Seks i związki

Ua (pl | en ) Триває реєстрація на безкоштовні юридичні консультації у Нижньосілезькому центрі польської куль…
„Gdzie się młodzi mężczyźni? Na garnuszku u mamusi”. O współczesnych gniazdownikach rozmawiamy z Wojciechem Eichelbergerem
Ekoseksualność do 22.03.2026 Kraków
Tych 2 rzeczy nigdy nie rób, gdy ktoś ci się zwierza. Ranią głęboko, chociaż wiele osób uważa je za normalne
Jak dać facetowi do zrozumienia, iż mnie traci? Oto 4 kroki, dzięki którym odzyskasz poczucie kontroli w relacji
W dniu św. Agnieszki w Watykanie pobłogosławiono baranki
Poradnia Uroginekologii w szpitalu przy Prostej
Czy ksiądz da rozgrzeszenie za współżycie bez ślubu? Oto, co mówi Kościół
RÓŻNI LUDZIE Żona Igora trafiła mu się dziwna. Bardzo piękna, naturalna blondynka o czarnych oczach, zgrabna, z dużym biustem, długonoga. W łóżku – ogień. Na początku była namiętność i nie było czasu w zastanawianie się. Później ciąża. No więc wzięli ślub, jak trzeba. Urodził się syn – też jasnowłosy, czarnooki. Było, jak u wszystkich – pieluchy, pierwsze kroki, pierwsze słowa. I Jana zachowywała się normalnie, czuła nad dzieckiem, taka zwyczajna młoda mama. Potem zaczęło się, gdy syn dorósł do wieku nastoletniego. Jana nagle zainteresowała się fotografią. Ciągle coś robiła zdjęcia, zapisała się na jakieś kursy. Wiecznie z tym swoim aparatem. – No czego ci brakuje? – pytał Igor. – Pracujesz jako prawniczka, to pracuj. – Prawnikiem – poprawiała Jana. – No prawnikiem. Rodzinie więcej uwagi poświęcaj, a nie włóczysz się nie wiadomo gdzie. Sam nie rozumiał, co go irytuje. Przecież domem nie zaniedbywała. I obiad zrobiony, i czysto, i nauka syna na niej – mąż wraca z pracy, kładzie się na kanapie przed telewizorem, niby jak należy. Ale wkurzało go, wydawało mu się, iż żona znika gdzieś, gdzie dla niego nie ma miejsca. Jest, a jakby jej nie było. Nigdy z nim telewizji nie oglądała, nie rozmawiała o ciekawostkach. Nakarmi – i znów nie z nim. – Jesteś żoną czy nie? – denerwował się Igor, znowu zastając ją przy komputerze. Jana milczała. Zamknęła się w sobie. Jeszcze uwielbiała jeździć w egzotyczne kraje. Bierze urlop i leci z plecakiem, z tym swoim aparatem. Igor nie rozumiał. – Chodźmy do znajomych na działkę. Postawili saunę, samogon mają świetny. I w ogóle już czas by mieć własną działkę. Jana odmawiała, ale zapraszała go do podróży. Raz spróbował. No i nic dobrego – wszystko obce, mówią w jakimś dziwnym języku, jedzenie niemożliwie ostre. Na piękno zawsze był obojętny. Więc Jana zaczęła jeździć sama. choćby z pracy się zwolniła. – A co z emeryturą? – oburzał się Igor. – I w ogóle, co sobie wyobrażasz? Wielka fotografka? Wiesz, jakie pieniądze trzeba, żeby się wybić? Jana nic nie odpowiadała. Tylko raz nieśmiało się podzieliła: – Będę miała pierwszą wystawę. Moją, własną. – Każdy ma wystawę – burknął Igor. – Też mi osiągnięcie. Ale na otwarcie poszedł. Nic nie zrozumiał. Jakieś twarze, wcale nieładne nawet. Ręce pomarszczone, mewy nad wodą. Dziwne wszystko, jak sama Jana. Wyśmiał ją wtedy. A ona wzięła i kupiła Igorowi samochód. Proszę bardzo, jesteśmy jedną rodziną, korzystaj. Sama choćby prawka nie zrobiła, jemu podarowała. Z fotografii zarobiła, na zleceniach biegała. Wtedy zrobiło mu się strasznie. Nieswojo. Co za dziwne stworzenie w domu zamiast żony? Skąd te pieniądze? Facet dał? Przecież nie da się zarobić na samochód takim wygłupianiem się. Chyba się prowadza? choćby jeżeli nie, to na pewno będzie. choćby próbował ją nauczyć – tak, lekko, dał klapsa. Złapała za kuchenny nóż, przejechała po skosie – dwa szwy na brzuchu. Dobrze, iż nie przyszło jej do głowy dźgnąć, histeryczka. Potem przepraszała. Ale