wykonawca powinni codziennie kontrolować stan nawierzchni i sukcesywnie uzupełniać powstające się ubytki. Nie wymaga to ani olbrzymiego nakładu pracy, ani nie pociąga wielkich kosztów. Tym bardziej trudno zrozumieć, skąd te zaniedbania i skąd ta ignorancja wobec kierowców?


1 dzień temu

![Olsztyn rozbuduje zajezdnię przy al. Sikorskiego. Inwestycja za ponad 35 mln zł [ZDJĘCIA]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/47/47826/1b08ee12f58c4d105bd4ab40b83857e0.jpg)