więcej już nie dam władzy swoim rękom. Koty uwielbiała. Wszystkie pomagała, z ulicy przynosiła, leczyła, znajdywała domy. U nich zawsze dwa koty były. Miłe, dobre, ale przecież to nie ludzie! Jak je można tak kochać, jakby choćby bardziej niż męża? Kiedyś zdechł u niej kot, nie udało się uratować, na rękach dosłownie zgasł, w klinice. Jak Jana to przeżywała! I płakała, i piła koniak, i siebie winiła. Tydzień trwało. Igor miał dość, rzucił w złości: – Jeszcze karaluchy wspominaj! Ujrzał ciężkie spojrzenie, zamilkł, machnął ręką, wyszedł. Niech robi, co chce. Koledzy współczuli, koleżanki żony też były po stronie Igora. Wszyscy mówili, iż Janka całkiem zwariowała, przestała widzieć granicę. Wtedy znalazł pocieszenie u sąsiadki, która była zarazem przyjaciółką Jany z dzieciństwa. Irena była dużo prostsza i bardziej zrozumiała. Pracowała ekspedientką, nie wchodziła w sztukę, zawsze gotowa i na seks, i na pogaduszki. Prawda, piła dużo, ale co tam, nie zamierza się z nią żenić… Czekał, aż Jana zauważy, zareaguje, zrobi scenę zazdrości, potłucze naczynia. Wtedy powie: „A ty? Gdzie się włóczysz?” Potem sobie wybaczą zdrady i rodzina się ułoży. A Irenę będzie można rzucić. Ale Jana milczała. Tylko patrzyła niedobrze. W łóżku już w ogóle wszystko się posypało. Cała się chowała w sobie, jak Igor próbował ją przytulić. Przeniosła się do osobnego pokoju. Syn dorósł, skończył studia. Też cały w matkę: czarnooki, blondyn i dziwny. – Kiedy wnuki? – pytał Igor. Denis tylko się śmiał, iż on jeszcze coś chce w tym życiu zrobić i prawdziwą miłość poznać. Wtedy się doczekasz wnuków, tato. Obcy, niepojęty. Matczyna krew. Oni z Janą zawsze byli w pełnej harmonii, rozumieli się bez słów. Igor czuł się niepotrzebny, robiło mu się nieswojo od tych czarnych oczu, których nie szło przejrzeć. Coraz częściej szukał pocieszenia u Ireny. A potem Jana się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów powiedział. Igor zresztą wcale się nie krył. Przyszedł kiedyś do domu, a żona siedzi przy stole, pali. I tak cicho, szeptem: – Idź stąd! Wynoś się z domu! A oczy takie czarne, straszne, z podkrążeniami. Odszedł do Ireny. Czekał, kiedy żona go zawoła z powrotem. Po tygodniu napisała na WhatsAppie, iż trzeba porozmawiać. Ucieszył się, wziął prysznic, perfumy nałożył. A Jana od progu: – Jutro idziemy składać papiery rozwodowe. A potem już było jak we śnie. Rozwód, papiery, podpisy, ze swojego udziału w mieszkaniu zrezygnował, po dobroci – dostała od rodziców… – I co teraz będziesz robić, jako rozwódka żyć? – zapytał z gniewem wychodząc z USC. Chciał jeszcze dodać: „Kto cię zechce?”, ale się powstrzymał. Jana się uśmiechnęła. Pierwszy raz od lat szczerze i szeroko do niego: – Jadę do Warszawy. Zaproponowali mi tam poważny projekt. – Chociaż mieszkania nie sprzedawaj – poprosił nie wiadomo po co. – Gdzie wrócisz? – Nie wrócę – spokojnie odpowiedziała żona, to znaczy już była żona. – Wiesz, od dawna kocham innego. Też fotograf, z Warszawy, cudownie się z nim rozmawia. Ale myślałam, jestem zamężna, zdrada obrzydliwa, no i do rozwodu nam nie było powodu. Po prostu jesteśmy różni ludzie. Z takiego powodu nie rozwodzą się, prawda? – Nie rozwodzą się – potwierdził Igor. – A jednak się rozwiedliśmy – zaśmiała się Jana. – Najpierw się wściekłam, jak się dowiedziałam o Irenie. A potem pomyślałam, iż wszystko na dobre. Ja będę szczęśliwa, ty też. Ożeń się z nią, i niech wam się wiedzie. I wyszła. – Nie ożenię się – powiedział Igor za nią. Ale Jana już nie usłyszała. Od tamtej pory żadnych wieści od niej nie było. Tylko raz w roku króciutka wiadomość na WhatsApp: „Sto lat! Zdrowia i szczęścia! Dziękuję za syna”.
6 rzeczy, których nie powinno się mówić znajomym z pracy. Mogą wyniknąć z tego same problemy
Co to jest kolposkopia? Czy to badanie boli? Wyjaśniamy!
Metody antykoncepcji - jakie są dostępne?
Polki są regularnie upokarzane przez ginekologów. "Nie dziwię się, iż nikt nie chce iść z tobą do łóżka"
Ekspertka ostrzega: 5 zachowań, które większość myli z chemią w związku, a to tak naprawdę czerwone flagi
Męska płodność to temat, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko
Jak uspokoić ciało w 60 sekund? Techniki oparte na nauce
Suplementy dla kobiet 40+ – na co zwrócić uwagę w okresie perimenopauzy
Ten stan psychiczny obniża ryzyko demencji choćby o 28%. Oto 5 sposobów, by go w sobie wzmocnić
Serhiy kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i pełen nadziei ruszył na randkę. Przy nowej miejskiej fontannie w Krakowie czekał, trzymając w dłoniach bukiet gerberów. Leśki nigdzie nie było. Zerknął na zegarek i wybrał jej numer – nikt nie odbierał. – Może się spóźnia – pomyślał, dzwoniąc ponownie. Wreszcie Leśka podniosła słuchawkę. – Jestem już na miejscu, gdzie jesteś? – zapytał od razu Serhiy. – To koniec między nami! – powiedziała nagle Leśka. – Co? Dlaczego? – zaniemówił chłopak. – Przez ten twój bukiet! – oznajmiła niespodziewanie dziewczyna. – A co z nim nie tak? – zdziwił się Serhiy, niczego nie rozumiejąc.
O kobietach, które wyciszają swoje libido
Jestem w związku monogamicznym. Czy muszę szczepić się na HPV?
Zmiany hormonalne po 20, po 30, po 40 i po 50 – co się dzieje na każdym etapie?
Stawanie się jest lepsze niż bycie - Carol Dweck...
Wazektomia – co warto o niej wiedzieć, zanim podejmiesz decyzję?
Pędź do Action. Za 15,77 zł złapiesz hit na ścianę. Lepsze niż zagłówki. Castorama też ma
Wciąż śledzisz złe wiadomości w sieci? Sprawdź, czym jest doomscrolling i dlaczego fatalnie na ciebie wpływa
Zabawki analne – narzędzie do świadomej eksploracji przyjemności
Pomóżmy sobie wzajemnie
Mój syn i synowa podarowali mi własne mieszkanie na emeryturę – dostałam klucze, akt notarialny i możliwość wynajmu, choć jeszcze nie byłam zarejestrowana w ZUS. Długo nie mogłam uwierzyć w tak hojny gest!
Mężczyźni o tych imionach są mistrzami flirtowania i nie są stali w uczuciach 21.01.2026
"Kocham cię, nienawidzę cię, nie odchodź!". Są pary, gdzie to normalne
Mój syn i jego żona podarowali mi mieszkanie w chwili, gdy z euforią rozpoczęłam nowy etap emerytalnego życia
Romans, który skończył się skandalem. "Nie wiem, czy to moje dziecko, czy księdza"
Lato miłości. O okrucieństwie wobec osób homoseksualnych rozmawiamy z twórczyniami „Dobry wieczór, dobry dzień”
Al Pacino drepcze na randkę z młodszą o ponad PÓŁ WIEKU matką jego syna. Miłość kwitnie? (ZDJĘCIA)
Szwajcarska polityk rezygnuje, czyli jak ewangelicy z lesbijki "demona" wypędzali
"Nie leży to już w moich rękach". Tak republikanie tłumaczą dziś milczenie wokół akt Epsteina. Strach przed Trumpem znów bierze górę
Nowe miejsce dla osób w kryzysie bezdomności w Warszawie. A w nim gabinety lekarzy i stomatologa
Synu, proszę, zaopiekuj się chorą siostrą. Nie możesz jej opuścić!” – wyszeptała mama.
Matka po raz pierwszy odwiedza ośmiopiętrowy dom swojego syna, ale jedno zdanie synowej sprawia, iż płacze i wraca do wioski w środku nocy: „Synu, kocham cię, ale nie należę do tego miejsca.
Matka taka sobie – czyli jak toksyczna teściowa próbowała odebrać mi syna: historia Anny, Maksima, babci Wandy i małego Arturka
Schronienie i ciepły posiłek. Nowe miejsce dla osób w kryzysie bezdomności w stolicy
Uodpornij się na narcyzm – zauważ zachowania, które sprawiają, iż czujesz się niekomfortowo
Spałaś 8 godzin i budzisz się zmęczona? Ten domowy eksperyment może odmienić Twoje noce
Prawdopodobnie robisz to źle. Oto idealna temperatura w sypialni zimą
Rodzinna tajemnica Mariny. Opowieść o córce znalezionej w lesie, przybranych rodzicach, których już nie ma, i poszukiwaniach prawdziwej matki w polskiej rzeczywistości – poruszająca historia o miłości, przebaczeniu i ukrytej prawdzie
Niechciana, a jednak potrzebna wnuczka – Spójrz, to ona! Mówię ci, na pewno! – szepnęła postawna kobieta do prostodusznego z wyglądu mężczyzny. – Dajmy sobie jeszcze parę minut na obserwację. Mała dziewczynka, na oko pięcioletnia, bawiła się spokojnie w piaskownicy, budując zamek dla księżniczki. Na razie ta “budowla” przypominała tylko wielką górę, ale Karinka uparcie odrzucała pomoc dorosłych. Poradzi sobie sama! Trzeba jeszcze wykopać fosę wokół zamku i jaskinię dla smoka! Ktoś przecież musi chronić królestwo! Gorący letni dzień trwał w najlepsze. Karinka, osłonięta od słońca daszkiem rozciągniętym nad piaskownicą, czuła się świetnie, w przeciwieństwie do swoich rodziców. Bojąc się udaru, mama dziewczynki odeszła na chwilę w cień, wysyłając męża po zimne napoje i lody. Odpowiadając na telefon, Nadia na moment straciła córeczkę z oczu. A obserwatorzy tylko na to czekali. – Cześć, malutka – bezceremonialnie przysiadła obok dziewczynki kobieta, czym wystraszyła Karinkę do tego stopnia, iż aż odskoczyła. Tracąc równowagę, upadła prosto na zamek i zniszczyła go niemal doszczętnie. Po policzkach dziecka natychmiast popłynęły łzy – cały trud poszedł na marne! – Nie płacz, to tylko kupa piasku! jeżeli chcesz, ja ci tutaj zbuduję prawdziwy zamek. – MAMO! – zaczerpnęła powietrza i wrzasnęła Karinka, przypominając sobie wszystkie przestrogi z przedszkola i od rodziców. gwałtownie podniosła się na nogi i wydostała z piaskownicy, cudem wymykając się ramionom zupełnie obcego mężczyzny, który próbował ją zatrzymać. Nadia, słysząc ten przerażający krzyk, pobiegła do córki, gubiąc po drodze telefon. Przez chwilę jeszcze w słuchawce odzywał się zaniepokojony głos rozmówcy. – Córeczko – przytuliła do siebie dziecko. – Co się stało, skarbie? – Tam… tam… – łkała dziewczynka, ściskając matkę za szyję. – Jakaś dziwna pani! I pan też! Chciał mnie złapać! Mamusiu, boję się! W tym momencie nadbiegł też ojciec. Obejrzał córkę – cała i zdrowa. Przeniósł wzrok na tych, którzy ją tak przestraszyli. Sześćdziesięcioletnia kobieta niechętnie zacisnęła wargi, widząc tę scenę rodzinną. Ta dziewczynka… Nie ma wątpliwości, iż to jej wnuczka! Kolor włosów, oczu, kształt twarzy… Wykapany Michał w tym wieku! Tylko iż dziewczynka. – Ale ty daleko uciekłaś – zaczęła pogardliwie kobieta, patrząc na byłą synową. – Jak śmiałaś zabrać moją wnuczkę aż na drugi koniec Polski? – Marek, zabierz Karinkę do domu. Ja sobie tu poradzę – powiedziała Nadia, powierzając mężowi ukochane dziecko. – I zadzwoń do taty. Niech kogoś przyśle z chłopaków. – Hej, nie waż się! Chcę poznać wnuczkę! – krzyknęła oburzona kobieta, ale nie próbowała dogonić mężczyzny. Dwa metry wzrostu, szeroki w barach… Czym mogli mu zagrozić? Szkoda, iż nie sprawdzili, czy Nadia znowu wyszła za mąż… – Tamaro Pietrowno – powiedziała Nadia z wyraźnym niesmakiem, mierząc rozmówczynię wzrokiem. – O czym pani w ogóle mówi? Jaka wnuczka? Ma pani luki w pamięci? To przypomnę… ************************* – I jak tam mój przyszły wnuczek? – niecierpliwie spytała kobieta, gdy syn i synowa wrócili ze szpitala. – Będzie dziewczynka, już to pani mówiłam – wymuszony uśmiech Nadii zdradzał, iż marzy jedynie, by teściowa gwałtownie opuściła ich mieszkanie. Ta kobieta ostatnio wraca do siebie tylko na noc! Trzeba się przed nią chować w sypialni, tłumacząc złym samopoczuciem. – Lekarz się myli! – oznajmiła stanowczo Tamara Pietrowna. – W rodzinie Solowjewów rodzą się tylko chłopcy! – I dlatego wyrzuciła pani starszego syna z rodziny? Bo u niego też się dziewczynka urodziła? – Nadia złośliwie nie wytrzymała słuchania tych samych tekstów każdego dnia. – To nie jego dziecko! – natychmiast oburzyła się kobieta, nie lubiąc wracać do tej przykrej historii. – Tamta go oszukała, naiwniak uwierzył! Mnie nie chciał słuchać! – syknęła na końcu, ledwo powstrzymując się od przekleństwa. – Tamta ma na to test DNA. Sama go pani sprawdzała parę razy. A pana Łukasza nie dało się przekonać, iż to podróbka. – Ta ekspertyza była sfałszowana! Jak śmiesz mi nie wierzyć? Zuchwała dziewucho… – Tamara omal nie wpadła w furię. Ale trzeba się powstrzymać – jeszcze przez stres coś się z dzieckiem stanie. A dziedzic w rodzinie bardzo potrzebny! Już wstyd przed koleżankami, każda wnuki ma, tylko ona… – Pójdę się położyć, jeżeli nikt nie ma nic przeciwko. Kręci mi się w głowie. Nadia zamknęła się w sypialni. Ostatnio coraz częściej się zastanawiała – czy nie popełniła błędu, wychodząc za Michała. Oczywiście, iż go kocha. Ale z TAKĄ teściową… Nie za bardzo ma na to siłę. Mama miała rację, lepiej się wynieść daleko od tej stukniętej rodziny. Raz zagadnęła Michała o przeprowadzkę. Zareagował negatywnie. Jak to tak? Zostawić mamę samą? A tata? Żadnej pomocy, tylko tv i kanapa. Brat? Też się z mamą pokłócił, nie chciał słuchać – dał się okłamać. Przecież ekspertyza… Niby jej nie można podrobić? Wtedy Nadia poprosiła męża, by chociaż czas wizyt matki ograniczył. – Mama tylko dobrze nam życzy! – obruszył się Michał. – Pomaga ci w domu, dziękuj jej za to! Przestań znikać w sypialni… – Znikam, bo mam jej po dziurki w nosie! – wypaliła Nadia. – I w ogóle, jeżeli nie przestanie mnie rozstawiać po kątach, wnuczki nie zobaczy! Wyjadę do rodziców! Mój tata – pułkownik, nie zapomniałeś? Pomoże! Po tej awanturze Tamara trochę się wycofała, rzadziej przychodziła i mniej się czepiała. Ale Nadia wiedziała – to nie potrwa długo. Najbardziej ją bolało, jak bardzo kobieta nienawidzi myśli, iż urodzi się dziewczynka. Jej tylko wnuk pasuje! U nich rodzą się wyłącznie chłopcy! Kłótnia ze starszym synem była przykładem obsesji teściowej. Michał też wolałby syna. Na wyniki USG patrzył niechętnie. – Urodzi się dziewczyna – wystawię was obie za drzwi – powiedział raz żonie, pijany. – To znaczy tylko, iż ją gdzieś “zaniosłaś”. Ja nie Leszek, nie dam się oszukać! Po tych słowach Nadia zrozumiała – czas rozważyć rozwód. Tata załatwi wszystko… szybko. Urodziła się – jak zapowiadali lekarze – dziewczynka. Michał wszczął awanturę prosto na sali porodowej. Wyrzucono go z budynku. Nazajutrz przyszła “matka roku”, czyli Tamara. Już bez krzyków, ale z groźbami i wyzwiskami. Na szczęście wpadł mundurowy ojciec Nadii – gwałtownie postawił panią do pionu. Pogroził problemami, jeżeli nie przestanie! Michał nie próżnował – biegł składać papiery rozwodowe. Ale gdy zobaczył, iż prawo chroni młodą matkę, od razu chciał sądownie podważyć ojcostwo. Prawnik nie mógł uwierzyć w podstawę wniosku: “W naszej rodzinie nie rodzą się dziewczynki”… – Obawiam się, iż bez testu DNA to się nie uda. – Jestem przekonany, iż to nie moja córka! W końcu testów nie trzeba było robić – Nadia zgodziła się na żądania męża. Nie chciała, żeby po latach Michał upomniał się o dziecko. Lepiej być oficjalnie samotną matką… ************************* – I co, przypomniała sobie pani? Czemu Michała nie zabrała pani ze sobą? – Michał… Michał zginął – smutnym tonem powiedziała kobieta. – Twoja córka to jedyne, co po nim zostało. Nie martw się, wychowamy ją po ludzku… – My? Wy chcecie wychowywać? Z jakiej racji? – Nadia już nie wytrzymała. – Dla mojej córki JESTEŚCIE NIKIM. Wasz syn też! Sąd tak postanowił! Jeszcze raz zobaczę was w pobliżu, zgłaszam próbę porwania. A mój ojciec ma poważanie w tym mieście – nie liczcie na litość! – Nie rozumiesz, nie mamy już nikogo! – Macie starszego syna. U Leszka też jest córka, idźcie do nich. – On z nami choćby rozmawiać nie chce – wymamrotała kobieta. Dopiero teraz zrozumiała, jaką głupotę zrobiła. – Mądry facet – przytaknęła Nadia. – Wystarczy już tych przykrości z waszej strony. Przypomnieć, jak nazywaliście moją córkę? – Pani Nadio, kłopoty? – dwóch rosłych mężczyzn w mundurach podeszło do córki swojego szefa. – Tak, jedno drobne. Proszę dopilnować, żeby ci państwo wyjechali z naszego miasta. – Ale… – Bez ale – uciął jeden z nich, ruszając w ich stronę. Solowiewowie natychmiast się wycofali, co wywołało uśmiech Nadii. – Proszę się przejść. Nadia wracała do domu w wyśmienitym nastroju! Przez chwilę tylko marszczyła czoło, gdy przemknęła jej myśl: – Trzeba mieć Solowiewów na oku. I niech siedzą z dala od naszego miasta! Tata wszystko załatwi… — Niechciana, a jednak potrzebna wnuczka
Ponad 50 tysięcy recept. Kto najczęściej sięga po tę formę antykoncepcji?
3 klimatyczne miasta na walentynkową randkę
Przenieś intymność z sypialni do salonu – seks na krześle, fotelu i kanapie